W polityce nie ma etosu honorowego

aktualizacja: 14.07.2014, 00:32
Foto: materiały prasowe

Rozmowa z Łukaszem Kielbanem, historykiem męskości, autorem blogu Czas Gentlemanów

Rz: Nie milkną echa spoliczkowania Michała Boniego przez Janusza Korwin-Mikkego. Jak podobne spory honorowe rozwiązywało się przed wojną?
Łukasz Kielban: Do sądu honorowego można było iść wyłącznie z kimś, kto także był osobą honorową, czyli należał do elit. Osoba obrażona miała 24 godziny, by znaleźć sobie dwóch sekundantów, którzy następnie udawali się do tego, kto uczynił obrazę. Zostawiali mu swoje wizytówki i czekali na sekundantów drugiej strony, którzy znowu mieli dobę na przybycie. Potem sekundanci obu stron ustalali między sobą, czy było to tylko nieporozumienie, czy rzeczywiście doszło do obrazy. Jeśli była to drobna sprawa, wystarczyło przeprosić. Jeśli poważna, czyli dotykała na przykład czci rodu, dochodziło do pojedynków.
Chodziło o zemstę?
Bynajmniej. Ustalano pewne zasady pojedynku, by obie strony mogły wykazać się odwagą. Ten, który został obrażony, udowadniał w ten sposób, że ceni honor wyżej niż życie, a drugi stawał naprzeciwko, by pokazać, że będzie ręczył honorem za swoje czyny i słowa. Zwycięstwo nie miało żadnego znaczenia. Po prostu musieli oni udowodnić, że nadal należą do osób honorowych.
Dlaczego dziś nie stosujemy już takich kodeksów?
Pojedynki zawsze były zakazane i potępiane przez państwo, Kościół czy prawo wojskowe. Kodeks honorowy funkcjonował wyłącznie wśród elit, które sobie same udowadniały, że mają honor i tym honorem odróżniają się od „pospólstwa". Jednak już w dwudziestoleciu międzywojennym zaczęła się demokratyzacja społeczeństwa, czyli wyższe warstwy zaczęły mieszać się z niższymi. Potem komunizm zupełnie już zrównał społeczeństwo. Dziś nie ma u nas elity, która uważałaby się za lepszą i w ramach swojej warstwy wzajemnie się kontrolowała, by ten status zachować.
Tylko że nie wiadomo dziś właściwie, jak rozstrzygać spory w towarzystwie.
Nadal funkcjonują jednak mniejsze wersje honoru, jak na przykład honor mężczyzny. ?W męskim towarzystwie, gdy ktoś nas obrazi, czujemy potrzebę, by się z nim bić. Inaczej na naszym honorze pozostanie plama – opinia tchórza. Jednak nie w każdym towarzystwie tak rozwiązuje się konflikty. Wydaje się niestety, że w elitach politycznych nie istnieje w ogóle żaden etos honorowy. Często się zdarza, iż na polityku ciąży zła opinia, bo coś sprzeniewierzył czy kogoś oszukał, a jednak wybaczamy mu to i nie musi wcale schodzić w niesławie ze sceny. Przyzwyczailiśmy się już do takiego obrotu spraw. Mam wrażenie, że w polityce mało kto przejmuje się swoim dobrym imieniem. Dlatego nie ma co się bawić w ustanawianie jakichkolwiek zasad honorowych, bo one zostaną wyśmiane i zignorowane.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE