Sędziowie i sądy

Strona dajwlape.pl: Donoszą na sędziów w internecie

W ciągu trzech lat stronę dajwlape.pl odwiedziły miliony internautów.
www.sxc.hu
Codziennie na stronę z rankingiem sędziów wchodzi kilka tysięcy osób. Wpisami interesuje się prokuratura.
Strona dajwlape.pl cieszy się dużą popularnością. W ciągu trzech lat odwiedziły ją miliony internautów. Nie każdy zostawia swój komentarz, ale czyta ją chętnie. W jednej z zakładek dostępny jest ranking sędziów z całej Polski. Można w nim zabrać głos na temat konkretnego sądu lub konkretnego sędziego (z imienia i nazwiska). Internauci, którym przyszło się zmierzyć z wymiarem sprawiedliwości, mogą dodać dane sędziego do listy i zamieścić obok tego komentarz. Opinia może być pozytywna, negatywna i obojętna. Wśród wpisów, które do tej pory się pojawiły, przeważają te negatywne. Postanowiliśmy sprawdzić wśród sędziów, czy znają ten portal i czy sprawdzają na bieżąco, co się na nim dzieje. Okazuje się, że większość pytanych wie o rankingu i zagląda do niego, szukając w nim opinii o sobie i o znajomych. Nie kryją oburzenia, głównie z powodu tytułu strony. Wielu mówi o tym oficjalnie, inni wolą nie podawać nazwiska.

To obrzydliwe

Waldemar Żurek, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie i rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa, o istnieniu strony nie wiedział. Zapoznał się z nią dzięki „Rz" kilka dni temu. Co o niej myśli? – Cóż, mamy demokrację i każdy może w internecie każdego krytykować – zauważa. Przyznaje też, że krytyka nie jest sędziom obca, bo są jej poddawani codziennie. – Nazwanie strony „daj w łapę" uważam jednak za obrzydliwe. Po lekturze kilkunastu wpisów przyznam, że w co najmniej kilku wypadkach zastanowiłbym się nad pozwem lub zawiadomieniem prokuratury – mówi. Są jednak zagadnienia, które próbuje tłumaczyć. I wymienia wpisy ojców na temat swoich spostrzeżeń w walce o prawa do dzieci i spotkań z nimi. – Wielu z nich by nie było, gdyby w prawie rodzinnym obowiązywała naprzemienna opieka nad dziećmi, tak jak jest to w innych europejskich krajach – wyjaśnia sędzia Żurek. Trochę tłumaczy też zawiedzionych, zrezygnowanych czy agresywnych ojców kochających własne dzieci. – Wchodzi na salę człowiek, który kilka miesięcy, a bywa, że i lat, nie widział swojego dziecka. Na sali widzi sędzię-kobietę, ławników-kobiety, adwokat strony przeciwnej to też kobieta. W dodatku w tych okolicznościach zapada niekorzystne dla niego rozstrzygnięcie. W takiej sytuacji mogą puścić nerwy, a agresja wylewa się potem w internecie – tłumaczy.

Ostrożnie z korupcją

Pytani przez nas inni sędziowie nie mają litości dla autorów wpisów dotyczących przyjmowania łapówek przez sędziów za konkretny, wcześniej ustalony finał sprawy. – Te sprawy powinny być ścigane – uważają. Nie są jednak przekonani, czy powinni to robić sami skrytykowani i obrażeni w komentarzach sędziowie czy też sąd jako instytucja. – Bardzo łatwo jest sprawdzić IP komputera, dotrzeć do autora wpisu i ustalić, kto, gdzie, kiedy, komu i w jakich okolicznościach wręczył łapówkę – zauważają. – Wówczas mamy prostą sprawę karną: albo o pomówienie, albo o korupcję. Jakiś wyrok musi zapaść – podkreśla sędzia Żurek. O istnieniu strony wie od dawna Maciej Strączyński, sędzia Sądu Okręgowego w Szczecinie i prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. I nie jest zdziwiony jej powstaniem. – Ludzie myślą, że sędziowie biorą łapówki, bo taki przekaz często dostają – mówi krótko. Przyznaje też, że są adwokaci, których nie wpuszcza się do pokoju sędziowskiego, by nie mogli po wyjściu z niego poinformować strony, że wszystko już załatwili. – Zeznawałem w tym roku w sprawie o łapówkę. Ktoś twierdził, że wziął pieniądze od strony dla mnie – opowiada sędzia Strączyński. Komentarz może wpisać każdy, kto ma spostrzeżenia dotyczące zachowania sędziego Tłumaczy też, że sąd, wyrokując, nie ma szansy nie podpaść jednej ze stron. I dla tych niezadowolonych jest właśnie ta strona i ranking na niej umieszczony. Dla niego samego, jak podkreśla, wartość rankingu jest żadna.

Bo miał dość

– Założyłem stronę i uruchomiłem ranking po tym, gdy osobiście dotknęły mnie problemy z sędziami rodzinnymi – przyznaje „Rz" Dawid Jabłoński, pomysłodawca, założyciel i administrator strony. Mówi, że w ciągu trzech lat przybywa nie tylko komentarzy, ale także wpisów, jakie pojawiają się w sieci poza samą witryną. – Odgrażano mi się, proszono o usunięcie krytycznych wpisów – opisuje reakcję na to, co się dzieje na stronie. Zdarza się, że prokuratura prosi o informacje (IP) o autorach wpisów. – Podaje pan? – pytamy. – To zależy, czego sprawa dotyczy. Jeśli korupcji, to z reguły tak – odpowiada „Rz". „Sympatyczna i kompetentna", „uprzedzona do strony", „czyta pobieżnie akta i lubi mocno fantazjować w uzasadnieniu", „na kilku rozprawach sędzia zasnęła za sędziowskim stołem", „sędzia przyszedł na rozprawę pijany albo pod wpływem środków odurzających czy narkotyków" – to przykłady komentarzy. Padają obok nazwisk i imion sędziów. – To te nie najgroźniejsze, bo wiążą się z oceną sędziego i jego zachowania na sali rozpraw. Walczyć z nimi nie ma co, ale można próbować wyeliminować te niezasadne – wskazuje jeden z sędziów. Jak chce to zrobić? Nagrywać rozprawy. I nie chodzi tu o e-protokół, tylko o rejestrowanie przebiegu rozprawy, zachowania świadków i sądu, przygotowania do rozprawy itd.

Głos ?na jedno kliknięcie

By zamieścić komentarz na stronie dajwlape.pl, nie trzeba się nawet logować. Wystarczy kliknąć na nazwisko sędziego, a potem dodać swoje uwagi. Podobnych portali jest więcej, np. ZnanyLekarz.pl. Na nim pacjenci wymieniają się opiniami o medykach. Z kolei na portalu Facebook działa strona o nazwie Sfotografuj Policjanta. Użytkownicy FB zamieszczają tam np. zdjęcia radiowozów zaparkowanych w miejscach niedozwolonych albo przeznaczonych dla niepełnosprawnych. W ten sposób obywatele chcą walczyć z niekompetencją w najważniejszych instytucjach państwa. – Formuła rankingów sprawdza się w wielu dziedzinach. Powstają coraz to nowe. Mamy już rankingi szkół wyższych, lekarzy, szpitali, urzędów skarbowych czy kancelarii prawnych – ocenia zjawisko socjolog Łukasz Zagórski. Jego zdaniem to naturalna kolej rzeczy ze względu na konkurencję, która wymusza rywalizację, i na coraz bardziej świadome społeczeństwo. To właśnie jemu ma służyć szczególnie formuła rankingu pozwalająca na ocenę zachowań konkretnych sędziów. – Ludzie reagują także na sytuacje, w których chcą wypełnić swój obowiązek, a tymczasem są źle traktowani – dodaje Zagórski. Podaje przykład stawiennictwa przed sądem w charakterze świadka. Człowiek zwalnia się z pracy, idzie do sądu złożyć zeznania, a na miejscu okazuje się, że chociaż jest to pierwsza sprawa na wokandzie, sędzia spóźnia się ponad 40 minut. Jak gdyby nigdy nic wchodzi na salę i nie wyjaśnia powodu spóźnienia. Chwilę potem następna niespodzianka: na wokandzie widnieją nazwiska sześciu świadków i wszystkich zapisano na jedną godzinę. Pozostali godzinami czekają pod drzwiami. – To przestaje się ludziom podobać. Kiedy jeszcze sędzia pozwoli sobie na niegrzeczność, ironiczny komentarz lub po prostu nieeleganckie zachowanie, pewne jest, że jeśli petent wie o istnieniu takiego rankingu, to skorzysta z możliwości zabrania głosu. Nawet gdy nie jest pieniaczem – dodaje Zagórski.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL