Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Ekonomia

Młodzi ambitni Polacy biją głową w szklany sufit

Jak zapewnić najwyższą jakość pracy i pracowników w Polsce – zastanawiali się uczestnicy śniadania z „Rz” w Poznaniu.
Rynek pracy znajduje się w niesłychanie ważnym i ciekawym momencie – to diagnoza uczestników piątkowego spotkania. – Jesteśmy jako pracownicy znacznie lepiej wykształceni, znacznie lepiej przygotowani – mówił Piotr Wielgomas, szef firmy rekrutacyjnej Bigram. – Równocześnie rynek pracy stał się fundamentalnie inny niż w latach 90. Charakteryzuje się nadpodażą kadry menedżerskiej 40+, tego zjawiska nie mieliśmy wcześniej. Jego zdaniem młodzi, świetnie wykształceni ludzie natrafiają w karierze na szklany sufit, bo stanowiska menedżerskie są już pozajmowane przez 40-latków. – To prowadzi do sytuacji, że w odpowiedzi na ofertę potrafi przyjść 100 życiorysów, i to 100 dobrych życiorysów. Wybór najlepszych staje się ciężkim zadaniem – dodał Wielgomas.

Sposób na sufit

Co powinni zrobić młodzi, zdolni, żądni stanowisk? – Pozostawać otwarci na współpracę z doświadczonymi menedżerami, uczyć się od nich – zauważył Marcin Majchrzak, menedżer z firmy Deloitte. – Zwłaszcza że młodzi ludzie mają jednak czasami kłopot z jakością swojej pracy, są doskonali w wyszukiwaniu danych, gorzej jednak bywa z ich krytyczną analizą i interpretacją, dlatego współpraca miedzy młodszą i starszą generacją jest niesłychanie istotna, sprzyja zarówno rozwojowi firmy, jak i osobistemu samych zainteresowanych.
Przebicie się przez szklany sufit jest możliwe również wtedy, gdy pracownik lepiej zrozumie specyfikę firmy, jej kulturę i dostosuje się do nowoczesnego stylu zarządzania. – Teraz są potrzebne zupełnie inne umiejętności niż jeszcze 10–15 lat temu – mówił Dariusz Ludwiczak, menedżer HR w GlaxoSmithKline. – Ci, którzy potrafią się poruszać w złożonych, często projektowych lub zadaniowych strukturach firmy, są w stanie się wciąż rozwijać. Ale pracodawcy nie pozostają bierni. My na przykład prowadzimy wiele programów rozwojowych, w tym programy szkoleń dla przyszłych liderów Na potrzebę zdobywania specyficznych umiejętności wskazała Magdalena Dzikowska, menedżer HR w Carlsberg Shared Services: – To, co z naszej perspektywy decyduje o sukcesie w korporacji, to nie tylko kompetencje ściśle merytoryczne, ale również inne: kompetencje społeczne, związane z umiejętnością działania w strukturze firmy. A to jest w Polsce na razie towar deficytowy – dodała. Wtórował jej Patrycjusz Rak-Miąsik, menedżer komunikacji w Carlsberg Shared Services: – Te osoby, które mają wszczepioną kompetencję społeczną, ci, którzy np. mieli okazję pracować za granicą, mają zdecydowanie łatwiej. Czy zatem młodsi pracownicy nie potrafią się odnaleźć we współczesnych korporacjach? – Nie, nasi pracownicy prezentują najwyższy światowy poziom, choć mają średnio po 28 lat – zauważył Krzysztof Bronisz z Franklin Templeton. – Robią to samo co ich koledzy w Londynie czy w Nowym Jorku. I robią to świetnie. Jeszcze niedawno nikomu się nie śniło, że takie operacje można przeprowadzać z Polski.

Brak kadr

Na inne kwestie związane z młodymi zwrócił uwagę Ryszard Grobelny, prezydent Poznania. To, po pierwsze, jest duża fluktuacja kadr w podlegających mu strukturach urzędniczych. – Nie mamy co prawda problemów z naborem nowej kadry, ale jest inny problem: zawód urzędnika jest traktowany jako pośredni przez młodych ludzi – zauważył Grobelny. I druga cecha: zdecydowany wzrost wydajności pracy wśród ludzi młodych. – Tutaj mówię także za sferę przemysłową, która z tego względu zwiększyła swoje inwestycje. Barierą jest coś innego – brak pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Jak to możliwe przy wysokim bezrobociu, zwłaszcza wśród młodych? Odpowiedź uczestników spotkania była jedna: dużo można zarzucić polskiemu systemowi edukacji. – Gdyby był bardziej dostosowany do potrzeb biznesu, gdyby biznes miał na niego większy wpływ, to znacznie łatwiej byłoby znaleźć pracę – mówił Patrycjusz Rak-Miąsik. – Problem tkwi nie w miejscach pracy, lecz w braku odpowiednich kwalifikacji. – Mamy przede wszystkim do czynienia z inflacją wyższego wykształcenia, wszyscy studiują, tylko nie znamy jakości tych studiów – zauważył Piotr Wielgomas. Co więcej, brakuje elastyczności i określenia prawdziwych potrzeb rynku pracy. W latach 90. mówiliśmy, że inżynierów właściwie nam nie potrzeba, teraz pytamy: gdzie są ci inżynierowie? Tę obserwację potwierdzał Sławomir Szwankowski, menedżer w GlaxoSmithKline: Cały czas mamy rozjazd między uczelniami a rzeczywistymi potrzebami przemysłu. Jako firma zaangażowaliśmy się w unijny projekt „Wiedza dla gospodarki", realizowany na Uniwersytecie Technicznym w latach 2009–2013, żeby pokazać, jakiego rodzaju pracownicy będą potrzebni w firmach takich jak GSK. Sporym zaskoczeniem było to, że nie szukamy indywidualistów, tylko osób, które potrafią współdziałać w grupie. – Po naszej stronie jest też odpowiedzialność za rozwój pracowników. Chociażby pod względem komunikacji z uczelniami. Kwestia zasadniczą jest dotarcie do uczelni i rozmowa z ich szefami w kategoriach wzajemnej korzyści – dodał Krzysztof Bronisz.

Duch przedsiębiorczości

Elastyczność uczelni nie jest jedynym kluczem do poprawy jakości kwalifikacji pracowników. Innym problemem, jak zauważył Ryszard Grobelny, są aspiracje rodziców. Według prezydenta Poznania teraz siłą Polski są aspiracje do wykształcenia wyższego. – Ale czy tak będzie zawsze i czy to jest konieczne? – pytał Grobelny. – Jakie zawody będą potrzebne za 10–15 lat? Powinniśmy zbudować aspiracje do wykształcenia w zawodach, które będą potrzebne gospodarce. Uczelni bronił Marcin Majchrzak: – Szybkość kształcenia oraz kierowanie się wyłącznie potrzebami rynku tu i teraz nie zawsze kreują jakość i przynoszą oczekiwany skutek. Dlatego też trochę broniłbym świata nauki, to nie jest świat nastawiony wyłącznie na szybki efekt i jego niezależność jest w związku z tym cennym atutem w dłuższej perspektywie. Biznes potrafi pojawić się bardzo szybko i równie szybko zniknąć – zauważył Majchrzak. Według Dariusza Ludwiczaka oprócz formalnego wykształcenia istotne jest kreowanie ducha przedsiębiorczości. – W procesie edukacji nie pokazuje się młodym ludziom, jak mają wziąć odpowiedzialność za samych siebie – twierdził. – A to bardzo ważne, także w pracy na etacie. Ja przy podejmowaniu trudniejszych decyzji bardzo często się zastanawiam, co bym zrobił, jak bym się zachował, gdyby to była moja firma. To jest cecha, której nie uczy się w żadnej szkole czy uczelni. – To trochę zwodnicze: sami, pracując w korporacjach, namawiamy młodych ludzi do zakładania firm, do przedsiębiorczości – odpowiedział Piotr Wielgomas. – Nie mamy świadomości, jakie to trudne. Jego zdaniem Polskę czeka dekada intensywnego rozwoju. – Widzimy znaczącą poprawę na rynku pracy i liczba ciekawych ofert będzie z pewnością rosła – mówił. Jacy pracownicy będą potrzebni firmom za pięć–dziesięć lat? Według uczestników śniadania w Poznaniu oprócz wykształcenia i profesjonalizmu będą się liczyć kompetencje społeczne, elastyczność, mobilność, umiejętność pracy w międzynarodowych zespołach czy aktywne podejście do rozwiązywania problemów. – Jeszcze parę lat temu głównym zadaniem przy tworzeniu atrakcyjnego rynku pracy było przyciąganie inwestorów infrastrukturą. Teraz decydujące są kadry. Ich dostępności i jakość – puentował Ryszard Grobelny.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL