Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Literatura

Żegnaj, laleczko (w baranicy)

Wesoła ochotnicza brygada pracy czeka na sygnał do wymarszu, Sofia, lata 50. Taki kicz trzeba było odreagować
Corbis
Bułgaria kojarzy się Polakom jedynie z kurortami, ?o jej najnowszej historii wiemy niewiele. Reżim Żiwkowa nie doczekał się ksišżek, które utkwiłyby œwiatu ?w pamięci. Ale właœnie pojawia się u nas pierwsza literacka jaskółka znad Morza Czarnego.
To zdumiewajšce, że komunizmowi w Bułgarii niemal nie usiłowano wymierzyć literackiej – jedynej, jak się zdaje, dostępnej – sprawiedliwoœci. Owszem, istniejš wydane również w Polsce dwie powieœci Georgi Gospodinowa, specjaliœci wskażš tuzin innych autorów nowel i sztuk – nie zmienia to jednak faktu, że jeden z najbardziej brutalnych wariantów stalinowskiego reżimu w Europie nie doczekał się żadnego rozpoznawalnego w szerszym gronie osób czytajšcych œwiadectwa. Nie myœlę przy tym o tekstach sołżenicynowskiej miary – te już napisano – lecz o przyzwoitych œwiadectwach historycznych i literackich, jakich doczekały się Rumunia, Serbia, ba, Albania, by nie wspomnieć już o Czechosłowacji, sławnej dziesištkami smacznie piszšcych dysydentów. A tu? Kraj ledwie tknięty destalinizacjš, w którym do roku 1962 przetrwał regularny system łagrów – i nic? Żadnych bardów, listów z więzienia, żadnych œwiadectw przejmujšcej codziennej opresyjnoœci w rodzaju rumuńskiego filmu „4 miesišce 3 tygodnie i 2 dni"? Czyżby za całš pamięć pół wieku Dymitrowa & Żiwkowa starczyć miał samotny londyński dysydent Georgij Markow – przypomnijmy, ofiara zamachu, dokonanego za pomocš zatrutego „bułgarskiego parasola" – a i on zapamiętany raczej za sprawš niezwykłych okolicznoœci œmierci? Od lat zachodzšc w głowę, czy „bułgarskie milczenie" to dowód na szczególnš opresyjnoœć systemu, czy na kłopot z przetworzeniem doœwiadczenia komunizmu w sugestywny sposób, czym prędzej sięgnšłem po powieœć „Mól" Władisława Todorowa, zapowiadanš jako „kryminał w stylu noir, toczšcy się w Sofii wczesnych lat 60.". Swego czasu za dowód intelektualnego wyrafinowania (inna rzecz, że często jedynie snobizmu) uchodziło zajmowanie się ostentacyjnie niszowymi tematami w rodzaju „irańskiego kina studyjnego" lub „islandzkiego ekspresjonizmu". Można przypuszczać, że w kategorii „niszowoœci" bułgarska powieœć chandlerowska plasuje się doœć wysoko; ale też nie jest łatwo obcować z sofijskimi imitatorami Philipa Marlowe'a.

Kręty lot mola

Bo też chandlerowski trop jest chyba najsłabszy i najprędzej ginie w plštaninie innych œladów i wpływów literackich. Już znacznie więcej na kartach „Mola" Simenona – kto lubi atmosferę dusznych mieszkań rzeŸników i jubilerów, drobnomieszczańskiej korupcji i perwersji, odnajdzie się w klimatach powieœci bez trudu. Do tego jednak przełknšć trzeba, nijak do Simenona niepasujšcš, brutalnoœć w tarantinowskim nieledwie stylu. Gdybyż autor na tym poprzestał! Nie darmo jednak Todorow, wykładajšcy literaturoznawstwo w Stanach, debiutował opowiadaniem na łamach kwartalnika „Postmodern Culture": w „Molu" przebrnšć musimy przez estetyczne szarże, sprowadzajšce się do epatowania brzydotš; przez nawišzania do bogatej tradycji bułgarskiej groteski, przez gry z formułš romansu łotrzykowskiego, tradycji apaszowskiej, powiastki filozoficznej. Czeka nas ostentacyjne lekceważenie cenionych zwykle w kryminałach praw przyczynowoœci (byłbyż to ukłon w stronę realizmu magicznego?), szczypta antykwaryzmu, pół tuzina zaszyfrowanych aluzji adresowanych do wielbicieli własnej erudycji (można się cieszyć rozpoznaniem nawišzań do Dashiella Hammetta lub Szekspira) i dopiero wtedy czas na finał: mól, trzepoczšc, odlatuje. Piszšc tak cierpko o ważnej przecież powieœci, wydanej przez oficynę specjalizujšcš się w przybliżaniu literatur „innej Europy", nie nad nieudanym kryminałem ubolewam (nie da się ukryć, że doœć prędko dowiadujemy się, kto i jak zabił, ale w powiastce filozoficznej nie to jest przecież najważniejsze), lecz nad przekonaniem autora, że komunizm w Bułgarii sprzedać można czytajšcej publicznoœci, tylko udziwniajšc i stylizujšc, strojšc starszego sierżanta milicji ludowej Waradina Łomskiego w garnitur skorumpowanego kalifornijskiego prokuratora. Efekt jest równie zaskakujšcy jak w przypadku chłopów pańszczyŸnianych, obsadzanych przymusowo w sztukach Racine'a w XVIII-wiecznych prywatnych teatrach kresowych i rosyjskich magnatów. Celem, jak się wydaje, było zainteresowanie producentów filmowych gotowym materiałem na scenariusz i cel ten został osišgnięty: film „Zift" (w Polsce dystrybuowany jako „Œmieć") został uhonorowany na kilku festiwalach, od Moskwy po Mar del Plata.

Tęsknota za elegiš

I nic dziwnego: entuzjastom groteski i stylu gore zawsze, niezależnie od ustroju, przypadnš do gustu ujęcia poœcigu w łaŸni, bójki w poskrzypujšcym wagonie tramwajowym, badania w koszmarnej przychodni wypełnionej rdzewiejšcymi narzędziami chirurgicznymi czy zapasów w na wpół rozkopanym grobie. Owszem, komunizm to także puchnšce od wilgoci tynki, stępione igły strzykawek, eolowy wór woni zjełczałego tłuszczu, skisłego brudu, wilgoci, opisywanych przez Todorowa z dużym zacięciem. Gdyby „Mól" stanowił próbę ratowania się przed kłamstwem socrealizmu, gdyby okazało się, że wydobyto go z szuflady po pół wieku – można by darować mu i sztubacki turpizm, i papierowoœć postaci, cenišc odwagę autora. Dziœ jednak podejrzewam go o chęć epatowania – i nadal czekam na powieœć rozpoczynajšcš się od niespiesznego opisu porannego apelu w łagrze na dunajskiej wyspie Belene: jest rok 1959, Raymond Chandler właœnie opublikował swojš ostatniš powieœć „Tajemnice Poodle Springs", a artretyczni prokuratorzy, ministrowie, rektorzy przedwojennej Bułgarii, wszyscy, którzy jakimœ cudem nie zostali zlikwidowani, jak co dzień od 12 lat ruszajš z łopatami na ramionach do kopania tłustego mułu. —współpraca Andrzej Konikiewicz
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL