Wiadomości

Bielan dla "Rz": Platforma ma szansę wygrać

Adam Bielan
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Przed nami jedna z najbrutalniejszych kampanii wyborczych w historii – mówi europoseł Jackowi Nizinkiewiczowi.
Czy w jakimkolwiek stopniu Polska może czuć się zagrożona przez Rosję?
Adam Bielan, europoseł Polski Razem Jarosława Gowina, były spin doktor PiS: Polska jako członek NATO pozostaje dzisiaj relatywnie bezpieczna. Nie sposób jednak nie zauważyć, że Władimir Putin już nas atakuje na różne sposoby. Przykładowo on sam i jego propagandyści mówią, że aktywiści Euromajdanu byli szkoleni w Polsce. Janusz Korwin-Mikke potwierdza te słowa.
Mamy, niestety, i w Polsce wielu agentów wpływu Moskwy. Korwin-Mikke nim jest? Nie będę atakować nikogo z nazwiska, ale każdy uważny obserwator polskiej sceny politycznej widzi, kto jak się w tych dniach próby zachowuje, co mówi. Jeżeli istnieją jakiekolwiek korzyści z tego, co się wydarzyło na Krymie, to bardzo wyraźne ujawnienie aktywów Rosji w polskim życiu publicznym. Agenci rosyjscy są aktywni w polskiej polityce? Mamy posłów, którzy byli na Krymie, legitymizując w ten sposób putinowskie referendum. Obecność obserwatorów zagranicznych, finansowana zresztą przez Rosjan, jest im bardzo na rękę. Referendum nie jest uznawane przez zachodni świat, zatem każdy polityk obecny na Krymie pomagał Putinowi i autoryzował jego politykę. SLD odżegnuje się od krymskiej eskapady swojego posła. Sojusz w żaden sposób nie ukarał swojego posła, a przecież powinien go natychmiast usunąć z klubu parlamentarnego. Leszek Miller wziął w ten sposób pełną polityczną odpowiedzialność za jego działania. Analogiczną sytuację mamy w przypadku Solidarnej Polski, przecież jej poseł również był na Krymie. W Sejmie jest wielu agentów rosyjskich wpływów? To chyba oczywiste, że Rosja taką agenturę w naszym kraju posiada. I ostatnie tygodnie odsłaniają przynajmniej jej część.  Mamy w Polsce wielu członków KPP - Klubu Przyjaciół Putina. Ustalenie, czy robią to dla pieniędzy, czy z czystej głupoty to zadanie dla naszych służb specjalnych. Niezależnie od motywacji skutki ich działalności mogą być bardzo niebezpieczne. Kogo ma pan na myśli? Nie muszę podawać konkretnych nazwisk, bo w dobie internetu każdy może stosunkowo łatwo dotrzeć do wypowiedzi poszczególnych osób. Zresztą to nie jest problem tylko naszego kraju. W Parlamencie Europejskim członkowie Klubu Przyjaciół Putina są w tych dniach również szczególnie aktywni. Wystarczy prześledzić debaty plenarne dotyczące kryzysu krymskiego. Wiemy zresztą, że niektórzy politycy światowego formatu są oficjalnie skorumpowani przez Moskwę. Również pan nie wskaże ich nazwisk? Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder jest jedną z takich osób. Dzisiaj pracuje w firmie zarządzającej gazociągiem północnym, który rozbija solidarność energetyczną w Unii Europejskiej. Radosław Sikorski wyrasta na nowego lidera Europy? Platforma Obywatelska zawsze miała dobre kontakty międzynarodowe. Niestety, Polacy często mylą takie kontakty z kompetencjami. W obecnym okresie, do wyborów prezydenckich na Ukrainie, które, przypomnę, odbędą się w tym samych dniu co nasze wybory europejskie, działania Putina mogą pomagać odzyskiwać poparcie PO. Międzynarodowe konflikty zawsze sprzyjają rządzącym. Platforma sprytnie wykorzystywała dotąd konflikt na Ukrainie do odzyskania poparcia. Ale w ostatnich dniach przesadziła w straszeniu Polaków i to się może na niej zemścić. Jak głosy w wyborach europejskich przełożą się na mandaty? Obawiam się, że frekwencja będzie jeszcze niższa niż w poprzednich wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. Prawdopodobnie do wyborów pójdzie nie więcej niż 22 proc. wyborców. Każdy wynik jest możliwy. Wyborca której partii najbardziej interesuje się wyborami europejskimi? Pójdą do nich mieszkańcy dużych miast, lepiej wykształceni, i osoby zdecydowanie bardziej zainteresowane polityką, także problematyka europejską. Niekoniecznie elektorat Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego Platforma ma realną szansę na sukces w tych wyborach. Przy bardzo niskiej frekwencji, problemach na Ukrainie i dobrej kampanii PO, Prawo i Sprawiedliwość może przegrać wybory europejskie, tym bardziej że od kilku tygodni zachowuje się jakby zostało zahipnotyzowane przez Donalda Tuska. Ale największe problemy czekają PSL. Polityczne dni Janusza Piechocińskiego są policzone? PSL nigdy chyba w swojej historii nie było tak blisko nieprzekroczenia progu wyborczego. Jeżeli tak się stanie, Janusz Piechociński może zostać odwołany jeszcze w czerwcu. Jesienią czekają nas przecież wybory samorządowe, absolutnie najważniejsze dla tysięcy działaczy PSL. Dlaczego Polska Razem nie tworzy wspólnych list z PSL i Solidarną Polską? PSL jest partią, która tworzy koalicję rządową, a my jesteśmy w opozycji. Partię Piechocińskiego wyniszczają dodatkowo problemy w resorcie rolnictwa i wszechobecny nepotyzm. Sojusz z nimi teraz byłby całkowicie niezrozumiały. Dlaczego Jarosław Gowin ucieka od sojuszu z partią Ziobro? Polska Razem Jarosława Gowina dostała propozycje zbudowania wspólnych list z Solidarną Polską, ale ta propozycja wywołała w naszych szeregach sporo kontrowersji. Marek Migalski i Paweł Kowal wciąż są w Polsce Razem? Oczywiście. Aktywnie zbierają podpisy i angażują się w kampanię. Gowin będzie kandydatem w wyborach prezydenckich? Naturalnym wyborem partii byłoby kandydowanie jej szefa na najwyższy urząd w Polsce. Nie dla Jarosława Kaczyńskiego. Jarosław Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że nie interesuje go urząd prezydenta Polski. Dlatego PiS może mieć problem z elekcją prezydencką. Czy chciałby pan w przyszłości koalicji PiS z Polską Razem? O możliwych koalicjach zdecydują wyborcy. Ale nie będę przecież ukrywał, że do PiS jest mi zdecydowanie bliżej niż do PO. Przez dziesięć lat byłem członkiem tej partii i jej rzecznikiem. Zaskoczył pana alians Michała Kamińskiego z PO? Tak. W Polsce wytworzyły się niezwykle silne podziały emocjonalne pomiędzy zwolennikami PiS i PO i stąd tak negatywna reakcja opinii publicznej. Poza tym Michał Kamiński już po wyjściu z PiS wielokrotnie podkreślał, że nigdy do PO się nie przyłączy. Wie, jak prowokować PiS i wyprowadzić Jarosława Kaczyńskiego z równowagi? Nie sądzę, żeby mógł w tej sprawie wymyślić coś nowego. Jaki sygnał Platforma wysłała transferem Kamińskiego do swoich wyborców? Że jest partią władzy, całkowicie bezideową. Co łączy Dariusza Rosatiego z Michałem Kamińskim, albo Danutę Huebner z Pawłem Zalewskim? Polska Razem przyjmie rozczarowanych Platformą, którzy utracili miejsca na listach wyborczych? Wiele osób zgłasza się do nas. Również działacze PO rozczarowani skrętem w lewo swojej partii. Nie mamy problemów z ułożeniem list. Spokojnie przygotowujemy się do merytorycznej kampanii przed  wyborami do Parlamentu Europejskiego. Jakiej kampanii wyborczej możemy się spodziewać? Chciałbym spokojnej debaty o przyszłości Europy i roli Polski w Unii Europejskiej. Ale obawiam się, że przed nami jedna z najbrutalniejszych kampanii wyborczych w historii. 17-miesięczna seria wyborów rozstrzygnie przecież o kierunku polskiej polityki i losach Polski na lata. Jak pan ocenia działania premiera Tuska w sprawie pomocy rodzicom dzieci niepełnosprawnym? Działanie rządu jest doraźne, nie stoi za nim żadna całościowa wizja systemu. Kiedy jakaś grupa głośno protestuje, rząd dorzuca jej pieniądze, odbierając innym - bo własnych pieniędzy przecież nie ma. Jednocześnie nie potrafi ograniczyć marnotrawstwa pieniędzy podatników. Premier poradził sobie wizerunkowo w Sejmie podczas debaty z rodzicami? Chyba przecenił swoje możliwości. Najwyraźniej uznał, że samym spotkaniem rozładuje napięcie. Zapomniał tylko, że rządzi prawie siedem lat i jego propagandowe chwyty są powszechnie znane i dlatego nie są już tak skuteczne. Jaka jest propozycja Polski Razem w sprawie pomocy rodzicom dzieci niepełnosprawnych? Polska Razem Jarosława Gowina opowiada się za cięciem wydatków, obniżeniem podatków i pozostawianiem ludziom znacznie więcej pieniędzy tak, aby mogli utrzymywać się sami bez pomocy państwa. Tym, którzy sami sobie nie będą mogli poradzić, np. samotnym matkom z niepełnosprawnymi dziećmi, trzeba oczywiście pomagać. Większe pieniądze dla niepełnosprawnych znalazłyby się bez problemu, gdybyśmy ograniczyli koszty funkcjonowania państwa. Obszarów do cięć można wymienić wiele, przede wszystkim w kosztach funkcjonowania urzędów, np.: administracja podatkowa kosztuje 5,2 mld zł, Zakład Ubezpieczeń Społecznych - 4,1 mld zł, Urzędy Pracy - 430 mln, Ochotnicze Hufce Pracy - 217 mln, Polska Organizacja Turystyczna - 40 mln zł; Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji - 22 mln, Państwowa Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych - 6 mln, Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia - 4 mln. Wróćmy do tematu Ukrainy. W 2008 roku został pan odznaczony orderem za zasługi dla tego kraju. Komu dzisiaj należy się nagroda za takie działania? Odznaczenie o którym pan wspomniał otrzymałem w czasie, gdy pełniłem funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego i odpowiadałem m.in. za kontakty z naszymi wschodnimi sąsiadami. Demokratyczna, nie podporządkowana wpływom Rosji Ukraina jest warunkiem bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale również całej Unii Europejskiej. I na szczęście większość naszych polityków to rozumie. Nie wszyscy. Takie niechlubne wydarzenia jak pobyt kilku posłów na Krymie podczas  referendum zdarzają się sporadycznie. Ale jeśli nie chcemy zwiększenia wpływów Rosji w naszym życiu politycznym to trzeba je wypalać gorącym żelazem. Ci panowie powinni zostać przykładnie ukarani. W ostatnich latach Ukraińcy sami marnowali swoje szanse? Nadzieję, w porównaniu do rozczarowania pomarańczową rewolucją, którą również miałem okazję obserwować z bliska,  budzi  fakt że obecny Majdan miał znacznie bardziej dojrzały stosunek do polityków. Ta manifestacja była zorganizowana nie tylko w celu integracji Ukrainy z Unią Europejską, ale też przeciwko dotychczasowemu systemowi politycznemu na Ukrainie. Systemowi charakteryzującemu się tym, że większość polityków siedziała w kieszeni u oligarchów, a kampanie wyborcze należały do najdroższych na świecie. Systemowi opierającemu się na gigantycznej korupcji. Przez lata krytykowano Ukraińców, że dosyć biernie patrzyli, jak rządzący nimi politycy rozkradali kraj, jednocześnie sprzedając go Rosji. Nadzieję budzi  to, że w końcu się zbuntowali i wyrazili wolę stworzenia innej przyszłości dla siebie i swoich dzieci. Ukraina od wieków pozostaje rozdarta między Zachodem i Rosją... I taka sytuacja szybko się nie zmieni. Wszystkich, którzy nie interesują się Ukrainą na co dzień, przestrzegam przez odczuciem, że opcja prozachodnia ostatecznie zwyciężyła w Kijowie. Obawiam się, że będziemy obserwować jeszcze bardzo wiele zmian i zwrotów akcji  w ukraińskiej polityce w nadchodzących latach. I musimy być na to gotowi. Jak Unia Europejska powinna ukarać Rosję za anschluss Krymu? Samodzielne działania Unii czy Stanów Zjednoczonych nie przyniosą spodziewanego rezultatu. Tutaj powinniśmy mówić o stanowczej i wspólnej reakcji całego świata Zachodu. Podzieliłbym te działania na bieżące, doraźnie i długofalowe. Jeśli chodzi o doraźne, to Władimir Putin musi dostać po kieszeni, musi zapłacić bardzo wysoki rachunek za to, co zrobił na Krymie. Aneksja Krymu musi więc zaboleć całą rosyjską gospodarkę. Powinien ucierpieć także prestiż Władimira Putina. Część jego popularności w kraju wynika z tego, że przedstawia się jako ten, kto rzekomo odbudowywał znaczenie Rosji, po okresie rządów swojego poprzednika Borysa Jelcyna. Dla Putina kwestie prestiżowe są szalenie ważne. Do tego stopnia, że przeznaczył i rozdysponował na organizacje igrzysk w Soczi bajońską sumę ponad 50 mld dolarów, czyli więcej niż kosztowała organizacja wszystkich  dotychczasowych zimowych igrzysk olimpijskich w historii. Wiemy już, że w czerwcu w Brukseli dojdzie do szczytu G8 bez przedstawicieli Kremla. Należy pójść dalej i na trwałe wykluczyć Rosję z tej organizacji. Musimy przemyśleć dalszy sens funkcjonowania Rosji w Radzie Europy. Należy również rozszerzyć sankcje personalne o kolejnych najbliższych polityków Putina. Nie obędzie się bez ostrych sankcji gospodarczych? Tak. Jeśli chodzi o działania długofalowe to świat zachodni musi się w końcu ocknąć, musi zrozumieć, że Rosja nie jest przyjaznym, przewidywalnym, demokratycznym krajem, jak wielu naiwnych polityków Zachodu sobie jeszcze niedawno wyobrażało. Rosja stanowi zagrożenie militarne dla całego kontynentu europejskiego i nie tylko. Zachód popełnił błąd 80 lat temu, nie decydując się na radykalne działania wobec Hitlera. Nie możemy dopuścić do tego, żeby historia się powtórzyła. Z tego powinni wyciągnąć wnioski nasi najwięksi sojusznicy, czyli przede wszystkim Stany Zjednoczone. Powinna nastąpić zmiana polityki dotyczącej likwidacji amerykańskich baz w Europie i przenoszenia większego nacisku, jeśli chodzi o służby zbrojne, w kierunku azjatyckim. Amerykanie powinni utrzymać swoją obecność  na naszym kontynencie? Tak, i powinni ją rozwijać. Europa powinna wzmocnić związki transatlantyckie. Jest na to pomysł od lat dyskutowany na linii Bruksela – Waszyngton, a od miesięcy w końcu negocjowany, czyli zbudowanie największej w historii świata strefy wolnego handlu obejmującej UE oraz USA. Należy wywierać naciski na prezydenta Obamę, aby jak najszybciej zezwolił amerykańskim firmom wydobywającym gaz łupkowy na jego eksport do Europy. To będzie gigantyczny cios w Rosję, bo obniży obecne ceny surowca i zmniejszy wpływy do rosyjskiego budżetu. Rosyjskie firmy chcą przejąć koncesje na wydobycie gazu łupkowego w Polsce. To jest właśnie olbrzymie zaniedbanie premiera Tuska. Od lat mowa jest o konieczności budowania niezależności energetycznej Polski poprzez dywersyfikację źródeł energii. Tymczasem gazoport jest opóźniony o wiele miesięcy, już w tym roku będziemy musieli przyjmować gaz z Kataru, a technicznie nie mamy jak tego zrobić. Przede wszystkim zaś bardzo odwleka się rozpoczęcie eksploatacji gazu z łupków. Dopiero dwa tygodnie temu przyjęto projekt ustawy w tej sprawie, a teraz na dodatek okazuje się, że wciąż trwają nad nim prace. Powinniśmy się oburzać na aneksję Krymu przez Rosję, skoro przytłaczająca większość mieszkańców Krymu chce być częścią Rosji? Oczywiście, ponieważ stanowi ona pogwałcenie konstytucji ukraińskiej oraz prawa międzynarodowego. Wyraźnie mówi o tym zresztą  uchwalona podczas ostatniej sesji Parlamentu Europejskiego rezolucja, której byłem współautorem. Nade wszystko jest to realizacja znanej nam z historii, niezwykle niebezpiecznej  doktryny rosyjskiej. Takimi argumentami posługiwała się już caryca Katarzyna, zajmując kolejne kraje ościenne. Takimi deklaracjami ochrony obywateli posługiwał się Stalin w 1939 roku czy Breżniew w 1968. Trudno nie nawiązać do często wspominanych słów śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2008 roku towarzyszyłem prezydentowi podczas pamiętnej wizyty w Tbilisi. Rzeczywiście, po Gruzji przyszedł czas na Ukrainę, na Krym. A po Ukrainie mogą być kraje, które są członkami Unii Europejskiej czy NATO jak np. Łotwa czy Estonia, również zamieszkiwane przez bardzo dużą mniejszość rosyjską. Duże skupisko Rosjan jest w Kazachstanie, na Białorusi. Jeżeli pozwolimy Putinowi na tego rodzaju interwencje, to wszystkie kraje ościenne będą wcześniej czy później poważnie zagrożone. Restauracja imperium rosyjskiego w granicach ZSRR jest realna.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL