Apokalipsy nie będzie

aktualizacja: 10.03.2014, 01:13
Maciej Bałtowski
Maciej Bałtowski
Foto: Agencja Gazeta

Jeśli zacznie brakować energii, jej cena zacznie rosnąć. Wtedy nabywcy energii zaczną ją oszczędzać, a producenci, motywowani smithowską żądzą zysku, zrobią wszystko ?co możliwe, aby po wyższej cenie dostarczyć ?więcej towaru – pisze ekonomista.

Profesor Łukasz Turski, wybitny fizyk i zasłużony propagator nauki, opublikował w „Rzeczpospolitej" obszerny artykuł „Apokalipsa unplugged", w którym podpiera autorytetem naukowca bardzo wątpliwe stwierdzenia, używa demagogicznych argumentów, a równocześnie pomija kwestie najważniejsze, dotyczące sedna rozważanego problemu, tj. przyszłości polskiej energetyki.

Energia na rynku

Myślą przewodnią dużej części artykułu jest stwierdzenie, że energia – skądkolwiek pochodzi – jest dobrem jakby „nadrzędnym",  odgrywającym we współczesnym świecie wyjątkową rolę. Dla ekonomisty jest to pogląd nie do przyjęcia. W wolnej, rynkowej, kapitalistycznej gospodarce energia jest towarem – przedmiotem produkcji i obrotu – takim samym jak tysiące innych ludzkich wytworów. Oczywiście towar ten produkowany i zużywany jest powszechnie i w wielkim zakresie, stąd jego większe znaczenie gospodarcze niż towarów rzadkich czy niszowych. Ale zupełnie nieuprawnione jest stwierdzenie prof. Turskiego, że „świat potrzebuje więcej energii, by standardy życia i zdrowia na kuli ziemskiej stały się porównywalne". Aby ten chlubny cel osiągnąć, świat potrzebuje więcej bogactwa, a szczególnie jego bardziej sprawiedliwego podziału. Samo zwiększenie produkcji energii, abstrahujące od jej ceny i dochodowych możliwości jej nabywania, nie ma żadnego znaczenia dla miliardów obywateli Ziemi.
W dalszej części tekstu prof. Turski rysuje wizję świata, w którym zabraknie energii – zanika internet, nie działają stacje benzynowe, przestają funkcjonować szpitale i bankomaty, „nie będzie wody pitnej, oczyszczalnie ścieków padną". Reglamentowaniem energii zajmie się władza, która zbuduje w tym celu odpowiednią „strukturę zarządzania". Skutki będą zupełnie katastrofalne – „cicho i w spokoju wrócimy do dawnego systemu totalitarnego".
Panie Profesorze, taki apokaliptyczny obraz przyszłości zupełnie nie ma sensu w rzeczywistości, w której żyjemy! Ludzki geniusz stworzył nie tylko reaktory atomowe i promy kosmiczne, ale też – rynek. Rolę, jaką w fizyce odgrywa prawo grawitacji, pełni w ekonomii – nauce o współczesnym świecie w jego materialnym wymiarze – prawo podaży i popytu. Jeśli zaczęłoby brakować energii, jej cena, tak jak cena każdego innego towaru, zacznie rosnąć. Ten wzrost cen wywoła dwa skutki wiodące w tym samym kierunku – zrównoważenia podaży i popytu. Po pierwsze, nabywcy energii zaczną ją oszczędzać – wprowadzać mniej energochłonne technologie, lepiej ocieplać budynki, wymieniać tradycyjne żarówki na nowsze. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że możliwości ograniczenia zużycia, a więc i produkcji, są wciąż olbrzymie, tylko straty związane z przesyłem energii na wielkie odległości przekraczają w Polsce 10 proc. produkcji. Po drugie – i to jest ważniejsze – wyższa cena spowoduje wzrost podaży energii. Producenci, motywowani smithowską żądzą zysku, zrobią wszystko co możliwe, aby po wyższej cenie dostarczyć więcej towaru, sprostać rosnącemu popytowi. Pojawią się nowe wynalazki i źródła energii, o których teraz nawet nie śnimy. Dziś wszelkie przesłanki wskazują, że przyszła cena równowagi podaży i popytu energii wcale nie musi być znacząco wyższa od cen obecnych.

Elektrownia w walizce

Nie wiem, czemu profesor Turski nie zauważa, że „gospodarka niedoborów", w której państwo musiało produkować i dystrybuować dobra na przekór rynkowi, nie licząc się z kosztami i cenami, odeszła na śmietnik historii dokładnie ćwierć wieku temu, wraz z upadkiem realnego socjalizmu.
Budowa elektrowni atomowej w Polsce jest szkodliwa, gdyż spowodowałaby petryfikację systemu produkcji i dystrybucji energii z poprzedniej epoki
Zasadnicza część tekstu poświęcona jest apologii energetyki atomowej. Profesor Turski, jak wiadomo, od wielu lat jest zdeklarowanym orędownikiem budowy elektrowni atomowej w Polsce. Jednak jakość debaty publicznej nad tą niezwykle ważną społecznie i cywilizacyjnie kwestią wymaga, aby jego poglądy, łączące podejście naukowe z silnie emocjonalnym, a także jego argumentację – stronniczą i niepełną – poddać rzetelnej polemice.
1. Profesor Turski utożsamia rozwój energetyki atomowej w naszym kraju z budową dwóch planowanych siłowni o mocy 3 tys. MW każda. Nie wydaje się to ani racjonalne, ani właściwe. Gigantyczne elektrownie atomowe, które znamy z innych krajów, to pomysł inżynierski sprzed 60 lat. Nie mają one racji bytu w XXI w.! Według najróżniejszych prognoz, przedstawianych przez najbardziej renomowane ośrodki badawcze, przyszłość należy do rozproszonych źródeł energii, także – co chcę podkreślić – energii atomowej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tzw. walizkowe albo kontenerowe elektrownie atomowe, owe suitcase-sized nuclear plants, będą dostępne w postaci użytkowej w ciągu kilku–kilkunastu lat, co zupełnie zrewolucjonizuje problem produkowania i dystrybuowania energii elektrycznej w skali całego świata. To będzie zmiana cywilizacyjna.
2. Planowana budowa elektrowni atomowej w Polsce jest moim zdaniem szkodliwa, ponieważ jeżeli taka elektrownia powstanie, nastąpi petryfikacja na co najmniej 50–60 następnych lat systemu produkcji i dystrybucji energii pochodzącego z poprzedniej epoki. Słusznie pisze prof. Turski (ale nie wyciąga z tego odpowiednich wniosków), że idea „konwencjonalnych sieci energetycznych oplatających cała Europę", pochodząca z przełomu XIX i XX w., jest zupełnie archaiczna w wieku XXI. Te sieci, linie wysokiego napięcia, kosztowne w utrzymaniu i marnotrawiące energię, nie będą w przyszłości wcale potrzebne. Zastąpienie jednego molocha o mocy tysięcy megawatów, zaopatrującego w energię kilka województw, kilkudziesięcioma lokalnymi wytwórniami prądu o mocy 100–200 MW, czy to atomowymi, czy gazowymi, czy może pracującymi w jeszcze nieodkrytej technologii, ma same zalety – kosztowe, bezpiecznościowe, środowiskowe.
3. Profesor Turski nie poświęca wiele uwagi problemowi kosztów (wydatków państwa) związanych z elektrowniami atomowymi. Najprawdopodobniej, biorąc pod uwagę ostatnio opublikowane obliczenia brytyjskie, szacowane na 50–60 mld zł koszty polskiego programu atomowego mogą się okazać o 15–20 mld zł wyższe, co istotnie podniesie przewidywane koszty produkcji energii (konieczność spłacania większych kredytów inwestycyjnych). Ale głównym problemem i głównym czynnikiem ryzyka są koszty likwidacji i utylizacji elektrowni atomowych po owych 50–60 latach eksploatacji. Wkrótce będziemy mieli bardziej wiarygodne dane na ten temat, bo ten problem za chwilę pojawi się we Francji czy Niemczech, które budowały swoje elektrownie w latach 60. ubiegłego wieku. Ale mogą to być koszty rzędu kosztów ich budowy, tj. następne 70–80 mld zł. Czy to tylko problem naszych wnuków?
4. Pan profesor Turski, intelektualista i naukowiec, pisząc o rozwoju energetyki atomowej, popełnia niestety błąd metodologiczny. Zakłada bowiem, że przyszłość – a w przypadku budowy elektrowni atomowej mówimy o przyszłości rzędu lat kilkudziesięciu, a nie kilku czy kilkunastu – można przewidywać poprzez prostą ekstrapolację stanu obecnego, że pod koniec XXI w. sfera energetyki będzie wyglądać podobnie jak dziś, tylko trochę „lepiej" i „więcej". Tymczasem – najprawdopodobniej – wszystko będzie „inaczej". Wielki myśliciel XX w. Karl Popper wykazał w swoich pracach, że metodami naukowymi można co najwyżej rozpoznawać krótkookresowe trendy, a dalszej przyszłości nie da się prognozować, bo przejawy działania ludzkiej inwencji, ludzkiego geniuszu, są nie do przewidzenia.
25–30 lat temu pierwszym marzeniem większości polskich rodzin było posiadanie telefonu w domu. Oczywiste było wówczas, że jedyną ku temu drogą jest podjęcie przez państwową Telekomunikację wielkich, finansowanych przez państwo inwestycji – stworzenie ogólnopolskiej sieci kablowej dochodzącej do każdego mieszkania, wybudowanie i wyposażenie setek odpowiednich centrali telefonicznych. Na szczęście tego rodzaju narodowy program „telefon dla każdego" nie został zrealizowany. Mariaż wolnego rynku i stosowanych badań naukowych (z importu!) dał sobie radę z problemem stosunkowo szybko i tanim kosztem. Dziś każdy, kto chce, ma telefon dzięki rozwiązaniom, które ćwierć wieku temu zupełnie nie były brane pod uwagę.

Poczekamy, zobaczymy

Analogiczna jest obecnie sytuacja energetyki. Wielkim błędem byłoby zatem pochopne podejmowanie decyzji, które utrwalą przestarzały kształt i strukturę polskiego sektora energetycznego na kilkadziesiąt lat i których praktycznie nieodwracalne skutki sięgną dwóch, trzech przyszłych pokoleń.
Co zatem należy robić? Skrócić horyzont decyzyjny (choć w energetyce „krótki okres" to wciąż osiem–15 lat), odnawiać posiadane zasoby wytwórcze, tworzyć stabilne rozwiązania prawne i instytucjonalne, bardziej ufać mądrości rynku niż decyzjom urzędników wspieranych przez światłych ekspertów. Wiele przesłanek wskazuje, że w najbliższych kilku latach można się spodziewać w sektorze energetycznym przełomowych zmian, przejścia od technologii XX-wiecznych do XXI-wiecznych. Myślę tu nie tylko o nowych, sprawniejszych i bezpieczniejszych procesach jądrowych i termojądrowych, ale także o technologiach opartych na gazie łupkowym czy o skokowym wzroście wydajności ogniw fotowoltaicznych, które są na wyciągnięcie ręki. Ale najważniejsze – poczekajmy parę lat, zobaczymy...
Autor jest ekonomistą, wykładowcą UMCS ?w Lublinie. Przez pięć lat, do czerwca 2013 r., był członkiem rady nadzorczej ?Polskiej Grupy Energetycznej SA.

Pisał w Plusie Minusie

Łukasz Turski
Apokalipsa unplugged
1–2 marca 2014 r.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE