Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Apokalipsy nie będzie

Maciej Bałtowski
Agencja Gazeta
Jeœli zacznie brakować energii, jej cena zacznie rosnšć. Wtedy nabywcy energii zacznš jš oszczędzać, a producenci, motywowani smithowskš żšdzš zysku, zrobiš wszystko ?co możliwe, aby po wyższej cenie dostarczyć ?więcej towaru – pisze ekonomista.
Profesor Łukasz Turski, wybitny fizyk i zasłużony propagator nauki, opublikował w „Rzeczpospolitej" obszerny artykuł „Apokalipsa unplugged", w którym podpiera autorytetem naukowca bardzo wštpliwe stwierdzenia, używa demagogicznych argumentów, a równoczeœnie pomija kwestie najważniejsze, dotyczšce sedna rozważanego problemu, tj. przyszłoœci polskiej energetyki.

Energia na rynku

Myœlš przewodniš dużej częœci artykułu jest stwierdzenie, że energia – skšdkolwiek pochodzi – jest dobrem jakby „nadrzędnym",  odgrywajšcym we współczesnym œwiecie wyjštkowš rolę. Dla ekonomisty jest to poglšd nie do przyjęcia. W wolnej, rynkowej, kapitalistycznej gospodarce energia jest towarem – przedmiotem produkcji i obrotu – takim samym jak tysišce innych ludzkich wytworów. Oczywiœcie towar ten produkowany i zużywany jest powszechnie i w wielkim zakresie, stšd jego większe znaczenie gospodarcze niż towarów rzadkich czy niszowych. Ale zupełnie nieuprawnione jest stwierdzenie prof. Turskiego, że „œwiat potrzebuje więcej energii, by standardy życia i zdrowia na kuli ziemskiej stały się porównywalne". Aby ten chlubny cel osišgnšć, œwiat potrzebuje więcej bogactwa, a szczególnie jego bardziej sprawiedliwego podziału. Samo zwiększenie produkcji energii, abstrahujšce od jej ceny i dochodowych możliwoœci jej nabywania, nie ma żadnego znaczenia dla miliardów obywateli Ziemi. W dalszej częœci tekstu prof. Turski rysuje wizję œwiata, w którym zabraknie energii – zanika internet, nie działajš stacje benzynowe, przestajš funkcjonować szpitale i bankomaty, „nie będzie wody pitnej, oczyszczalnie œcieków padnš". Reglamentowaniem energii zajmie się władza, która zbuduje w tym celu odpowiedniš „strukturę zarzšdzania". Skutki będš zupełnie katastrofalne – „cicho i w spokoju wrócimy do dawnego systemu totalitarnego".
Panie Profesorze, taki apokaliptyczny obraz przyszłoœci zupełnie nie ma sensu w rzeczywistoœci, w której żyjemy! Ludzki geniusz stworzył nie tylko reaktory atomowe i promy kosmiczne, ale też – rynek. Rolę, jakš w fizyce odgrywa prawo grawitacji, pełni w ekonomii – nauce o współczesnym œwiecie w jego materialnym wymiarze – prawo podaży i popytu. Jeœli zaczęłoby brakować energii, jej cena, tak jak cena każdego innego towaru, zacznie rosnšć. Ten wzrost cen wywoła dwa skutki wiodšce w tym samym kierunku – zrównoważenia podaży i popytu. Po pierwsze, nabywcy energii zacznš jš oszczędzać – wprowadzać mniej energochłonne technologie, lepiej ocieplać budynki, wymieniać tradycyjne żarówki na nowsze. Nie ma najmniejszych wštpliwoœci, że możliwoœci ograniczenia zużycia, a więc i produkcji, sš wcišż olbrzymie, tylko straty zwišzane z przesyłem energii na wielkie odległoœci przekraczajš w Polsce 10 proc. produkcji. Po drugie – i to jest ważniejsze – wyższa cena spowoduje wzrost podaży energii. Producenci, motywowani smithowskš żšdzš zysku, zrobiš wszystko co możliwe, aby po wyższej cenie dostarczyć więcej towaru, sprostać rosnšcemu popytowi. Pojawiš się nowe wynalazki i Ÿródła energii, o których teraz nawet nie œnimy. Dziœ wszelkie przesłanki wskazujš, że przyszła cena równowagi podaży i popytu energii wcale nie musi być znaczšco wyższa od cen obecnych.

Elektrownia w walizce

Nie wiem, czemu profesor Turski nie zauważa, że „gospodarka niedoborów", w której państwo musiało produkować i dystrybuować dobra na przekór rynkowi, nie liczšc się z kosztami i cenami, odeszła na œmietnik historii dokładnie ćwierć wieku temu, wraz z upadkiem realnego socjalizmu. Budowa elektrowni atomowej w Polsce jest szkodliwa, gdyż spowodowałaby petryfikację systemu produkcji i dystrybucji energii z poprzedniej epoki Zasadnicza częœć tekstu poœwięcona jest apologii energetyki atomowej. Profesor Turski, jak wiadomo, od wielu lat jest zdeklarowanym orędownikiem budowy elektrowni atomowej w Polsce. Jednak jakoœć debaty publicznej nad tš niezwykle ważnš społecznie i cywilizacyjnie kwestiš wymaga, aby jego poglšdy, łšczšce podejœcie naukowe z silnie emocjonalnym, a także jego argumentację – stronniczš i niepełnš – poddać rzetelnej polemice. 1. Profesor Turski utożsamia rozwój energetyki atomowej w naszym kraju z budowš dwóch planowanych siłowni o mocy 3 tys. MW każda. Nie wydaje się to ani racjonalne, ani właœciwe. Gigantyczne elektrownie atomowe, które znamy z innych krajów, to pomysł inżynierski sprzed 60 lat. Nie majš one racji bytu w XXI w.! Według najróżniejszych prognoz, przedstawianych przez najbardziej renomowane oœrodki badawcze, przyszłoœć należy do rozproszonych Ÿródeł energii, także – co chcę podkreœlić – energii atomowej. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazujš, że tzw. walizkowe albo kontenerowe elektrownie atomowe, owe suitcase-sized nuclear plants, będš dostępne w postaci użytkowej w cišgu kilku–kilkunastu lat, co zupełnie zrewolucjonizuje problem produkowania i dystrybuowania energii elektrycznej w skali całego œwiata. To będzie zmiana cywilizacyjna. 2. Planowana budowa elektrowni atomowej w Polsce jest moim zdaniem szkodliwa, ponieważ jeżeli taka elektrownia powstanie, nastšpi petryfikacja na co najmniej 50–60 następnych lat systemu produkcji i dystrybucji energii pochodzšcego z poprzedniej epoki. Słusznie pisze prof. Turski (ale nie wycišga z tego odpowiednich wniosków), że idea „konwencjonalnych sieci energetycznych oplatajšcych cała Europę", pochodzšca z przełomu XIX i XX w., jest zupełnie archaiczna w wieku XXI. Te sieci, linie wysokiego napięcia, kosztowne w utrzymaniu i marnotrawišce energię, nie będš w przyszłoœci wcale potrzebne. Zastšpienie jednego molocha o mocy tysięcy megawatów, zaopatrujšcego w energię kilka województw, kilkudziesięcioma lokalnymi wytwórniami pršdu o mocy 100–200 MW, czy to atomowymi, czy gazowymi, czy może pracujšcymi w jeszcze nieodkrytej technologii, ma same zalety – kosztowe, bezpiecznoœciowe, œrodowiskowe. 3. Profesor Turski nie poœwięca wiele uwagi problemowi kosztów (wydatków państwa) zwišzanych z elektrowniami atomowymi. Najprawdopodobniej, bioršc pod uwagę ostatnio opublikowane obliczenia brytyjskie, szacowane na 50–60 mld zł koszty polskiego programu atomowego mogš się okazać o 15–20 mld zł wyższe, co istotnie podniesie przewidywane koszty produkcji energii (koniecznoœć spłacania większych kredytów inwestycyjnych). Ale głównym problemem i głównym czynnikiem ryzyka sš koszty likwidacji i utylizacji elektrowni atomowych po owych 50–60 latach eksploatacji. Wkrótce będziemy mieli bardziej wiarygodne dane na ten temat, bo ten problem za chwilę pojawi się we Francji czy Niemczech, które budowały swoje elektrownie w latach 60. ubiegłego wieku. Ale mogš to być koszty rzędu kosztów ich budowy, tj. następne 70–80 mld zł. Czy to tylko problem naszych wnuków? 4. Pan profesor Turski, intelektualista i naukowiec, piszšc o rozwoju energetyki atomowej, popełnia niestety błšd metodologiczny. Zakłada bowiem, że przyszłoœć – a w przypadku budowy elektrowni atomowej mówimy o przyszłoœci rzędu lat kilkudziesięciu, a nie kilku czy kilkunastu – można przewidywać poprzez prostš ekstrapolację stanu obecnego, że pod koniec XXI w. sfera energetyki będzie wyglšdać podobnie jak dziœ, tylko trochę „lepiej" i „więcej". Tymczasem – najprawdopodobniej – wszystko będzie „inaczej". Wielki myœliciel XX w. Karl Popper wykazał w swoich pracach, że metodami naukowymi można co najwyżej rozpoznawać krótkookresowe trendy, a dalszej przyszłoœci nie da się prognozować, bo przejawy działania ludzkiej inwencji, ludzkiego geniuszu, sš nie do przewidzenia. 25–30 lat temu pierwszym marzeniem większoœci polskich rodzin było posiadanie telefonu w domu. Oczywiste było wówczas, że jedynš ku temu drogš jest podjęcie przez państwowš Telekomunikację wielkich, finansowanych przez państwo inwestycji – stworzenie ogólnopolskiej sieci kablowej dochodzšcej do każdego mieszkania, wybudowanie i wyposażenie setek odpowiednich centrali telefonicznych. Na szczęœcie tego rodzaju narodowy program „telefon dla każdego" nie został zrealizowany. Mariaż wolnego rynku i stosowanych badań naukowych (z importu!) dał sobie radę z problemem stosunkowo szybko i tanim kosztem. Dziœ każdy, kto chce, ma telefon dzięki rozwišzaniom, które ćwierć wieku temu zupełnie nie były brane pod uwagę.

Poczekamy, zobaczymy

Analogiczna jest obecnie sytuacja energetyki. Wielkim błędem byłoby zatem pochopne podejmowanie decyzji, które utrwalš przestarzały kształt i strukturę polskiego sektora energetycznego na kilkadziesišt lat i których praktycznie nieodwracalne skutki sięgnš dwóch, trzech przyszłych pokoleń. Co zatem należy robić? Skrócić horyzont decyzyjny (choć w energetyce „krótki okres" to wcišż osiem–15 lat), odnawiać posiadane zasoby wytwórcze, tworzyć stabilne rozwišzania prawne i instytucjonalne, bardziej ufać mšdroœci rynku niż decyzjom urzędników wspieranych przez œwiatłych ekspertów. Wiele przesłanek wskazuje, że w najbliższych kilku latach można się spodziewać w sektorze energetycznym przełomowych zmian, przejœcia od technologii XX-wiecznych do XXI-wiecznych. Myœlę tu nie tylko o nowych, sprawniejszych i bezpieczniejszych procesach jšdrowych i termojšdrowych, ale także o technologiach opartych na gazie łupkowym czy o skokowym wzroœcie wydajnoœci ogniw fotowoltaicznych, które sš na wycišgnięcie ręki. Ale najważniejsze – poczekajmy parę lat, zobaczymy... Autor jest ekonomistš, wykładowcš UMCS ?w Lublinie. Przez pięć lat, do czerwca 2013 r., był członkiem rady nadzorczej ?Polskiej Grupy Energetycznej SA.

Pisał w Plusie Minusie

Łukasz Turski Apokalipsa unplugged 1–2 marca 2014 r.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL