Sama Ameryka nie podoła Chinom

aktualizacja: 10.02.2014, 04:00

Jeśli Obama nie przekona Kongresu do umowy z Unią, Pekin będzie dyktowały warunki światowego handlu

Początki nie są dobre. Tydzień temu przewodniczący Senatu, demokrata Harry Reid sprzeciwił się przyznaniu prezydentowi specjalnych uprawnień pozwalających na szybkie wynegocjowanie Transatlantyckiego Partnerstwa dla Handlu i Inwestycji (TTIP) bez ciągłego nadzoru Kongresu. Reid obawia się, że forsując zbyt liberalną agendę, demokraci przegrają listopadowe wybory do parlamentu.
Obama chce postawić na swoim przed 26 marca, kiedy po raz pierwszy od wprowadzenia się do Białego Domu odwiedzi siedzibę instytucji europejskich w Brukseli. Ogłoszenie przy tej okazji zdecydowanego postępu w negocjacjach nad utworzeniem amerykańsko-europejskiego wspólnego rynku pozwoliłoby przełamać kryzys w stosunkach transatlantyckich spowodowany m.in. podsłuchiwaniem przez NSA europejskich polityków i coraz mniejszym zaangażowaniem Ameryki w bezpieczeństwo Starego Kontynentu. Już w przyszłym tygodniu w Waszyngtonie mają się spotkać główni negocjatorzy porozumienia Karel de Gucht i Michael Froman, a w marcu odbędzie się czwarta formalna runda negocjacji.

Porozumienie ?w przyszłym roku

– TTIP to będzie takiego drugie NATO – mówiła niedawno „RZ" Ulrike Guerot z berlińskiego oddziału European Council on Foreign Relations.
Liderzy Unii, ale także Obama, chcą zakończyć negocjacje nad niezwykle skomplikowanym porozumieniem już w przyszłym roku, tak aby mogło ono zostać ratyfikowane przez Kongres jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA w listopadzie 2016 r. Od tego zależy, kto będzie decydował o zasadach współpracy gospodarczej i politycznej w przyszłości: Zachód czy Chiny. Państwo Środka niedawno stało się największym eksporterem świata, a zdaniem OECD przegoni w 2016 r. pod względem potencjału gospodarczego Stany Zjednoczone. Już teraz w wielu krajach Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej to Pekin, a nie Waszyngton, określa zasady wymiany towarowej.
– Model chińskiego kapitalizmu zasadniczo różni się od modelu zachodniego – zwraca uwagę „Rz" Nicolas Veron, ekonomista Instytutu Bruegla w Brukseli. I wymienia m.in. łamanie praw autorskich, lekceważenie równych zasad konkurencji, kontrolę przez państwo banków i szerzej kluczowych inwestycji, lekceważenie norm ochrony środowiska i regulacji socjalnych.
Eksperci nie mają wątpliwości: w razie utworzenia TTIP to gospodarczemu modelowi Zachodu, a nie Chin podporządkuje się reszta świata. Tak się stanie nie tylko dlatego, że dochód narodowy USA i Unii to razem wciąż blisko połowa światowej gospodarki, a wartość wymienianych każdego dnia przez Atlantyk towarów i usług już teraz przekracza 2 mld euro. Porozumienie zmieni globalny układ gry także dlatego, że dalece wykracza poza zniesienie ceł. Ogromne korzyści z umowy mają wynikać z ustanowienia wspólnych norm towarów, od leków po reflektory samochodowe, od smartfonów po jabłka. Tylko najbardziej wrażliwe produkty, jak żywność genetycznie modyfikowana czy mięso pochodzące od zwierząt hodowanych z użyciem hormonów wzrostu nadal podlegałyby osobnym zezwoleniom w Brukseli i Waszyngtonie. Wspólne regulacje miałyby także obejmować usługi, w tym tak ważne jak finanse, gdzie Ameryka i Europa wspólnie kontrolują trzy czwarte globalnego rynku. To oznaczałoby kolosalne oszczędności nie tylko dla firm działających jednocześnie po obu stronach Atlantyku, ale także zmusiłoby przedsiębiorców spoza TTIP do dostosowania się do obowiązujących tu regulacji.

Dwa biliony dolarów zamówień publicznych

Porozumienie po raz pierwszy ma doprowadzić do wzajemnego otwarcia rynku zamówień publicznych. Jeśli się uda, hiszpańskie czy polskie firmy walczące o dostęp do wartych ok. 2 bln dolarów rocznie przetargów w Ameryce byłyby traktowane jak rodzimi przedsiębiorcy.
Umowa ma wzmocnić Zachód w jeszcze jeden sposób: pomagając przełamać gospodarczy marazm w USA, ale przede wszystkim w Unii. Komisja Europejska szacuje, że po wejściu w życie porozumienia gospodarka Wspólnoty będzie każdego roku o 0,5 proc. większa (120 mld euro), a amerykańska o 0,4 proc. (95 mld euro). To tak, jakby co kilkanaście miesięcy do transatlantyckiej wspólnoty dołączał kraj o potencjale Austrii.
– To będzie motor wzrostu na wiele lat – uważa „Financial Times".
Próba doprowadzenia do liberalizacji światowego handlu poprzez globalne porozumienie w ramach WTO od 12 lat się nie udaje.
Bruksela szacuje, że po wejściu w życie TTIP cały eksport Unii do USA wzrośnie o 28 proc., a samochodów o 40 proc. To szansa dla Polski, która jest ważnym poddostawcą części motoryzacyjnych dla Niemiec. Już teraz wypracowujemy w  wymianie z USA nadwyżkę (1,26 mld USD w 2012 r.), a polski eksport za ocean szybko rośnie.
Porozumienie zmieni jednak także warunki działalności w samej Europie. Dostęp do tańszej energii z Ameryki ograniczy koszty produkcji, a docelowo zapewne wymusi przyspieszenie prac nad wydobyciem gazu łupkowego i ropy z łupków bitumicznych na naszym kontynencie. Oddali także ryzyko narzucenia Polsce przez Brukselę zbyt wyśrubowanych norm socjalnych. I pozwoli na stworzenie w Unii setek tysięcy nowych miejsc pracy.

POLECAMY

KOMENTARZE