Rzecz o prawie

Apostazja nie dla GIODO

Wiewiórowski: Tworzenie reguł rządzących występowaniem osób z Kościołów i związków wyznaniowych nie mieści się w zakresie zadań organu ochrony danych osobowych.
Fotorzepa, Danuta Matloch
Nakaz umieszczenia w księdze parafialnej adnotacji o apostazji wychodzi poza treść ustawy o ochronie danych – twierdzą Paweł Litwiński i Grzegorz Pacek
Apostazja to pochodzące z greki słowo oznaczające porzucenie jakiejś religii: jej skutkiem jest zerwanie więzi ze wspólnotą religijną. Ten problem w odniesieniu do Kościoła katolickiego stał się  ostatnio przedmiotem orzecznictwa sądowego (wyroki NSA w sprawach odnotowania tzw. apostazji w księdze chrztów, np. wyrok z 18 października 2013 r., I OSK 1487/12) oraz decyzji generalnego inspektora ochrony danych osobowych, które skłaniają do postawienia kilku istotnych pytań.
Porzucenie religii wcale nie musi oznaczać formalnego wystąpienia z Kościoła katolickiego. Można nawet twierdzić, że wskutek ogłoszenia listu apostolskiego motu proprio „Omnium in mentem", możliwości takiej nie ma, a ktoś, kto raz został ochrzczony, zawsze pozostanie katolikiem („semel catholicus, semper catholicus"). Niezależnie jednak  od oceny apostazji, z punktu widzenia prawa kanonicznego, właśnie odnotowanie tego faktu w księdze chrztów stało się kością niezgody w wielu sprawach, w których postępowanie prowadził GIODO. Osoby, które twierdziły, że dokonały aktu apostazji, żądały odnotowania tego faktu w księdze ochrzczonych; właściwy proboszcz odmawiał i sprawa kierowana była do GIODO. Od pewnego czasu wydaje on w tego rodzaju sprawach decyzje administracyjne nakazujące naniesienie w księdze chrztów adnotacji zgodnie z wnioskiem osoby chcącej formalnie wystąpić z Kościoła katolickiego.
Tak GIODO, jak i sądy administracyjne przyjęły, że oświadczenie o wystąpieniu z Kościoła katolickiego powinno być oceniane w świetle przepisów prawa państwowego, a nie wyznaniowego. Skoro więc konstytucja i ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania zapewniają prawo do nienależenia do wspólnoty religijnej, to oświadczenia te powinny być skuteczne. Takie stanowisko nie wydaje się w pełni przekonujące i kwestia ta powinna stać się przedmiotem bardziej dokładnych analiz. Zwróćmy jednak uwagę na inne wątpliwości, które rodzą się przy lekturze przywołanych orzeczeń i decyzji. Przede wszystkim w ogóle pomija się w nich treść konkordatu albo traktuje ją wysoce po macoszemu. Tymczasem zgodnie z jego art. 5 państwo polskie zobowiązało się zapewnić Kościołowi katolickiemu pełnienie jego funkcji „łącznie z wykonywaniem jurysdykcji oraz zarządzaniem i administrowaniem jego sprawami na podstawie prawa kanonicznego". Skoro tak, to w sprawach, o których piszemy, co najmniej rozważona powinna być problematyka wynikająca z kanonu 535 kodeksu prawa kanonicznego, który określa, w jaki sposób należy prowadzić księgę ochrzczonych i jakie adnotacje w niej wprowadzać. Skoro nie przewidziano w nim możliwości odnotowania formalnego wystąpienia ze wspólnoty, to nakazanie wprowadzenia o tym wzmianki byłoby naruszeniem autonomii Kościoła katolickiego w  zarządzaniu i administrowaniu jego dokumentami. Druga wątpliwość wynikająca z lektury judykatów NSA i decyzji GIODO sprowadza się do tego, że – naszym zdaniem – w sposób nieuprawniony w ogóle powołano się na takie zasady  jak wolność religii, prawo do rezygnacji z jej wyznawania (art. 53 ust. 1 i 2 konstytucji) czy prawo do nienależenia do kościołów czy innych związków wyznaniowych (art. 2 ust. 2a  ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania). Problem bowiem w tym, że odmowa „uaktualnienia" czy „sprostowania" danych nie oznacza zmuszania do wyznawania religii (tutaj: rzymskokatolickiej). Jeśli ktoś złożył oświadczenie woli o wystąpieniu z Kościoła katolickiego, to nawet gdyby z punktu widzenia przepisów prawa kanonicznego było to nieskuteczne, nikt nie będzie tej osoby zmuszał do wyznawania religii. Wpisanie do księgi chrztu i wolność religijna pozostają na zupełnie innych poziomach i nie mogą być sobie przeciwstawiane. Wreszcie  wątpliwość trzecia: świadectwo chrztu (a więc i księga chrztów) zawiera kilka tylko rubryk: imię i nazwisko, imiona rodziców, datę i miejsce urodzin, chrztu oraz bierzmowania. Każda z tych informacji odnosi się do obiektywnych faktów, przy czym te o urodzinach, chrzcie i bierzmowaniu dotyczą zdarzeń zaistniałych w określonym miejscu i czasie w przeszłości. To więc nic innego  jak odnotowanie przebiegu historii. A tej zmienić się nie da. Gdyby wpisy w świadectwie podane były niezgodnie z prawdą, można by  żądać ich sprostowania – prawo do żądania uzupełnienia lub uaktualnienia danych osobowych wynika bowiem z art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych (chociaż można się zastanawiać, czy droga administracyjna jest tutaj właściwa, skoro – w ramach przewidzianej konkordatem autonomii – regulacje kościelne przewidują   stosowne procedury). Ani jednak GIODO, ani NSA nie mogą – decyzją  czy wyrokiem – doprowadzić do korekty zdarzeń z przeszłości, które obiektywnie zaistniały. Jeżeli więc ktoś przyjął chrzest, dodanie adnotacji o wystąpieniu ze wspólnoty religijnej jest dodaniem całkowicie nowej informacji, a nie uaktualnieniem czy sprostowaniem informacji historycznej. Tutaj więc ujawnia się istota problemu: GIODO w ogóle nie jest właściwy do rozstrzygania kierowanych do niego wniosków tego rodzaju, ponieważ nie są to wnioski o uzupełnienie czy uaktualnienie danych. Zasada ta niezależna jest w ogóle od kwestii religii, konkordatu i świeckości państwa. Tak samo bowiem należałoby ocenić np. żądanie absolwenta klasy skrzypiec w szkole muzycznej, który po latach, porzuciwszy grę na tym instrumencie, chciałby, aby dawna placówka odnotowała, że więcej na skrzypcach grać nie będzie. Albo gdyby były uczeń, zrażony z jakichś powodów do języka niemieckiego, zechciał, by na świadectwie maturalnym odnotować mu, że językiem tym posługiwać się już nie zamierza. W obydwu przywołanych przykładach jasno widać absurdalność żądań opartych na art. 35 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych: nie da się unieważnić faktów poprzez ich uaktualnienie. Nakaz umieszczenia w księdze parafialnej adnotacji dotyczących apostazji jest więc nawet nie tyle potencjalnym złamaniem postanowień konstytucji i konkordatu, ile wyjściem poza treść uprawnień z art. 35 ustawy o ochronie danych osobowych. Paweł Litwiński jest adwokatem, partnerem w Barta Litwiński Kancelaria Radców Prawnych i Adwokatów Grzegorz Pacek jest radcą prawnym, wspólnikiem w kancelarii Marek Płonka i Wspólnicy
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL