Rozmowa "Rz"
Sposób na kryzys? Uczciwość
Chcemy wskazać na skutki oddzielenia etyki od ekonomii – mówi bp Józef Kupny, przewodniczący Rady ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski
Czy darowanie długów, jak proponuje Stary Testament, a o czym przypomniał ostatnio podczas dyskusji w siedzibie episkopatu Polski prof. Paul H. Dembinski z Uniwersytetu we Fryburgu, to jest dobry pomysł na obecny kryzys finansowy?
bp Józef Kupny, przewodniczący Rady ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski: To nie jest najlepszy pomysł na dziś. Nie można żyć na kredyt, a później prosić o darowanie długów. Spełnienie takich oczekiwań nie byłoby ani sprawiedliwe ani wychowawcze.
Tym bardziej, gdy miałoby dotyczyć całych narodów?
Łatwo wtedy zamknąć się w egoizmie narodowym. Powiedzieć: po co oszczędzać, porządkować zadłużenie publiczne i całą gospodarkę, lepiej żyć na kredyt, bogatsze państwa za jakiś czas darują nam długi. Jeśli miałoby nastąpić darowanie długu, to tylko w jakimś jego procencie, przy jednoczesnym postawieniu warunku, że to samo społeczeństwo musi podjąć konieczne reformy gospodarcze.
Prof. Dembinski, istotnie, mówił o jubileuszowym darowaniu długów w powiązaniu z ich konsolidacją i restrukturyzacją. Czy zatem proponowane przez Biblię rozwiązanie - darowanie długów co siedem albo co 50 lat w roku jubileuszowym - jest utopią nie przystającą do gospodarki wolnorynkowej?
Darowanie długów w roku jubileuszowym miało na celu wyrównanie różnic społecznych, ale nie wiemy, czy było to rzeczywiście realizowane czy była to tylko pewna idea.
Ale gdyby raz na 50 lat, co też należało do roku jubileuszowego, przywracać własność ziemską ich prawowitym właścicielom, to niepotrzebna byłaby działalność Komisji Majątkowej.
(śmiech) Rok jubileuszowy to dowód na to, jak przed tysiącami lat próbowano rozwiązać problem nierówności, ale ten model bez uzupełnień nie mógłby być dzisiaj realizowany.
Co dzisiaj, w dobie kryzysu finansowego w gospodarce wolnorynkowej ma do zaoferowania Kościół? W czym widzi lekarstwo na kryzys?
Kościół nie jest kompetentny, aby podawać jakieś zasady ekonomiczne, które by należało wprowadzać w życie gospodarcze. Jako wspólnota ludzi wierzących patrzy na ekonomię w perspektywie wiary. Owszem, w kościelnych dokumentach znajdują się diagnozy obecnej sytuacji, jest postulat reformy międzynarodowego systemu monetarnego, a nawet powołanie jakiejś światowej władzy publicznej, która by zarządzała finansami, ale Kościół nie tworzy nowych narzędzi ekonomicznych. Próbuje, z jednej strony, włączyć się w aktualną debatę na temat kryzysu, ale z drugiej, pamięta, że jest on sprawą ekonomistów i polityków. To co, wyróżnia Kościół to ocena kryzysu z punktu widzenia etyki.
Powołanie światowej struktury do zarządzania finansami - to bardzo konkretna propozycja, inna niż przywracanie moralności w biznesie, co jest działaniem na pokolenia.
Ta propozycja, jak inne, wynika z diagnozy, iż Międzynarodowy Fundusz Walutowy, ale także ONZ jako ponadnarodowe organizacje są niesprawne, dlatego potrzebne jest jakieś porozumienie, bo same państwa z kryzysem sobie nie poradzą. Musi istnieć też struktura, która będzie czuwała nad realizacją tego porozumienia. Takie propozycje, oparte na opiniach ekonomistów były w dokumentach Kościoła już w latach 60. , ale czy zostaną zrealizowane - zależy od polityków. Naszą rolą jest kształtowanie sumień, uczenie moralności chrześcijańskiej, zachęcanie do braterstwa, do tego, aby zasady solidarności i dobra wspólnego w życiu gospodarczym były realizowane. To jest wkład Kościoła w życie gospodarcze.
Niemniej Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate" z 2009 r. przedstawił konkretną propozycję: wprowadzanie do gospodarki logiki daru, co oznacza tworzenie przedsiębiorstw non profit. W marcu ukaże się dokument episkopatu na tematy społeczne, który, jak już wiemy, też na to wskazuje. Czy w gospodarce rynkowej jest szansa na rozwój takich struktur?
Nie chodzi o to, aby wszystkie przedsiębiorstwa działały w ten sposób. Papieżowi chodzi raczej o to, żeby poprzez uregulowania prawne pozwolić działać przedsiębiorstwom, które opierają się na braterstwie, na logice daru. Oczekiwanie, że na rynku będą istniały tylko tego rodzaju przedsiębiorstwa byłoby utopią. Tak nie jest, ale należy ułatwić działanie tym, którzy chcą w ten sposób gospodarować. Przykłady takich przedsiębiorstw są także w Polsce, tworzy je na przykład Ruch Focolare. Zysk jest potrzebny, ale nie jest naczelną kategorią, a jego część jest dystrybuowana na cele społeczne. To nie jest jednak recepta na zagospodarowanie całego rynku.















