Rozmowa "Rz"
Biała księga to nie koniec naszych prac
Nawet zwolennik PO nie może twierdzić, że rząd robi wszystko, by wyjaśnić katastrofę – mówi prezes PiS
Panie prezesie, w środę PiS ujawni pierwszą część białej księgi poświęconej katastrofie smoleńskiej. Co się w niej znajdzie?
Jarosław Kaczyński, prezes PiS: Przede wszystkim bardzo interesujące kalendarium wydarzeń, które jest nie do podważenia, a z którego można wyciągnąć wiele nieprzyjemnych wniosków zarówno dla strony rosyjskiej, jak i polskich władz. Nie będzie tam jednak jakichś nadzwyczajnych sensacji. Twierdzenia niektórych dziennikarzy, jakobyśmy z góry przyjęli pewną tezę – w skrajnych opiniach tezę o zamachu – nie są niczym poparte. Nie postawimy kropki nad "i", bo tak naprawdę nadal w 100 procentach nie wiemy, co się wydarzyło. Coś się jednak stać musiało, a twierdzenie, że na skutek błędu pilotów samolot nie trafił w pas i się rozpadł, jest – w świetle dostępnej dziś wiedzy – całkowicie wykluczone. Natomiast ogromna liczba zaniedbań zarówno w czasie organizacji lotu, jak i już po katastrofie jest poza wątpliwością.
Dlaczego białą księgę publikujecie właśnie teraz? Czy ma to związek z tym, że premier Tusk zapowiadał, iż do końca czerwca opinia publiczna pozna treść raportu komisji ministra Millera?
To przypadkowa zbieżność. Swój raport chcieliśmy opublikować wcześniej, ale termin przesunęliśmy, ponieważ brakowało nam jeszcze pewnych informacji. Chciałbym jednak podkreślić, że biała księga nie jest finałem prac naszego zespołu. Finałem będzie uzyskanie odpowiedzi na pytanie: co się stało? Dziś wiemy, że samolot zgodnie z procedurami i na życzenie Rosjan zszedł do 100 metrów, gdzie zapadła decyzja o odejściu. Ale samolot nie odszedł, tylko się rozbił. Należy też pamiętać, że biorąc pod uwagę warunki atmosferyczne, Rosjanie mieli obowiązek zamknąć lotnisko.
Tymczasem po zapowiedzi, że PiS opublikuje białą księgę, nagle w poniedziałek okazało się, że raport Millera trafił już "na biurko premiera Tuska".
Ta sytuacja skłania do przypuszczenia, że raport komisji Millera, skądinąd prawnie rzecz biorąc, nieistniejącej, będzie aktem raczej propagandowym niż merytorycznym, ale przekonamy się o tym, czytając go. Druga gwiazdka dla gen. Janickiego wskazuje jednak kierunek raportu.
A czy w pana opinii pełne wyjaśnienie tej sprawy jest w ogóle możliwe? 65 proc. Polaków w to nie wierzy (badania OBOP z marca 2011).
To przede wszystkim kwestia woli. Nawet największy zwolennik PO nie może się upierać przy tym, że rząd robi wszystko, by te kwestie wyjaśnić. Jest dokładnie na odwrót. To, co się działo po katastrofie, to jeden wielki skandal. Nadal nie wiadomo, na jakiej podstawie Rosjanie zastosowali protokół 13. do konwencji chicagowskiej. Wiadomo, że na miejscu była jakaś polska zgoda, ale nie ma na to żadnych dokumentów. Mało tego – nawet raport MAK z prawnego punktu widzenia nie istnieje. Nie wchodząc w szczegóły – nie uzyskał odpowiedniego zatwierdzenia. Rodzi się więc proste pytanie, czy rząd w ogóle chce wiedzieć, co się stało, czy może w ogóle mu na tym nie zależy.
Podpisałby się pan pod słowami ojca Rydzyka, że żyjemy w państwie totalitarnym?
Ale ojciec Rydzyk wcale nie powiedział, że żyjemy w państwie totalitarnym. On stwierdził, iż czuje się, jakby żył w takim państwie. A to znacząca różnica. Ojciec Rydzyk to szef grupy medialnej, która od początku swojego istnienia jest atakowana za to, że prezentuje poglądy radykalnie różne od tych z głównego nurtu. Jego przeciwnicy nawet nie kryją się z tym, że tak naprawdę Radio Maryja czy telewizja Trwam powinny zostać zlikwidowane. Jeśli ktoś doświadcza tego rodzaju szykan, może mieć bardzo różne odczucia. Każdy ma prawo do wyrażania własnych opinii. Można się z nimi nie zgadzać, ale należy je uszanować. Na tym właśnie polega wolność słowa, zagwarantowana przecież konstytucją. Dlatego uważam, że reakcja dyplomatyczna, jaką podjął minister Sikorski, jest groteskowa. To dowód na to, że Polską rządzi ekipa, która nie ma do tego żadnych kwalifikacji. I nie chodzi tylko o walory intelektualne. Mamy do czynienia z formacją kulturowo niezdolną do rządzenia.















