Rozmowa "Rz"
Polska nie jest żadną zieloną wyspą
Kraje Unii z dużym spadkiem PKB i tak mają silniejszą gospodarkę niż my – mówi Marek Goliszewski
Który z kandydatów na prezydenta przekonał pana podczas telewizyjnych debat? Jarosław Kaczyński czy Bronisław Komorowski?
Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club: Bronisław Komorowski.
Obaj kandydaci pytani o reformę KRUS czy emerytur mundurowych opowiedzieli się za nieznacznymi zmianami lub utrzymaniem obecnych przepisów. Co pan na to?
Po drugiej rundzie nie odniosłem takiego wrażenia. Te reformy zresztą wymusi życie, brak pieniędzy. Już dziś mamy 700-mld dług publiczny. W tym roku w kasie państwa zabraknie 95 mld zł. A do KRUS trzeba dopłacić 15 mld, emerytury mundurowe kosztują 20 mld rocznie. Trzeba stworzyć jeden dla wszystkich system emerytalny oparty na wyższych pensjach. I pracować do 65. roku życia, jeżeli chcemy mieć pieniądze na starość.
Przecież obaj mówili, że emerytur mundurowych i KRUS nie można ruszać.
Telewidz mógł to tak odebrać, bo pytanie nie powinno brzmieć: „czy” reformować, ale „jak” i „kiedy”. Wtedy odpowiedzi musiałyby być bardziej precyzyjne.
Komorowski powiedział też, że nie trzeba obowiązkowo podwyższać wieku emerytalnego. Wystarczy stworzyć możliwość późniejszego przechodzenia na emeryturę.
Jeżeli wytłumaczymy Polakom, że dłuższy staż pracy oznacza wyższą emeryturę, to zapewne sami zechcą dłużej pracować. Na razie wszyscy narzekają, że trzeba będzie się męczyć do 65. roku życia. Tymczasem inne społeczeństwa biją się o taki przywilej.
A więc nie przeraził się pan tym, że obaj kandydaci są przeciwni reformom?
Nie. Bo nawet gdyby tak było, to zmiany wymuszą nasze długi, przerażona recesją Unia Europejska i przyszli emeryci, którzy będą chcieli mieć pieniądze na zwiedzanie świata jak Japończycy.
Czyżby uważał pan, że kampania ma swoje prawa i kandydaci nie muszą wyjawiać swoich poglądów?
Nie. Kampania ma swoje prawa – mówi się ogólnie. Ale w Polsce ogólniki, dwuznaczności, niedopowiedzenia przekraczają granice i stają się kłamstwem publicznym. Nie patrzymy prawdzie w oczy, boimy się ryzyka utraty wyborców, liczymy na zapomnienie obietnic. W taki sposób nie poprawimy sobie życia, Polska nie pójdzie do przodu.
Rząd Donalda Tuska nie idzie do przodu?
Rząd odważnie przeforsował w Sejmie reformę emerytur pomostowych. I świat się nie zawalił. Ale mija 2,5 roku rządzenia i przedsiębiorcy, których namawiałem do głosowania na PO, pytają: gdzie podatek liniowy, reforma finansów, likwidacja biurokracji, wprowadzenie euro, zmniejszenie liczby kontroli, odpowiedzialność urzędników za błędy, skrócenie procesów sądowych? Gdzie są te wszystkie potrzebne dla rozwoju i obiecane zmiany?!
Henryka Bochniarz w wywiadzie dla „Rz” powiedziała, że czarna lista przeszkód dla przedsiębiorców jest dziś tak samo długa, jak była przed objęciem władzy przez PO.
Trudno się z tym nie zgodzić. Weźmy „jedno okienko” dla przedsiębiorców, o które z takim poświęceniem walczył były wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld. W debacie rację miał Jarosław Kaczyński – po wprowadzeniu tej „innowacji” czas załatwienia sprawy jedynie się wydłużył.
Pani Bochniarz twierdzi też, że fakt, iż Polska jest zieloną wyspą, to zasługa przedsiębiorców, a nie rządu.
Nie jesteśmy żadną zieloną wyspą. To jest PR. Miły, ale to jest propaganda. Musimy widzieć, że jednoprocentowy wzrost gospodarczy w 2009 r. okupiliśmy 2-proc. spadkiem aktywności w przemyśle. Do usunięcia skutków kryzysu potrzebny jest nam 6 – 7-proc. wzrost PKB przez trzy lata. Kraje UE z dużym spadkiem PKB i tak mają silniejszą gospodarkę niż my, zamożniejszych obywateli, a ich wpływy gospodarcze na świecie są kilka razy większe niż Polski. One są zieloną wyspą.
Polacy są jednymi z najgorzej zarabiających obywateli w Europie. I tak zostanie, jeśli nie będzie reform
Wierzy pan w zapewnienie premiera Tuska, że gdy Komorowski zostanie prezydentem, to reformy ruszą z kopyta?
Nie wierzę, że ruszą w ciągu roku. Choć chciałbym się mylić. Jesteśmy przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi, które PO będzie chciała wygrać. Jestem przekonany, że Komorowski, jeżeli zostanie prezydentem, będzie podpisywał ustawy. Pod warunkiem że się pojawią.















