Rozmowa "Rz"
Sondaże nigdy nie sprzyjały PiS
Jarosław Kaczyński potrzebuje jeszcze trochę czasu, żeby zabliźniły się jego rany – mówi europoseł PiS Marek Migalski
Rz: Czy Jarosław Kaczyński będzie bardziej aktywny w kampanii? Opozycja narzeka, że jest nieobecny, padają nawet określenia, iż jest kandydatem specjalnej troski. Klucz do serc lewicowych wyborców mamy my, a nie Platforma Obywatelska - Marek Migalski, europoseł PiS
Marek Migalski: Uważam te sformułowania za nieładne. Śmieszne są też zarzuty, że prezentujemy Jarosława innego, niż znali go Polacy. Jarosław Kaczyński po tragedii smoleńskiej naprawdę jest innym człowiekiem. Stał się spokojniejszy, bardziej wyciszony i empatyczny. Za to nasi przeciwnicy polityczni najwyraźniej się nie zmienili, nadal są agresywni i wulgarni. I to źle wróży ich kandydatowi na prezydenta Bronisławowi Komorowskiemu. A co do aktywności prezesa w kampanii, to ona oczywiście będzie większa. Nie dlatego, że żąda tego Sławomir Nowak (szef sztabu wyborczego Komorowskiego – red.), ale że czekają na to wyborcy. Jarosław potrzebuje tylko jeszcze trochę czasu, żeby zabliźniły się jego rany.
Notowania Kaczyńskiego ostatnio się poprawiają, ale na razie sondaże nie dają mu szans na zwycięstwo.
Sondaże nie są dla nas sprzyjające i – począwszy od 2001 r. – nigdy nie były. Mimo to kilka rzeczy udało nam się zrobić. Po to jest sztab i kampania, żeby utrzymać tendencję wzrostową.
Jak można to zrobić?
Doradzam w sztabie, więc nie mogę ujawnić, jak będzie wyglądała kampania wyborcza. Mogę tylko powiedzieć, że praca w sztabie nigdy nie była tak łatwa jak obecnie. Nie musimy wymyślać żadnych trików czy PR-owskich sztuczek. Czas takich zagrań skończył się 10 kwietnia.
Nasza praca będzie polegała na pokazaniu Jarosława takim, jakim naprawdę jest. A jest to tym łatwiejsze, że media nie będą wobec niego tak niesprawiedliwe, jak były kiedyś wobec Lecha. Gdy dziennikarze obiektywnie popatrzą na kandydatury Jarosława
Kaczyńskiego i Bronisława Komorowskiego, dostrzegą to, co my widzimy – bezdyskusyjną wyższość Kaczyńskiego nad Komorowskim pod względem osobowości, charakteru i charyzmy.
Dla Platformy i prawie połowy wyborców bezdyskusyjna jest wyższość Komorowskiego nad Kaczyńskim.
Nasza zdolność przekonywania jest większa, bo każdy PiS-owiec – czy to działacz partyjny, czy wyborca – żyje w poczuciu fascynacji Jarosławem Kaczyńskim. Cieszy się on w naszym środowisku absolutną estymą i podziwem. Tymczasem co trzeci członek PO uważa, że lepszym kandydatem tej partii na prezydenta byłby Radosław Sikorski. A prawdopodobnie 90 proc. działaczy wolałoby, żeby o prezydenturę walczył Donald Tusk.
Jaki przekaz polityczny będzie towarzyszył kampanii waszego kandydata?
W moim przekonaniu będzie go mało. Komorowski nie musi przecież promować programu Platformy, bo wszyscy wiedzą, jaki on jest. Podobnie będzie z Kaczyńskim. A to oznacza, że w tym starciu liczyć się będzie osobowość i charakter, a nie polityczny program, który cynicy piszą na kolanie przed partyjnymi kongresami.
Programem PiS do niedawna była budowa IV RP, do której nikt chyba nie ma dziś ochoty nawiązywać, bo to hasło się zużyło i źle się kojarzy – np. ze śmiercią byłej posłanki SLD Barbary Blidy czy pogonią za układami.
Hasła sanacji obyczajów publicznych, przywrócenia Rzeczypospolitej Polakom, hasła Polski sprawiedliwej, równych szans, szanowanej za granicą, silnej w Unii Europejskiej i na świecie na pewno się nie zużyły. To są ciągle hasła, na które warto zagłosować.
Niektórzy politolodzy uważają, że jeżeli PiS powróci do hasła IV RP, to osiągnie tylko tyle, że zmobilizuje swoich przeciwników i w efekcie przegra wybory, tak jak to miało miejsce w 2007 r.
Zobaczymy. Nie będziemy udawać, że jesteśmy z innej planety. Ludzie wiedzą, kim jest Jarosław Kaczyński i jakim ideom był wierny przez ostatnie lata. Mam jednak wrażenie, że w ostatnich dniach ludzie zapragnęli prawdziwości. Świat
sprzed 10 kwietnia był jasny – my byliśmy obciachowi, anachroniczni, głupi, brudni i źli. Natomiast nasi konkurenci byli europejscy, światowi, kompetentni, znający języki. Teraz się to wszystko przewróciło. Ani my nie jesteśmy tacy źli, jak nas opisywano, ani oni tacy dobrzy. Jeżeli ten nastrój – poszukiwania prawdy, a nie zadowolenia się matriksem, w którym tkwili wyborcy od 2007 r. – będzie się utrzymywał, to naprawdę wszystko jest możliwe.













