Rozmowa "Rz"
Bimber pędzą wszyscy
Rozmowa: Grzegorz Russak, znawca polskiej kuchni
Rz: Posłowie mają się zająć projektem ustawy, która zezwoli właścicielom gospodarstw agroturystycznych sprzedawać bimber. To dobry pomysł?
Grzegorz Russak: To krok w dobrym kierunku. Ale trzeba stworzyć takie przepisy, by to, co dziś jest w szarej strefie, stało się legalne – za wytwarzanie śliwowicy łąckiej producentom grozi do trzech lat więzienia. Tymczasem śliwowica ta otrzymuje nagrody państwowe i nikt nie przejmuje się przepisami.
Czy bimber to nasza tradycja?
Tradycja produkowania i spożywania mocnych trunków jest u nas najstarsza w Europie.
Już w 1498 r. król pobierał opłaty akcyzowe od produkcji wódek gatunkowych. W książce „O pijaństwie” z 1808 r. można przeczytać, że nie licząc piwa, wina i araku oraz nielegalnego eksportu z Kurlandii, na jednego dorosłego mężczyznę przypadało rocznie 16 garnców spirytusu, czyli około 78 litrów.
A dziś?
Bimber pędzą wszyscy i wszędzie. Nieraz alkohol destylowany z owoców jest znakomity. Kiedyś dostałem butelkę księżycówki kujawskiej. To był trunek najwyższej jakości.
Księżycówka? Zabawna nazwa.
W Puszczy Białowieskiej jest duch puszczy, na bagnach biebrzańskich – kopnięcie łosia, u górali – tatarciucha. Jest też uśmiech sołtysa.
Czy łatwo jest produkować bimber?
Bywa różnie. Niektórzy przywożą aparaturę ze Szwecji. Kiedyś widziałem u pszczelarza aparaturę z czasów carskich. Chłodnica była schowana w beczce, do której z rynny spływała woda. Destylacja odbywała się tylko w czasie burzy















