Rozmowa "Rz"
„Małgosia odejdzie razem ze mną”
Zadziwia mnie rola, którą zaczął mi przypisywać Piotr Kownacki – mówi prezydencka minister Małgorzata Bochenek
Były szef Kancelarii Prezydenta RP Piotr Kownacki w sobotnim wywiadzie udzielonym „Rz” sugerował, że sekretarz stanu w prezydenckiej kancelarii Małgorzata Bochenek cenzuruje informacje przekazywane Lechowi Kaczyńskiemu. Powiedział: „(Małgorzata Bochenek – red.) jest sitem decydującym, o czym dowiaduje się prezydent”.
Twierdził też, że Maciej Łopiński, szef gabinetu prezydenta, i Władysław Stasiak, obecny szef kancelarii, „nie próbowali go przekonać, że się myli w swojej ocenie”.
Po wywiadzie Bochenek i Łopiński wydali dementi i opublikowali je na stronie internetowej KP. „Niejednokrotnie próbowałem wmówić P. Kownackiemu, że się myli” – napisał Łopiński. „Sugestia, iż to ja jestem »sitem decydującym, o czym dowiaduje się prezydent, co trafia na jego biurko«, jest oczywiście nieprawdziwa” – napisała Bochenek.
Rz: Czy prawdą jest, że prezydent używa starej komórki, z czasów niemal prehistorycznych?
Małgorzata Bochenek, minister w Kancelarii Prezydenta: Tak. To stara nokia.
Mogę się tylko domyślać, że to, co powiedział Piotr Kownacki, jest wyrazem frustracji byłego ministra
Ale ona nie ma systemów zabezpieczających przed podsłuchami.
Ale przecież nie każda rozmowa ma charakter niejawny.
Dzwoni pani na tę nokię?
Dzwonię. I mówię na przykład, że mam pilną sprawę. W moim przypadku służy ona do rozmów, nazwijmy je, telegraficznych.
Uprawia pani sprint po prezydenckich korytarzach, jak mówią bywalcy kancelarii?
Rzeczywiście, szybko chodzę. Przyzwyczaiłam się do szybkiego chodzenia.
Podobno odbywa się to tak: minister Bochenek pędzi korytarzami w kierunku gabinetu prezydenta, a napotkani po drodze odskakują na boki. Tak bardzo się pani spieszy do prezydenta?
Gdy prezydent wzywa mnie do swojego gabinetu, to znaczy, że oczekuje czegoś ode mnie. Ponieważ mam daleko, to się spieszę. Ale nikt na boki nie odskakuje.
To jak to właściwe jest? Mówi się, że ma pani dostęp do prezydenta w każdym momencie. Ale jeśli robi pani sprint do prezydenckiego gabinetu, to znaczy, że to prezydent panią wzywa?
Tak. Nigdy nie przychodzę do gabinetu prezydenta bez zaproszenia.
To znaczy jest telefon: „Małgośka, przychodź”?
Przeważnie dzwoni ktoś z sekretariatu prezydenta do mojego sekretariatu, że pan prezydent zaprasza.
W kancelariach poprzednich prezydentów takiego stanowiska, jakie zajmuje pani, chyba nie było?
Nie było takiej komórki.
Ja ją stworzyłam. Jest to Zespół Analiz Bieżących, który zajmuje się zbieraniem i przekazywaniem prezydentowi informacji.
Informacji ze służb specjalnych?
Oczywiście nie tylko. Ale odpowiadam za kontakty prezydenta ze służbami i jestem jego przedstawicielem w Kolegium ds. Służb.
Ma więc pani wiedzę tajemną?
Mam wiedzę, która jest objęta klauzulą tajności. W tym sensie jest tajemna.
Spotyka się pani z szefami służb, na przykład z szefem ABW Krzysztofem Bondarykiem?
Spotykam się. Było tak zarówno za czasów poprzedniego rządu, jak i teraz.
Ci szefowie służb wpraszają się do pani, czy też pani ich zaprasza?
I tak, i tak. Ale nie mogę mówić o żadnych szczegółach, więc niech pani mnie nie ciągnie za język. Wydawałoby się, że mogą to być informacje banalne, ale dla obcych służb tak wcale nie musi być.
Zdarzało się, że nie dostała pani jakichś informacji od służb, mimo że o nie prosiła?
Generalnie staram się nie pytać o takie rzeczy, o których szefowie służb nie mogą mi powiedzieć. A moje pytania wynikają z analizy bieżącej sytuacji. Prezydent natomiast ma prawo żądać wszystkich informacji.
Wśród różnych pogłosek o pani jest też taka, że stworzyła pani sobie tutaj imperium. Ile osób pracuje w pani zespole?
11 osób, w tym dwie panie sekretarki, jedna na pół etatu.















