Rozmowa "Rz"
Polska wyjątkowość
Narratorem nie może być każdy i nikt - czasem Polak, czasem Niemiec, czasem kat, czasem ofiara – mówi prof. Jan Żaryn o sporze na koncepcję Muzeum II Wojny Światowej
Projekt koncepcji muzeum II wojny światowej, które ma powstać w Gdańsku, ujawniła w ubiegłym tygodniu „Rz”. Jego autorzy, Paweł Machcewicz i Piotr M. Majewski, chcą tworzyć „placówkę uniwersalną, w której wydarzenia rozgrywające się w Polsce stanowiłyby jedynie część szerszego obrazu”.
Jak Pan ocenia wstępne koncepcje Muzeum II Wojny Światowej?
Wszelkie ekspozycje powinny mieć konkretnego narratora i jasną koncepcję, w tym cel. Sformułowania, że wystawa ma mieć przekaz uniwersalny oraz, że nie będzie to muzeum chwały oręża polskiego czy polskiej martyrologii tego wymogu nie spełniają. Sugerują jedynie odejście autorów od wypróbowanych wzorców. Jeżeli miałbym wymienić projekty, które spełniają wymóg klarownej narracji to zwróciłbym uwagę na dwa, znane mi z autopsji – Muzeum Holokaustu w Waszyngtonie i Muzeum Powstania Warszawskiego.
Muzeum powstanie w Polsce i to polska tożsamość powinna być prezentowana
Wbrew pierwszemu wrażeniu sukces obu ekspozycji nie jest związany z ich multimedialnością lecz z tym, że twórcy obu placówek postawili na konkretnego narratora, który widza prowadzi do celu. W przypadku Muzeum Holokaustu narratorem jest naród żydowski doświadczony Zagładą, a celem ukształtowanie pewnego uniwersalnego przesłania – „tylko żydowski przekaz na ten temat pozwoli uniknąć podobnych zbrodni w przyszłości”. Podobnie jest w przypadku Muzeum Powstania Warszawskiego…
Autorzy koncepcji Paweł Machcewicz i Piotr M. Majewski stawiają jednak na bardziej uniwersalne przesłanie
I to jest problem. Narratorem takiej opowieści nie może być każdy i nikt – czasem Polak, czasem Niemiec, czasem kat, czasem ofiara. Taki uniwersalizm to pomieszanie porządków. Podobny problem jest z przekazem i celem takiego muzeum. Autorzy koncepcji zdają się abstrahować od faktu, że muzeum powstanie w Polsce i to polska tożsamość powinna być prezentowana. Polskie spojrzenie wcale nie wyklucza uniwersalnego przekazu – to przecież na naszych ziemiach jak w soczewce skupiły się wszystkie te rzeczy, których w mniejszym czy większym stopniu zaznały potem inne narody. A jednocześnie – jak każdy naród – stanowiliśmy i stanowimy zbiorowość wyjątkową. Spotkanie z dwoma totalitaryzmami i okupacjami. Naloty na bezbronne miasta, zagłada Żydów, masowe egzekucje, planowa eksterminacja elit, wysiedlenia i wypędzenia, walki partyzanckie i fenomen Polskiego Państwa Podziemnego odwołującego się do tradycji XIX-wiecznej irredenty, czystki etniczne - to wszystko było udziałem Polaków, i określa naszą teraźniejszość oraz przyszłość (jak np. fakt, iż zamieszkujemy całą kulę ziemską - choć nie determinuje). Porównanie naszej historii z historią innych narodów– konkretnej, a nie naskórkowo dotkniętej, daje szansę, by przekaz uniwersalny nie pozostał na poziomie banału. Jeśli zrezygnujemy z konkretnego narratora i określenia klarownego celu to będziemy opowiadać, w gruncie rzeczy o niczym.
Nie zgodziłbym się, że Machcewicz i Majewski zrezygnowali z narratora. Jeśli miałbym go bliżej określić, to przypomina mi on narratora opowieści Mirona Białoszewskiego „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego”. W książce tej walka zbrojna jest tłem zaledwie do przedstawienia indywidualnego losu.
Ma Pan rację. Ja jednak widzę w tym niebezpieczeństwo. Narrator bowiem kreuje się na intelektualistę, dążącego do obiektywizmu poprzez wyłączenie się z narracji. Mnie tu nie ma – udaje. Taka perspektywa – sztucznej ahistoryczności prowadzi do jednego dość banalnego wniosku: wojna jest złem a jedynym dobrem jest pacyfizm. Jeśli to miałby być jedyny wniosek z tej ekspozycji to po co budować muzeum.
Profesor Tomasz Szarota, jeden z najlepszych znawców życia codziennego pod okupacją pomysły Machcewicza i Majewskiego chwali.
Ta ekspozycja nie jest jednak skierowana dla profesorów historii, którzy ze swoją wiedzą są w stanie ogarnąć temat. Machcewicz i Majewski stawiają na muzeum jako rodzaj podręcznika, który będzie przedstawiał fakty – w tym z historii społecznej. Takie ujęcie tematu oznacza, że rezygnujemy z koncepcji kształcenia rozumianego jako przekazywanie wiedzy z jednej strony i wychowanie z drugiej. Ograniczenie przesłania ekspozycji tylko do funkcji informacyjnej musi ją zubożyć, a co więcej tworzyć ryzyko iż autorzy stracą kontrolę nad – i tak i tak istniejącym - przekazem. Mnie się wydaje, że takie muzeum winno świadomie kształtować pewien system wartości. Jeśli mielibyśmy pozostać przy dość banalnie rozumianym pacyfizmie to mamy do czynienia z nieporozumieniem. A potencjał jest olbrzymi – biografie wspaniałych ludzi, trudne wybory (np. dotyczące udzielania bądź nie pomocy ukrywającym się; czy też postawy ludzi postawionych wobec decyzji ostatecznej; czy istnieje cena życia? itd.).Na prawdę, jest o czym rozmyślać, przechodząc przez kolejne sale ekspozycji.















