Tusk wykorzystał Muchę

aktualizacja: 14.12.2013, 14:00
Foto: Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska

Po rządach PO zostaną: podwyższony wiek emerytalny, pieniądze zabrane emerytom i miliardy długu odliczane przez zegar Leszka Balcerowicza
– mówi Elizie Olczyk współzałożycielka partii Polska Razem Jarosława Gowina.

Rz: Sobotni kongres założycielski partii Jarosława Gowina to była pani pierwsza duża impreza polityczna od kilku lat. Jak wrażenia?
Elżbieta Jakubiak: Byłem pełna podziwu dla determinacji kolegów, którzy przyjechali na tę imprezę mimo niepogody. Mieliśmy telefony: poczekajcie na nas, opóźnijcie wystąpienie, bo już jesteśmy blisko. To było bardzo krzepiące. Pomyślałam, że skoro na zjazd założycielski przybyło 1500 osób, których nie powstrzymał szalejący huragan, to jest to prawdziwa siła polityczna.
Nieraz już słyszałam od rozmaitych małych partii, że skoro tyle osób za własne pieniądze dojechało na jakiś zjazd, to znaczy, że partia istnieje i ciągle jest poważną siłą polityczną. A później się okazywało, że to nic nie znaczy.
Nikt nie obiecuje, że będzie łatwo. Do tego, żebyśmy odnieśli sukces, potrzebna jest chęć Polaków do zmian. Większość społeczeństwa tkwi dzisiaj w poczuciu, że nic się nie da zrobić. I jeżeli sami nie zechcą doprowadzić do zmiany, nie będzie w nich buntu, to nasza partia może mieć najlepszy program, być krystalicznie uczciwa i mieć fantastycznych liderów, a i tak rozbijemy się o mur obojętności. Ale ja wyczuwam w Polakach tę gotowość do zmian. Widzę, że sympatie do tej pory ulokowane w PiS i PO się zmieniają. PO straciło sporą część elektoratu, a PiS jest stabilne, ale nie zdobywa nowych sympatyków. Mam też poczucie, że większość Polaków nie godzi się już na wyjazd za granicę w poszukiwaniu lepszego życia. Chcą żyć w Polsce. A tymczasem jedyną ofertą rządzących dla młodego pokolenia jest bilet w jedną stronę. Po 20 latach naszej transformacji premier, prezydent i niejeden minister mówią: chcecie lepiej żyć, to jedźcie.
Przeciwnie, wszyscy mówią – wracajcie, bo społeczeństwo się starzeje.
To nieprawda. Jeszcze niedawno udawano, że rządowi zależy na powrocie Polaków z emigracji zarobkowej. Ale teraz nikt już nie jeździ do Londynu namawiać Polaków do powrotu, bo gdyby wrócili, staliby się zarzewiem buntu. A jestem przekonana, że ci ludzie chcieliby wrócić do kraju, tylko trzeba mieć dla nich jakąś propozycję.
Polacy chcieliby mieszkać w kraju, ale zarabiać jak w Londynie.
Polacy chcą mieć pracę, bo to jest dla nich nadzieja na życie. Tymczasem po 20 latach przemian zdobycie w Polsce byle jakiej posady urasta do ogromnego problemu.
Z waszego kongresu założycielskiego najbardziej przebił się pomysł o głosowaniu w imieniu dzieci, który został wręcz obśmiany jako niekonstytucyjny.
Oczywiście, każda zmiana konstytucji, zanim się jej nie dokona, jest niekonstytucyjna. Chcemy zmienić konstytucję, tak by rodzina mogła dbać o interesy młodego pokolenia. Wszyscy wiedzą, że mamy najgorszy współczynnik dzietności w Europie, a każda propozycja zmierzająca do zmiany tego stanu rzeczy kończy się stwierdzeniem – tak nie można.
Myśli pani, że ludzie będą decydować się na dzieci po to, żeby mieć dwa głosy więcej przy urnie?
Ludzie będą mieli dzieci, jeżeli będą mieli pracę. Poza tym wszyscy muszą zrozumieć, że rodziny z dziećmi muszą mieć wsparcie. Tymczasem nasz system podatkowy abstrahuje od zobowiązań, jakie biorą na siebie rodziny z dziećmi.
Są odpisy podatkowe na dzieci.
1000 złotych, które można odpisać od podatku raz w roku, a jeszcze trzeba trzy miesiące poczekać na zwrot tych pieniędzy. To nie może zastąpić prawdziwego systemu na rzecz rodzin z dziećmi. Taka rodzina nie może płacić 18-procentowego podatku, bez względu na liczbę dzieci w rodzinie, bo to jest stanowczo za dużo. Tak wysoki podatek uniemożliwia rozwój. To my kupujemy pieluchy, usługi edukacyjne, bilety do teatru i kina, napędzając gospodarkę.
Łatwo się obniża podatki, będąc w opozycji, bo nie trzeba się martwić o dochody.
Wie pani, ile kosztuje przyznanie rodzinie 90 złotych pomocy? Ile zaświadczeń i oświadczeń trzeba przedstawić? Ile wyliczeń zrobić? Przy tym pracują rzesze ludzi, a kosztuje to ogromne pieniądze. Likwidacja tego systemu dałaby takie oszczędności, że spokojnie można by obniżyć podatki.
Wasz kolejny postulat to wybory w okręgach jednomandatowych. Odnoszę wrażenie, że jest to stały postulat małych partii, które mają dużo znanych polityków. Nie mają szans na przekroczenie progu wyborczego, ale sądzą, że przy okręgach jednomandatowych przynajmniej kilka osób weszłoby do Sejmu.
Jarosław Gowin przejechał całą Polskę i spotkał wielu ludzi, którzy chcą wyborów w okręgach jednomandatowych. Wydaje mi się, że powstrzymanie tej zmiany jest niemożliwe. Ludzie chcą odpowiedzialności polityków, a to się wiąże z okręgami jednomandatowymi. Sądzę, że zmiana ordynacji polepszy jakość polityki. Oczywiście nie mam stuprocentowej pewności, ale warto to sprawdzić. Nie można blokować wszystkich zmian tylko dlatego, że coś zostało uchwalone 20 lat temu i dlatego jest święte.
Rząd dopiero co wprowadził zmiany w OFE, a wy byliście temu przeciwni. Uważaliście, że należy trwać przy OFE.
Bronimy naszych pieniędzy. Jeżeli ktoś uważa, że OFE to było oszustwo, to niech wyjdzie i powie otwarcie: Jerzy Buzek was oszukał.
Tak mówił Jacek Rostowski, jeszcze kiedy był ministrem finansów.
Nie. On mówił: ja chcę te pieniądze. Nie może powiedzieć, że to było oszustwo, bo sam w tym brał udział.
Nie było go w rządzie Buzka.
Ależ był wówczas doradcą Leszka Balcerowicza. I jakoś nie pisał alarmujących tekstów, że politycy oszukują obywateli. Będąc ministrem finansów, przez sześć lat nic nie zrobił, żeby obniżyć opłaty dla OFE za zarządzanie pieniędzmi. Dodam jeszcze, że sam odkłada na emeryturę w systemie kapitałowym w Wielkiej Brytanii, a nam mówi, że to jest źle.
Brytyjczycy nie mają takiego systemu jak my.
To zmieńmy nasz system, obniżmy prowizję za zarządzanie do 0,5 proc., ale go nie likwidujmy. Bardzo mnie dziwi stosunek niektórych ludzi do OFE, np. Bogusław Grabowski z Rady Polityki Pieniężnej mówi, że otwarte fundusze są złe, a przez lata zarządzał jednym z nich, dzięki czemu jest dzisiaj bogatym człowiekiem. Takie osoby powinny się wyłączyć z dyskusji. Wzbogaciły się na systemie, który – jak mówią – był złodziejski, a dzisiaj występują w aurze zbawców, opowiadając się za jego likwidacją. Z całym szacunkiem, ja im nie wierzę.
Porozmawiajmy o kobietach w polityce. Joanna Mucha po zakończonej pracy w resorcie sportu pożaliła się jednej z gazet, że była zwalczana, bo nie piła alkoholu z działaczami. Czy tak wygląda praca w tym ministerstwie?
Może panią zdziwię, ale Joanna ma rację. Uważam tylko, że do grona mężczyzn, którzy chcieli z nią pić alkohol, powinna dopisać premiera Donalda Tuska, który zręcznie ją wykorzystał. Powołał ją do resortu, a później nie udzielał wsparcia.
Dlaczego Tusk wykorzystał Muchę?
Bo była dobra na Euro, kiedy miło było się pokazać z elegancką panią minister, znającą angielski, a zaczęła być złym ministrem, gdy przestała przynosić premierowi dobre informacje. Pamięta pani doniesienia z Pekinu? Najważniejsze informacje dotyczyły tego, ilu działaczy ile wypiło alkoholu, i na jakim trawniku odsypiało libację. T o był obraz Polski.
Sama Mucha też popełniła sporo błędów. Nie trzeba było np. powoływać spółki państwowej do zarządzania państwowym stadionem. To jest socjalizm. Uważam zresztą, że dzisiaj te wszystkie spółki, które powstały na Euro, ale i całe ministerstwo mogą być zlikwidowane. W Polsce jest za dużo ministerstw. Natomiast Joanna zrobiła jedno – przestawiła trochę strumień pieniędzy w sporcie. Jeżeli programy, które opracowała, wejdą w życie, to dzieciom bez wątpienia będzie łatwiej uprawiać sport.
Uważa pani, że kobiety mają gorzej na stanowiskach ministerialnych? Minister Elżbieta Bieńkowska nie wydaje się uciemiężona. Przeciwnie, rozstawia mężczyzn po kątach.
Ma wsparcie premiera, bo jest dla niego niegroźna. Gdyby była kobietą z własną frakcją i chciała konkurować o władzę, już dawno sypałyby się na nią gromy, jak to się kłóci, jaka to jest niemiła i histeryczna. Ale ponieważ robi swoje, nie kopie dołków pod konkurentami politycznymi – jest dobra. Kobietę dużo łatwiej jest zwalczać w polityce niż mężczyznę. Wystarczy ubrać ją w konflikt z inną kobietą i już mamy ośmieszający przekaz: baby się kłócą. Sama odeszłam z Kancelarii Prezydenta, żeby nie być ubraną w konflikt z Małgorzatą Bochenek. Nie mogłam pozwolić na to, żeby media huczały o kobiecej polityce w Kancelarii Prezydenta.
Mucha jednak nie miała konfliktów z kobietami i nie zbudowała żadnej frakcji. Dlaczego musiała odejść?
Bo w rządzie zaczęła się polityka. Było wiadomo, że skoro premier oparł się w konflikcie z Grzegorzem Schetyną na Andrzeju Biernacie, to musi mu za to zapłacić. Ministerstwo Sportu było naturalne, bo Biernat od lat pracował w sejmowej komisji sportu.
A jak pani odebrała nominację Joanny Kluzik-Rostkowskiej na ministra edukacji? Z perspektywy czasu musi pani przyznać, że nie wybrała źle, bo wasze środowisko jest na marginesie polityki, a ona robi karierę.
Lepiej w dobrym towarzystwie przegrać, niż w złym wygrać.
PO jest dziś złym towarzystwem?
Raczej jest to środowisko niemające pomysłu, co robić dalej po sześciu latach rządów. A co zostanie po PO? Podwyższony wiek emerytalny, pieniądze zabrane emerytom i miliardy długu odliczane przez zegar Leszka Balcerowicza. To nie jest przyjemny dorobek.
Elżbieta Jakubiak jest politykiem partii Polska Razem. W latach 2005–2007 była szefową gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a w roku 2007 ministrem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE