Świat

Pragmatyk z misjonarzem

Aleksander Kwaśniewski
Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Po raz 27. Kwaśniewski i Cox wracają dziś z misją na Ukrainę. Z nadzieją, że tym razem nie zostaną oszukani.
– Było jak z Hitchcocka. Gdy po raz pierwszy pojechaliśmy z misją na Ukrainę, zobaczyliśmy unieruchomioną na łóżku w więziennym szpitalu Julię Tymoszenko. Potem napięcie musiało rosnąć – opowiada Aleksander Kwaśniewski, były polski prezydent, który wraz z Patem Coxem od półtora roku negocjuje uwolnienie byłej ukraińskiej premier.
Gdy w czerwcu 2012 r. misja Parlamentu Europejskiego po raz pierwszy pojechała na Ukrainę, dla Pata Coxa musiał być to szok. Irlandzki polityk przyzwyczajony był do europejskich kuluarów, gdzie mozolnie buduje się kompromisy do przyjęcia dla wszystkich. A nie do postsowieckiego pokazu nagiej siły, gdzie przeciwników politycznych wtrąca się do więzienia. Napięcie więc, zgodnie ze scenariuszem z Hitchcocka, rosło aż do ubiegłego tygodnia, gdy nieoczekiwanie dla europejskich wysłanników rządząca Partia Regionów odrzuciła projekt ustawy pozwalający na wyjazd Tymoszenko na leczenie do Niemiec. Kilka dni wcześniej prezydent Wiktor Janukowycz, ku zaskoczeniu misji, odwiedził Moskwę. A prokuratura, mimo wielomiesięcznych obietnic rządzących na Ukrainie, zdecydowała się odgrzebać stare zarzuty wobec obrońcy Tymoszenko dotyczące rzekomego bicia byłej żony.
– Gdy Janukowycz i Tymoszenko mówią o sobie nawzajem, to przestaje być polityka. Widać niesłychane emocje, oni siebie nienawidzą – mówi nam osoba, która spotykała oboje polityków. Ta psychologia niezwykle utrudnia prognozowanie sytuacji. Nawet jeśli umowa stowarzyszeniowa jest dla Janukowycza korzystna, to nienawiść do Tymoszenko może się okazać zbyt silna. A do tego dochodzi jeszcze czynnik rosyjski. Nie wiadomo, czy Janukowycz blefuje, żeby dostać umowę stowarzyszeniową z UE bez uwolnienia Tymoszenko, czy może po to, żeby Rosja obiecała mu więcej korzyści w zamian za odstąpienie od kursu na Europę. – Niczego nie da się przewidzieć. Ukraina jest słaba w strategii i nie wiadomo, czy za ostatnimi działaniami kryje się zamierzony cel – mówi nam unijny dyplomata specjalizujący się w sprawach ukraińskich. UE postawiła Ukrainie trzy warunki dla podpisania umowy stowarzyszeniowej: reforma prokuratury generalnej, nowa ordynacja wyborcza i rozwiązanie sprawy wybiórczej sprawiedliwości, czyli w praktyce uwolnienie Julii Tymoszenko. Wszystkie trzy ustawy są gotowe, ale opór Partii Regionów wobec uwolnienia Tymoszenko blokuje głosowanie. Kolejne zaplanowane jest na ten tydzień, w sprawie znów będzie mediowała misja PE, czyli Cox i Kwaśniewski. Duet wskazany przez szefa PE Martina Schulza z grupy europejskich socjalistów, bliskiej Partii Regionów, a niechętnej wobec opozycji skupionej wokół Tymoszenko. Misja już 26 razy odwiedzała Kijów i Charków, gdzie w warunkach szpitalnych przetrzymywana jest Tymoszenko. Liberał Cox, były przewodniczący PE, człowiek o nieposzlakowanej opinii, reprezentant europejskich wartości. I socjalista Kwaśniewski, były komunistyczny aparatczyk, z siecią znajomości politycznych i biznesowych na Ukrainie. O Coksie Kwaśniewski mówi: misjonarz. O Kwaśniewskim życzliwi mówią: pragmatyk. Ten duet ma przynieść UE i Ukrainie sukces. Początkowo oprotestowana przez europejską prawicę z czasem misja stała się dla wszystkich wygodna. To ona, faktycznie na wyłączność, zajmuje się trudną sprawą Tymoszenko. Kwaśniewskiego chwali eurodeputowany Paweł Kowal, szef parlamentarnej delegacji UE-Ukraina: – Misja ma podejście pragmatyczne. To jest zgodne z polską racją stanu – mówi polityk PJN, a więc partii konkurencyjnej wobec reprezentowanej przez Kwaśniewskiego lewicy. W sprawach ukraińskich większość polskich polityków dąży do podpisania umowy stowarzyszeniowej, nawet kosztem ustępstw w sprawie Tymoszenko. Po to, żeby jak najszybciej włączyć ten kraj w orbitę europejskiego oddziaływania. Ale misja ma też swoich krytyków, choć wolą wypowiadać się anonimowo. – Od początku skazana na porażkę. Wymyślona przez socjalistę Schulza, z Kwaśniewskim podsuniętym przez stronę ukraińską, daje się wodzić Janukowyczowi za nos – mówi nam krytyk tej inicjatywy. Misja ma na koncie niewątpliwe mniejsze sukcesy. Jak choćby uwolnienie innego opozycyjnego polityka Jurija Łucenki, dopuszczenie niemieckich lekarzy do Julii Tymoszenko i poprawę warunków jej przetrzymywania. Ale jej ostateczna ocena zależeć będzie tylko od tego, czy Tymoszenko zostanie uwolniona, co jest warunkiem podpisania historycznej umowy UE–Ukraina. Kwaśniewski i Cox dostali czas na negocjacje do ostatniej chwili, czyli do szczytu Partnerstwa Wschodniego w Wilnie 28–29 listopada.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL