Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Katolicy w jarmułkach?

ks. Waldemar Chrostowski
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Rachunek sumienia Koœcioła i katolików byłby głębszy, pełniejszy i bardziej wiarygodny, gdyby szedł w parze z analogicznym wysiłkiem po stronie żydowskiej – pisze duchowny.
Satysfakcję red. Zbigniewa Nosowskiego z przypomnienia „zbratania narodów, wyznań i religii" podczas patriotycznych manifestacji w 1861 r. („Rabin z polskim krzyżem", Plus-Minus, 7-8 wrzeœnia 2013) można odczytywać jako znak, że ani wczeœniej, ani przez następne półtora wieku takie zbratanie nie miało miejsca. Okolicznoœci bohaterskiej œmierci Michała Landy w niczym nie przypominajš współczesnej aktywnoœci zwartej grupy katolików, którzy uparcie chcš mieć monopol na dialog z Żydami i judaizmem. Znamienne, że zapoczštkowanie tego dialogu odsłoniło głębokie podziały wewnštrz Koœcioła, przebiegajšce nie tyle między tymi, którzy go chcš albo nie chcš (te drugie głosy pozostajš w jawnej sprzecznoœci z nauczaniem Koœcioła), ile między tymi, którzy deklarujš wolę dialogu, ale prowadzš go odmiennymi torami i w odmienny sposób. Właœnie na tym polega rozbrat między mnš a kręgami „Tygodnika Powszechnego", „Znaku" i „Więzi", które w ostatnich latach stały się przybudówkš „Gazety Wyborczej".

Dawniej i dzisiaj

Obserwujšc mojš działalnoœć, red. Nosowski wskazuje na różnicę między dawnym zaangażowaniem, mniej więcej do 1998 r., a obecnym. Rzetelnie rozpoznaje jej charakter, gdy pisze, że z „czołowego promotora dialogu katolicko-żydowskiego" stałem się „głównym krytykiem obecnych jego form". Nie odżegnuję się od dialogu, w którym nadal na różne sposoby uczestniczę, lecz zachowuję krytycznš powœcišgliwoœć wobec tych jego odmian, które w mojej ocenie zaprzepaszczajš to, co stanowi sedno nowego nastawienia Koœcioła wobec Żydów i ich religii.
Wyrażam więc mojemu polemiœcie uznanie, że nie ulega niesprawiedliwym i krzywdzšcym opiniom, jakie na mój temat bywajš zamieszczane w „GW". Na szczęœcie majš one i ten skutek, że uwiarygodniajš prowadzonš przez mnie działalnoœć w tych œrodowiskach, które wrogoœć „GW" odbierajš jako œwiadectwo wiernoœci Koœciołowi. Jednak red. Nosowski powinien poczynić krok dalej i szukać pogłębionej i uczciwej odpowiedzi na pytanie, czego dotyczy moja krytyka aktualnych form dialogu Koœcioła katolickiego w Polsce z Żydami i judaizmem. Już dawno, na przełomie lat 80. i 90. XX w., w kontekœcie zaognionego sporu o klasztor karmelitanek w sšsiedztwie byłego obozu zagłady Auschwitz I w Oœwięcimiu, podejmujšc rozmaite inicjatywy i działania, wielokrotnie podkreœlałem: Dialog tak – ale jaki? Pod tym względem nic się nie zmieniło z wyjštkiem tego, że moje poglšdy stały się dojrzalsze, a rozeznanie pełniejsze. Wskazywałem na niejasne okolicznoœci i dramatyczne rezultaty podpisania tzw. zobowišzań genewskich i ostrzegałem przed kontynuowaniem takiej polityki. Zakładajšc oraz do 1998 r. współprzewodniczšc Polskiej Radzie Chrzeœcijan i Żydów, ustalajšc jej logo, formułę i kierunki działania, wymyœlajšc tytuł Człowieka Pojednania, organizujšc i bioršc udział w licznych sympozjach i konferencjach w Polsce i zagranicš, zakładajšc ważne serie wydawnicze poœwięcone problematyce dialogu, a wreszcie uczestniczšc czynnie w pracach Komisji Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem, Międzynarodowej Rady Państwowego Muzeum w Oœwięcimiu i Rady Prezydenta RP do Spraw Stosunków Polsko-Żydowskich, a także w innych gremiach, spotykałem się z permanentnym ostracyzmem wówczas, gdy zamiast ulegania rygorom politycznej poprawnoœci dobitnie wskazywałem perspektywę religijnš i teologicznš. Redaktor Nosowski napisał: „Prawdziwym dialogiem chrzeœcijańsko-żydowskim prawie żadne media się obecnie nie interesujš". To prawda, również w odniesieniu do przeszłoœci. Być może właœnie dlatego moje poglšdy i zaangażowanie były torpedowane, przebijajšc się do „TP" i „GW" jedynie po to, by je karykaturalnie wypaczać i zwalczać. Kilkanaœcie lat temu red. Nosowski twierdził, że jego zapatrywań i stanowiska nie należy utożsamiać z politykš „GW"; teraz już tego nie powtarza. Redaktor Nosowski chciałby widzieć tysišce katolików zainteresowanych judaizmem i pyta, czy moja publicystyka sprawia, że ich przybywa. Powiem nieskromnie, że tak. Wiele dobrego, wbrew napastliwej krytyce dyżurnych z „GW", zrobiły setki (!) publikacji na tematy żydowskie, ustawiajšc spojrzenie na Żydów i ich religię w perspektywie chrzeœcijańskiej, potępiajšc antysemityzm i wszelkie odmiany wrogoœci, lecz – tego aspektu brakuje w działalnoœci red. Nosowskiego – domagajšc się szacunku Żydów dla chrzeœcijaństwa oraz radykalnej zmiany ich nastawienia wobec Jezusa Chrystusa i Koœcioła. Nie oznacza to, jak sugerujš moi krytycy, prozelityzmu, lecz wołanie o skuteczne przezwyciężenie wszystkich zastarzałych pierwiastków w tradycji żydowskiej, które majš charakter antychrzeœcijański, szczególnie antykatolicki. Na nic zdadzš się zaklęcia, że ich nie ma albo że sš nieważne. We wzajemnym „nauczaniu pogardy" obie strony, chrzeœcijańska i żydowska, skutecznie współdziałały ze sobš i osišgnęły wysoki stopień godnej ubolewania perfekcji. To samo dotyczy spojrzenia na historię i obecny stan relacji polsko-żydowskich. Ich przewartoœciowanie i naprawa nie jest zadaniem wyłšcznie dla Polaków, o czym dobrze wiedzš Żydzi, a co skwapliwie pomijajš ci, którzy chcš się Żydom podobać. W klimacie nadskakiwania z ich strony powstaje i umacnia się narracja reprezentujšca interesy tylko jednej ze stron. Jeżeli red. Nosowski uważa, że nie istnieje coœ takiego, jak „interesy żydowskie" – to jego sprawa, ale tym samym bagatelizuje, lub ignoruje, żywotne „interesy polskie". Tak dawniej, jak i dzisiaj, uważam, że zajmowanie się problematykš żydowskš z pozycji politycznej poprawnoœci przynosi wymierne korzyœci, zwłaszcza polityczne. Nie twierdzę, jak to imputuje red. Nosowski, że w przypadku nader licznych w ostatnich dwóch dekadach nominacji do polskiej dyplomacji chodzi o „niewłaœciwe œrodowisko". Tym niemniej uważam, że nie jest sprawš przypadku, iż to œrodowisko „TP", „Więzi" i „Znaku", o „GW" nie wspominajšc, nader obficie zasiliło polskie placówki dyplomatyczne oraz inne oœrodki w kraju i zagranicš. Osobna sprawa, jak poszczególne osoby wywišzały się z powierzonego im zadania. Skoro panuje wokół tego całkowita zmowa milczenia, nie wypowiadam żadnej merytorycznej oceny ich pracy, aczkolwiek powinno się jej uczciwie dokonać. Natomiast powoływanie się na rzekomo neutralne stanowisko Lecha Kaczyńskiego w nominacjach do polskiej dyplomacji zupełnie ignoruje fakt, co naprawdę działo się w tym przedmiocie za jego prezydentury.

Budowanie nowej przyszłoœci

Od poczštku nawišzania przez Koœciół dialogu z Żydami i judaizmem rozmowa katolików na tematy żydowskie i judaistyczne odbywa się nie wprost, podczas bezpoœrednich spotkań i wymiany poglšdów, ale na łamach gazet i w œrodkach masowego przekazu. Wielokrotnie zgłaszałem postulat wewnštrzkoœcielnego „dialogu o dialogu", ale za każdym razem spotykał się on ze sprzeciwem czy odmowš, bšdŸ bywał przemilczany czy niezauważony. Do 2005 r. właœciwie jedynym forum solidnej wymiany myœli i doœwiadczeń był Komitet Episkopatu Polski do Dialogu z Judaizmem, ale póŸniej i to się zmieniło. Chociaż red. Nosowski czyni mi zarzut z tej opinii, to jednak jeszcze raz jš powtarzam i podtrzymuję. Czynię to również dlatego, że bp Mieczysław Cisło, obecny przewodniczšcy Komitetu, nie gdzie indziej, lecz na łamach „GW", idšc po linii wytyczonej przez abp. Józefa Życińskiego, uznał mojš ksišżkę „Koœciół, Żydzi, Polska" za „schizofrenicznš". Szkoda, że nie zadał sobie najmniejszego trudu, by wyjaœnić, na czym polega przypisywane mi rozbicie œwiadomoœci czy rozszczepienie umysłu, skutkujšce przeżywaniem podzielonym na realne i chorobowe (wyobrażone) doœwiadczanie rzeczywistoœci. Nie uczynił tego również red. Nosowski. Obu polemistów proszę więc, by w przyszłoœci powstrzymali się od tego typu insynuacji. Odnoszšc się do wyrażanych przeze mnie poglšdów, red. Nosowski często nie cytuje ich integralnie, ale wybiórczo – tylko do przecinka, a nawet między przecinkami. Brak przytaczania całych zdań i podawania ich rzeczywistego kontekstu pozwala je dowolnie wykorzystywać do subiektywnej interpretacji. Tak było kilka lat temu podczas naszej polemiki wokół słów Jana Pawła II wypowiedzianych 13 kwietnia 1986 r. w synagodze rzymskiej: „Jesteœcie naszymi umiłowanymi braćmi i w pewien sposób, można by powiedzieć, naszymi starszymi braćmi". Wiele razy podkreœlałem, że w oficjalnym przekładzie polskim zamieszczonym w „L'Osservatore Romano" błędnie (a może celowo?) opuszczono wyrażenie „w pewien sposób" i wyszło to, co wyszło, czyli forsowanie postrzegania wyznawców judaizmu rabinicznego jako „starszych braci" chrzeœcijan. Prostowanie tego błędu trwa od wielu lat, a mimo to wcišż on odżywa, mnożšc dezorientację i fałszywš katolickš teologię judaizmu. „Ja zdecydowanie wolę trzymać z Ratzingerem" – deklaruje red. Nosowski, sugerujšc, że moja postawa w zakresie rachunku sumienia chrzeœcijan z dziedzictwem antysemityzmu jest rażšco inna. Kardynał Ratzinger mówił o „biciu się w piersi" na długo przed Wielkim Jubileuszem Roku 2000 i jego postulat w ogromnym stopniu wpłynšł na kształt i przebieg jubileuszowych obchodów. Zabierajšc wielokrotnie głos w tych sprawach, dawałem i daję wyraz przekonaniu, że antysemityzm jest grzechem. Lecz to, że nasza wiedza o jego dawnych przejawach się powiększa, nie znaczy, że istnieje i narasta odpowiedzialnoœć zbiorowa. Jeden fragment, wyjęty z listu pasterskiego Episkopatu Polski odczytanego 20 stycznia 1991 r., red. Nosowski przytoczył w całoœci. Po ponad 20 latach powiem tylko, że mam niemały wkład w przygotowanie tego dokumentu. Wštpię jednak, czy red Nosowski zgodzi się ze mnš, że rachunek sumienia Koœcioła i katolików byłby głębszy, pełniejszy i bardziej wiarygodny, gdyby szedł w parze z analogicznym wysiłkiem po stronie żydowskiej. Brak zgody w tej newralgicznej kwestii oznacza, że wysiłek „oczyszczania pamięci" jest wyłšcznie zadaniem chrzeœcijan. Był czas, gdy postulat wewnętrznego wstrzšsu i rachunku sumienia adresowałem przede wszystkim do katolickich współwyznawców. Nie słyszšc równoległego postulatu po stronie żydowskiej, od pewnego czasu kieruję go również pod adresem wyznawców judaizmu. Wiemy bowiem coraz więcej nie tylko o przejawach antysemityzmu wœród chrzeœcijan, lecz i o przejawach antychrzeœcijańskich postaw i zachowań wœród Żydów. A ponieważ mój polemista ceni koœcielne autorytety, przytaczam słowa Jana Pawła II wypowiedziane 23 marca 2000 r. podczas wizyty w Instytucie Pamięci Yad Vashem: „Budujmy nowš przyszłoœć, w której chrzeœcijanie nie będš już żywić uczuć antyżydowskich ani Żydzi uczuć antychrzeœcijańskich, ale raczej zapanuje wzajemny szacunek, jaki przystoi tym, którzy czcza jedynego Stwórcę i Pana oraz odwołujš się do Abrahama jako naszego wspólnego ojca w wierze". Zbigniew Nosowski ogłasza, że jest „razem z papieżem i biskupami". Konsekwencję stanowi próba ustawiania mnie na przeciwnym biegunie. Celował w tym  abp Życiński, który swój tekst w „GW" na temat mojej ksišżki opatrzył tytułem „Daleko od Jana Pawła II". Takie nastawienie zwalnia od dyskusji, a nawet od zapoznania się z dyskryminowanymi poglšdami. Tymczasem wywiad, którego w sierpniu udzieliłem dla „Rzeczpospolitej", dotyczył przede wszystkim tzw. sprawy ks. Lemańskiego. W tej materii red. Nosowski dyskretnie milczy, jak gdyby nie zauważył tego wštku, analogicznie jak kilku innych, co do których głos Episkopatu jest wystarczajšco wyrazisty, ale w „Więzi" jakby słabo słyszalny. Zasadnicza różnica między nami polega również na tym, że red. Nosowski jest publicystš, a ja teologiem-biblistš. Dla niego wypowiedzi Magisterium Koœcioła, bšdŸ ich fragmenty, stanowiš punkt dojœcia, natomiast dla mnie sš one punktem wyjœcia wszechstronnej refleksji na ich temat. Na tym polega istota teologii i właœnie to zabezpiecza wiarę w Boga przed naciskami rozmaitych doktrynerów i ideologów.

Co na pierwszym miejscu?

To nieprawda, że zabrakło mi cierpliwoœci do prowadzenia dialogu. Gdyby tak było, już dawno dałbym sobie spokój z zajmowaniem się tš problematykš i sprawami, które rodzš wiele przeciwnoœci. Prawdš jest natomiast, że nie biorę udziału w wydarzeniach, które – powtarzam raz jeszcze – postrzegam jako polityczne mityngi. Wprawdzie red. Nosowski przedstawia je inaczej, skarżšc się na rzekomy brak zainteresowania ze strony mediów, ale to narzekanie jest na wyrost. Wymieniajšc kilka ważnych inicjatyw PRChŻ, przeoczył fakt, że nigdy – nawet jako mój następca we współprzewodniczeniu temu gremium – nie informował mnie o planowanych przedsięwzięciach i spotkaniach. Nie czynię z tego powodu wyrzutu, ale z drugiej strony nie zgadzam się z tezš, że tylko osobista obecnoœć upoważnia do zabierania głosu odnoœnie do przebiegu i treœci tego typu przedsięwzięć. Ponadto nieprawdziwe jest stwierdzenie, że członkowie Rady skupiajš się „na pracy cichej i niemedialnej". Wystarczy rzut oka na to, co niektórzy z nich zamieszczajš w Internecie, aby się przekonać, że jest inaczej. Na koniec: skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak Ÿle? Dlaczego PRChŻ przeżywa dotkliwy kryzys, którego szczególnym symptomem jest odejœcie tak oddanej temu gremium osoby, jak Barbara Sułek-Kowalska? Dlaczego nakład i zainteresowanie „Więziš" spadły tak bardzo, że z miesięcznika stała się kwartalnikiem, zwracajšc się do najwierniejszych czytelników (i nie tylko) o finansowš pomoc przed stoczeniem się w niebyt? Zapewne nie ma na to jednej odpowiedzi, lecz wszystkie wštki można sprowadzić do pewnego wspólnego mianownika. Odnosi się wrażenie, że w nowej sytuacji społeczno-politycznej, jaka zaistniała po 1989 r., utrwaliło się w Polsce zjawisko „katolików w jarmułkach". Jednych fascynuje i pochłania problematyka żydowska, inni uczynili z niej niezły sposób na publiczne zaistnienie, a także karierę. Niemal wszyscy przynależš do tzw. Koœcioła otwartego, który w ostatnim okresie coraz bardziej okopuje się na pozycjach swoistej izolacji. Ich działalnoœć jest przyjmowana podejrzliwie i niechętnie, jednak nie z powodu wrogoœci wobec Żydów i judaizmu, ale z powodu wybranej i realizowanej przez nich strategii, która – mimo wszystkich zaklęć – jest „jednostronna i jednoskrętna". To powoduje, że mnożenie inicjatyw, w których zdecydowanie dominujš racje i wrażliwoœć tylko jednej strony, czyli strony żydowskiej, w gruncie rzeczy utrudnia rzeczywiste zbliżenie między katolikami i wyznawcami judaizmu. Zatem „postulat dialogu z judaizmem nie oznacza nieuchronnej potrzeby osobistych kontaktów z nimi [Żydami]" tak długo, jak długo najważniejszych spraw my, katolicy, nie rozstrzygniemy i nie uzgodnimy między sobš. Gdy tego brakuje, strona żydowska widzi podziały istniejšce między nami i wykorzystuje je na swojš korzyœć. Redaktor Nosowski napisał: „Wykładowca UKSW popełnia też błšd, przesadnie akcentujšc znaczenie dialogu teologicznego". Znamienne, że ów zarzut stawia były współprzewodniczšcy Polskiej Rady C h r z e œ c i j a n   i Żydów! Odpowiem krótko: Jeżeli w relacjach katolicko-żydowskich dialog teologiczny będzie na pierwszym miejscu, wtedy wszystko będzie na swoim miejscu. Natomiast jeżeli tak się nie stanie, wtedy miejsce dowartoœciowania judaizmu zajmie apoteozowanie żydowskoœci, rzecz jasna kosztem judaizmu, który przez prawie trzy tysišce lat umożliwił i zabezpieczał przetrwanie Żydów. Ten wštek, wyraŸnie obecny w moich licznych wypowiedziach, przewijał się również w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej". Wzajemne kontakty na poziomie społecznym, kulturalnym czy ekonomicznym sš potrzebne i ważne, ale nie one stanowiš priorytet w potrzebnym dialogu chrzeœcijan i wyznawców judaizmu. Gdy spotykamy się ze sobš na ulicach, w sklepach czy w bankach, nie prowadzimy dialogu, lecz załatwiamy własne interesy albo po prostu żyjemy obok siebie. Dialog religijny wymaga czegoœ znacznie więcej i dlatego w relacjach chrzeœcijańsko-żydowskich powinien się znaleŸć na pierwszym miejscu.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL