Kaukaz
Władze Osetii i Abchazji nie wjadą na teren Unii?
Przedstawiciele brytyjskiego rządu chcą, by UE nałożyła sankcje na grupę wysokich przedstawicieli prorosyjskich władz Osetii Południowej i Abchazji - informuje "Sunday Telegraph". Trwają spekulacje nad stanowiskiem Unii Europejskiej po jutrzejszym szczycie w Brukseli. Tymczasem rosyjskie wojska wciąż nie opuściły okolic gruzińskiego Gori.
Według brytyjskiej gazety, czołowi przedstawiciele władz w Osetii Płd. i Abchazji zostali umieszczeni na stanowiskach przez Kreml z zadaniem uzbrojenia separatystów i wspomagania ich działań.
Brytyjscy przedstawiciele chcą, by osoby te, jak również agenci rosyjskiego wywiadu czynni w Płd. Osetii i Abchazji, byli objęci unijnym embargiem wizowym, a zatem nie mogliby podróżować do krajów Europy Zachodniej.
Co dalej z sytuacją na Kaukazie?
Stosunek UE do rosyjskiej akcji wojskowej na Kaukazie będzie tematem poniedziałkowego, nadzwyczajnego spotkania przywódców unijnych w Brukseli.
- Unia Europejska powinna odegrać "silną i roztropną rolę w rozwiązaniu konfliktu rosyjsko-gruzińskiego - ocenił szef niemieckiej dyplomacji Frank-Walter Steinmeier. - Tylko wówczas możliwy będzie "powrót do rozsądku i odpowiedzialności".
Minister skrytykował uznanie przez Rosję niepodległości Osetii Południowej i Abchazji, a także zerwanie przez Gruzję stosunków dyplomatycznych z Moskwą.
Brytyjski premier Gordon Brown uważa, że zarówno Unia Europejska, jak i NATO muszą dokonać przeglądu stosunków z Moskwą, by zapobiec dalszym "aktom agresji ze strony Rosji", takim jak niedawny atak na Gruzję.
Brown obawia się, że konflikt terytorialny o Osetię Południową może przekształcić się w wojnę energetyczną, w której Rosja wykorzysta swoje zasoby do wymuszenia posłuchu na krajach zależnych od jej dostaw.
- Nie można dopuścić do tego, by jakiś kraj mógł posłużyć się energią do zduszenia Europy - oświadczył brytyjski premier.
W dłuższej perspektywie Zachód, zdaniem Browna, będzie musiał ograniczyć swą zależność energetyczną od Rosji, rozejrzeć się za innymi źródłami dostaw energii i zwiększyć wykorzystanie alternatywnych źródeł, takich jak energia nuklearna.
"Nie zaostrzajmy konfliktu"
Rosja i Niemcy zgodziły się, że trzeba położyć kres próbom zaostrzenia napięć w Europie w następstwie konfliktu rosyjsko-gruzińskiego. Rozmawiali w tej sprawie szefowie dyplomacji obu krajów - Siergiej Ławrow i Frank-Walter Steinmeier. Próby te miały polegać na "spekulowaniu co do nieistniejących zagrożeń dla innych krajów poradzieckich".
To reakcja na słowa szefa francuskiej dyplomacji Bernarda Kouchnera, który powiedział w tym tygodniu, że po Gruzji Rosja może mieć "inne cele": "Krym, Ukrainę, Mołdawię".
- Niestety w ostatnich dniach sytuacja stała się jeszcze bardziej napięta. Dlatego oczekuję, że w poniedziałek UE da jasny sygnał. Niebezpieczna spirala napięć musi zostać przerwana - powiedział szef niemieckiej dyplomacji.
Rosjanie wciąż okupują okolice Gori
Gruziński gubernator Gori, miasta, które wojska rosyjskie okupowały przez dwa tygodnie, powiedział, że Rosjanie nadal kontrolują okoliczne wsie.
- Rosjanie utrzymują punkty kontrolne na drogach i uniemożliwiają gruzińskim uchodźcom powrót do domów - oświadczył gubernator Wlado Wardzawaszwili. Liczbę tych uchodźców w rejonie Gori ocenił na 28.000.
Gubernator, który jest dobrze zorientowany w sytuacji miejscowej ludności, oświadczył: - Zagrożenie ze strony grup paramilitarnych i maruderów zajmujących się rozbojem i grabieżą w okolicach Gori jest nadal bardzo duże.
Zaprzecza on wyjaśnieniom rosyjskiego dowództwa, według którego obecność wojska w rejonie Gori ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańców i wyłapywanie maruderów.















