Marzec '68
8 marca, południe, uniwersytet - 40 lat później
W południe, dokładnie w 40. rocznicę studenckiego wiecu, który rozpoczął wydarzenia marcowe, przed upamiętniającą je tablicą na Uniwersytecie Warszawskim spotkali się prezydent Lech Kaczyński, uczestnicy tamtych wydarzeń i władze uczelni. W Starej Bibliotece UW rozpoczęła się konferencja na temat Marca.
Przy dźwięku kurantu na Bibliotece Uniwersyteckiej, który dzwonił właśnie w południe, prezydent powiedział: "jest godzina 12; dokładnie 40 lat temu w tym samym miejscu, nieco niżej, przed ówczesnym budynkiem Biblioteki UW zebrał się duży tłum studentów". "Zaproszono ich na spotkanie w obronie dwóch kolegów, których z pominięciem postępowania dyscyplinarnego usunięto z uczelni; chodziło tutaj o dwóch czołowych komandosów czyli członków opozycyjnej grupy na Uniwersytecie Warszawskim - Adama Michnika i Henryka Szlajfera" - przypomniał Lech Kaczyński, początek wydarzeń marcowych.
Prezydent zauważył, że Marzec'68 był "wyrazem buntu studentów". "Jako wyraz sprzeciwu pozostanie na zawsze w naszej historii" - podkreślił.
"Represje dotknęły setek ludzi. Uniwersytet (Warszawski) ucichł, grupa studenckiej opozycji przestała istnieć (...), ale mit studenckiej opozycji, ale przekonanie, że była taka grupa ludzi, która potrafiła działać, żył wśród tych, którym nie podobał się komunizm, którzy chcieli coś robić" - zaznaczył Lech Kaczyński.
Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow podkreślała zaś, że Uniwersytet Warszawski od początku swojego istnienia był "szkołą niepodległości". Dodała, że po Marcu'68 uczelnia straciła wielu wybitnych naukowców, jednak "liczby zamkniętych wydziałów, usuniętych pracowników i relegowanych studentów nie oddają braku, który powstał po ideach, ludziach i więziach społecznych".
Tamten sprzeciw miał sens - przyniósł nam w końcu wolność" - podkreśliła rektor UW.
Prof. Maciej Geller, który w 1981 roku był szefem uniwersyteckiej "Solidarności", przypomniał, że 13 lutego 1981 r. związek jednogłośnie przyjął uchwałę o Marcu'68. "S" podkreśliła w niej, że marcowe wydarzenia "wyniszczyły wielu ludzi, zaatakowały wiele wartości, których usunięcie z życia publicznego zaowocowały wyniszczeniem kultury".
Konferencja "Marzec'68 - 40 lat później"
W Starej Bibliotece UW rozpoczęła się dwudniowa konferencja naukowa "Marzec'68 - 40 lat później".
W programie konferencji organizowanej przez stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita, są m.in. wystąpienia Michała Głowińskiego, Piotra Osęki, Joanny Tokarskiej-Bakir, Marcina Kuli, Jana Lityńskiego i Agnieszki Holland. Spotkanie rozpoczęło się od przypomnienia wystąpienia Jacka Kuronia, który 10 lat temu w Teatrze Żydowskim mówił o wnioskach, które powinniśmy wyciągnąć z wydarzeń marcowych. Powiedział m.in., że kto zwraca się przeciw drugiemu człowiekowi - godzi również w pozostałych.
Leszek Kołakowski przesłał do uczestników konferencji list, w którym zawarł swoje przemyślenia na temat wypadków marcowych. "Właściwym celem kampanii moczarowskiej nie byli ani Żydzi, ani studenci, ani inteligencja, ani pisarze. To były tematy instrumentalne. Celem właściwym było kierownictwo partyjne" - napisał Kołakowski.
"Cały ów ruch był polityczną frakcją partii komunistycznej, po prostu zmierzał do tego, by władzę ówczesną pod takim czy innym pretekstem usunąć. (...) Była też tu sprawa pokoleniowa: młodzi działacze chcieli wyrzucić ludzi starego aparatu i po prostu zająć ich miejsce. Że ostatecznie zamach się nie udał, jest to następna sprawa do historycznej spekulacji. Wiadomo jednak, że nastąpiła znaczna wymiana kadr partyjnych na rzecz frakcji moczarowskiej" - uważa filozof.















