Warszawa
Miłość wyznana w powietrzu
Co Batman robi w centrum handlowym, a anioł na dachu czerwonego autobusu? Tak warszawiacy oznajmiają światu, że to ostatnie dni ich kawalerskiej wolności
Piątek wieczór. Do ochockiego klubu, w którym trwają przygotowania do nocnej imprezy, wchodzi kilku mężczyzn.
Groźnie rozglądają się w poszukiwaniu jednego z pracowników, chłopaka o ksywce Krooger, który za osiem dni się żeni. Nie spodziewa się ich wizyty. Spodziewają się za to wprowadzeni w plan jego współpracownicy oraz czający się na zewnątrz przyjaciele. To oni wpadli na pomysł zorganizowania Kroogerowi nietypowego wieczoru kawalerskiego, którego scenariusz przypomina film kryminalny.
– Dzień dobry, jest pan aresztowany – mówi jeden z aktorów. – Chodzi o narkotyki albo coś tam – dodaje. Ktoś wyciąga kajdanki. Krooger blednie. Stawia się. Bezskutecznie. Mężczyźni zawiązują oczy podejrzanemu i prowadzą go w nieznanym kierunku. Każde pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Ktoś tylko co chwila tłumi śmiech.
– Tu odbędzie się przesłuchanie – deklaruje jeden z tajniaków po dojściu do bocznego pomieszczenia. Przerażenie przyszłego pana młodego nie trwa jednak długo.
– Gra się kończy, ale zabawa dopiero się zaczyna – mówi Andrzej Milewski, który wcielił się w rolę złego porucznika i odwiązuje oczy koledze. Okazuje się, że przesłuchanie, podczas którego padają pytania m.in. o życie intymne pana młodego, prowadzi Vanadis, drag queen. Krooger wybucha śmiechem.
– Najgorzej było, jak oświadczyli, że zabierają mnie na komendę. Pomyślałem wtedy: no to się dziś zabawiłem na swoim wieczorze. Co ja powiem chłopakom – opowiada Krooger.
Panny z piekła rodem
Wieczory kawalerskie i panieńskie organizują świadkowie młodych. Na tym przywiązanie do tradycji się kończy. Młodzi mieszkańcy Warszawy szukają coraz oryginalniejszych sposobów na uczczenie ostatnich dni panieństwa czy kawalerstwa.
Ci, którym brakuje pomysłu, o pomoc w organizacji imprezy mogą się zgłosić do specjalizujących się w tym firm. Z takiej możliwości skorzystała Małgorzata Król. Postanowiła urozmaicić wieczór swojej przyjaciółce Annie Rus. Za pośrednictwem firmy Party4you umożliwiła jej przejażdżkę po mieście piętrowym autobusem.
Młodzi stoją na platformie do bungee. On klęka, ona płacze: na początku ze wzruszenia, później ze strachu. To zaręczyny!
– Ania nie miała pojęcia, o co chodzi. Zawstydziła się, gdy spotkałam się z nią w Śródmieściu i poprosiłam, żeby przebrała się w strój skrzydlatego anioła – opowiada Małgorzata.
Zdziwienie przyszłej panny młodej sięgnęło zenitu kilka minut później, gdy zatrzymał się przed nią czerwony, angielski bus wypełniony jej koleżankami przebranymi za diablice. Cała impreza odbywała się na górnym, odkrytym poziomie pojazdu ozdobionego transparentem: „Podjęłam decyzję, wychodzę za mąż”.
– Jeździłyśmy głównymi ulicami miasta – wspomina Król. – Tańczące diabły to widok niecodzienny, wzbudzałyśmy ogromne zainteresowanie. Później razem m.in. z harleyowcami, którzy tego dnia mieli zlot w stolicy i postanowili eskortować wesoły autobus, bawiły się w klubie.
Bohater w majtkach
Nie tylko anioły i postacie z piekła rodem mogą zaskoczyć przechodniów. Dzięki pomysłowości organizatorów przedślubnych imprez na warszawskich ulicach można też spotkać superbohaterów.
„Uratuj świat, zanim się ożenisz” – pod takim hasłem firma citygames.pl oferuje kawalerom grę miejską inspirowaną m.in. Latającym Cyrkiem Monty Pythona i Batmanem. Tu przebranie jest równie istotne.
– Wszystko zaczyna się od peleryny, maski na twarz i czerwonych majtek – tłumaczy Rafał Suchodolski, który latem ubiegłego roku wraz z przyjaciółmi zafundował swojemu koledze Maćkowi Góreckiemu właśnie taki wieczór.
– Maciek wiedział tylko, że jest z nami umówiony przy rondzie de Gaulle’a. Oj, niechętnie wciągnął te majtki na spodnie – śmieje się Rafał.
To jednak był dopiero pierwszy krok, by przyszły mąż ze zwykłego śmiertelnika przemienił się w superbohatera. Od razu stanęło przed nim kilka absurdalnych zadań.
– Najpierw czekała go wyprawa po magiczny przedmiot, którego nie ma – opowiada Suchodolski. – Miał go odnaleźć na świętej górze, co było o tyle trudne, że ona również nie istnieje – dodaje. Ale zadanie jest zadaniem: wykonane zostać musi. Uzbrojony w sprzęt wspinaczkowy i kask Maciek zamiast wspinać... czołgał się więc po chodniku. Kolejną z misji było znalezienie sprzętu, który powinien mieć pod ręką każdy zbawiciel świata. Przyszły pan młody prosił więc sprzedawców butików w Złotych Tarasach o użyczenie m.in. nici, z której – jak im tłumaczył – musi wić pajęczą sieć superbohatera.













