REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl

Niemcy

Protest Słowian w Berlinie

Piotr Jendroszczyk 30-05-2008, ostatnia aktualizacja 30-05-2008 03:58
Serbołużyczanie demonstrowali wczoraj w Berlinie w obronie swoich praw
źródło: Reuters
Serbołużyczanie demonstrowali wczoraj w Berlinie w obronie swoich praw

Mniejszość zdana na własne siły. Serbołużyczanie czują się zapomniani i pokrzywdzeni. Domagają się godnego traktowania

– Walczymy o nasze prawa i nie ustąpimy – zapewnia Jan Nuck, szef Domowiny, związku Serbołużyczan, najmniejszego narodu słowiańskiego Europy. Niemała jego część, kilkaset osób, przemaszerowała wczoraj głównym bulwarem Berlina, żądając respektowania jego praw.

– Nie mamy innego wyjścia. Potrzebne są nam środki na utrzymanie szkół, pielęgnowanie tradycji, języka i zwyczajów, a rząd obcina bezustannie dotacje – tłumaczy Nuck. Zamieszkujący graniczące z Polską i Czechami tereny Saksonii i Brandenburgii Serbołużyczanie rozpływają się w morzu niemieckości. Próbują desperacko temu przeciwdziałać.

Podają przykład mniejszości duńskiej w Szlezwiku-Holsztynie. Jest równie niewielka jak Serbołużyczanie (około 60 tys. osób), a dysponuje znacznie większymi środkami finansowymi i ma zaplecze w Danii, skąd otrzymuje podręczniki, prasę, książki i filmy, nie mówiąc o wspólnych przedsięwzięciach kulturalnych. – My jesteśmy zdani na własne siły – tłumaczy Benedikt Dyrlich, szef stowarzyszenia serbskich artystów. Serbołużyczanie na próżno szukają pomocy w Polsce i Czechach.

– Do kogo mamy się zwrócić? W końcu Warszawa finansuje działalność mniejszości niemieckiej w Polsce – mówi Jan Nuck. Domowina domaga się od rządu federalnego oraz od władz Brandenburgii i Saksonii rocznych dotacji, co najmniej 16,5 mln euro. Władze oferują milion mniej. Chodzi jednak nie o pieniądze, ale o ratowanie kultury słowiańskiej, która ma 1400-letnią historię.

– Mamy nadzieję, że nowy szef rządu Saksonii zajmie się swym narodem. Jest jednym z nas – przekonuje Alfons Wicaz, zastępca redaktora naczelnego gazety „Serbske Noviny”. Ma na myśli 49 -letniego Stanislawa Tillicha zaprzysiężonego w środę na premiera Saksonii. – Z Bożej pomocu – powiedział w ojczystym języku na zakończenie przysięgi. Jak większość Serbołużyczan jest katolikiem. To pierwszy Saksończyk i pierwszy Serbołużyczanin na stanowisku szefa rządu największego landu wschodniej części Niemiec. Po zjednoczeniu stanowisko to zajmowali politycy importowani z zachodu. Oskarżany o nieprawidłowości finansowe poprzedni premier Georg Milbradt nie dokończył kadencji i przekazał pałeczkę ministrowi finansów Tillichowi.

Nowy szef rządu świetnie mówi po polsku i po czesku. – Dzięki językowi nigdy nie czułem się w Polsce obco – tłumaczył „Rz”. Związki z naszym krajem utrzymuje jego żona, której ojciec był polskim robotnikiem przymusowym. Został po wojnie na Łużycach i ożenił się z Serbołużyczanką. – Stanislaw ma mnóstwo spraw na głowie, ale obiecał, że do naszych problemów wrócimy – mówi Jan Nuck.

Piotr Jendroszczyk z Berlina

Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Hotele sieciowe radzą sobie lepiej

Polskich hotelarzy cieszy wzrost frekwencji, ale mają problem ze zbyt małą liczbą pokojów w obiektach i przy­cho­dami na jeden po­kój >>