Podlasie

Karolina Cicha o najnowszym albumie „Płyta tatarska": Poezja czysta i niezwykła

Rzeczpospolita/Tomasz Kaczor
O najnowszym albumie „Płyta tatarska" i doświadczaniu wielokulturowości Podlasia opowiada Karolina Cicha, urodzona w Białymstoku kompozytorka i wokalistka.

Rz: Czy pani najnowszy album „Płyta tatarska" ma źródła we wcześniejszej płycie z 2013 roku „Wieloma językami / 9 Languages", na której odmalowała pani muzyczny pejzaż rodzinnego Podlasia po ukraińsku, białorusku, litewsku, rosyjsku, w jidysz i esperanto, ale i właśnie po tatarsku? A może inne fascynacje kulturą tatarską odegrały swoją rolę?

Karolina Cicha: Tak, ta fascynacja rozpoczęła się od poszukiwań repertuaru na poprzednią płytę, na której znalazły się dwa utwory tatarskie. Właśnie od nich zaczęły się nasze próby z Bartem Pałygą i one czarowały nas od początku swą melodyjnością, stepową energią i poetyckim pięknem. Dawały możliwość, bym poszalała z wokalem i „groovem", zaś Bartowi sugerowały śpiew gardłowy lub dobór azjatyckich, nieużywanych często instrumentów. Mniejszość tatarska bardzo żywo zareagowała na pomysł, żeby powstała płytowa antologia ich dziedzictwa. Wiele osób z tego środowiska pisało do mnie, sugerując listę utworów, które powinny się znaleźć na takiej płycie. My zaś chcieliśmy, żeby stała się kanonem pieśni tatarskich, pokazującym muzyczne bogactwo tej kultury.

Myślę, że Polacy niewiele wiedzą o polskich Tatarach. Jak teraz żyją na Podlasiu?

Całkowicie zasymilowani z kulturą polską, mówią po polsku już od kilku wieków. Obchodzą w tym roku 620. rocznicę osadnictwa na ziemiach Księstwa Litewskiego. Są patriotami w tradycyjnym polskim znaczeniu. Wiele dla nich znaczą takie motywy jak marszałek Piłsudski czy „Witaj maj, 3 maj!". A jednocześnie są praktykującymi muzułmanami. Odróżnia ich kultura kulinarna i islam, ale powiedziałabym, że w iście słowiańskim wydaniu. Niezwykła to mieszanka. Dlatego warto się wybrać do Kruszynian czy Bohonik, żeby jej doświadczyć.

Jak pani, poza sugestiami Tatarów, kształtowała repertuar płyty, wybierała instrumenty, a i kostiumy, które można podziwiać w wideoklipach?

Starałam się uwzględnić na płycie utwory istotne. Dlatego pojawia się „Ej guziel kirim" – pieśń niezwykle ważna dla Tatarów krymskich, traktująca o wywózce przez Sowietów w 1944 roku, a także „Tugan tyl", pieśń z XIX wieku Gabdulli Tukaja, którego można nazwać tatarskim Mickiewiczem, o pięknie języka Tatarów nadwołżańskich. Ważne było piękno pieśni – niektórych nie dało się na płycie pominąć. Instrumenty dobieraliśmy wspólnie z Bartem i miał w tej kwestii pole do multiinstrumentalnego szaleństwa. Zaś kostiumy – to improwizacja samotnego stylisty-eklektyka, którym czasami się staję, gdy trzeba się przyozdobić w nowy strój. To improwizacja wokół jakiegoś motywu, a jednak wolna od ortodoksji. Podobnie jest z aranżacjami muzycznymi. Staramy się z Bartem zachować tatarskiego ducha, jednak bez ortodoksji właśnie. Ta by nas chyba zblokowała i pozbawiła radości.

Śpiewa pani po polsku, w jidysz, esperanto – czym charakteryzuje się język tatarski i o czym pani opowiada w piosenkach?

Trzeba by być fonetykiem, żeby umieć nazwać ten rodzaj samogłosek i spółgłosek, którego używają Tatarzy krymscy i nadwołżańscy. Ja to brałam na słuch i próbowałam powtarzać po „native speakerach", aż do momentu, kiedy osiągałam efekt identyczności. Robocze tłumaczenia na własne potrzeby pozyskiwałam od wielu osób, których losy przywiodły w granice naszego kraju. Gościli mnie po tatarsku jak najlepszego gościa. Zaś same pieśni to niezwykła i jednocześnie prosta poezja. Poezja czysta. Warto chyba odesłać wszystkich do książeczki dołączonej do płyty, gdzie wszystkie teksty są przetłumaczone. Te literackie przekłady, redakcje, eseje, mapki i wszystkie te elementy, które się na nią składają, to była osobna robota.

Czym jest dla pani Podlasie i rodzinny Białystok, wyjątkowo wielokulturowy jak na Polskę region?

Kiedy mieszkałam w Białymstoku, nie czułam tego. Trzeba było wyjechać, żeby zobaczyć wielki potencjał miasta i regionu. Jakimś dziwnym trafem ta wielokulturowość do tej pory nikogo istotnie nie zainspirowała, więc czuję, że zapełniam lukę swoją twórczością. A ta luka jest, jak się okazuje, pojemna. Teraz, na przykład, mam w głowie już kolejną płytę „Jeden/wiele" z pieśniami w językach sakralnych Podlasia. Na razie funkcjonuje ona w formie koncertu/przedstawienia. Na albumie znajdą się pieśni pochwalne z katolickich czy prawosławnych świątyń, staroobrzędowych molenn, a także z meczetów czy synagog. Cieszę się, że ten sakralny koncert zainteresował nie tylko dyrektorów festiwali teatralnych, ale też ośrodków religijnych, którym nieobca jest myśl ekumeniczna. Zagramy go m.in. 26 października w dniu modlitwy o pokój na dziedzińcu Centrum Myśli JP2 w Warszawie. Pokojowe współistnienie wielu kultur jest tematem bardzo inspirującym, a Podlasie daje możliwość pokazania tego jak w soczewce.

Czy wiedza o wielokulturowości Podlasia jest wynikiem edukacji, czy dana była przez pani rodzinę, a może wiąże się z korzeniami?

Wynikiem edukacji. Studiowałam polonistykę, interesowałam się kulturą. Korzenie mam typowo polskie, spod Tykocina z domieszką świętokrzyską. Jedna moja prababcia pochodziła z wioski Tatary. Z nią więc łączy się cień nadziei, że jest we mnie jakaś ciekawa domieszka.

Niebawem czekają nas pani koncerty związane z „Płytą tatarską", m.in. w Białymstoku, Supraślu, Kruszynianych, ale i Warszawie. Czego możemy się spodziewać?

Mam nadzieję, że dobrej sztuki – bo o to w tym wszystkim chodzi.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

CV

Karolina Cicha jest kompozytorką, wokalistką i multiinstrumentalistką. Jej droga twórcza rozpoczęła się od koncertów solowych i Teatru Gardzienice. W 2009 roku nagrała piosenkę „Miłość bez jutra" na płytę „GAJCY!" Muzeum Powstania Warszawskiego. Wydała m.in. albumy „Wieloma językami" (2013), „Jidyszland" (2015), „Poland–Pakistan" (2016) z pieśniarzem qawwali Shafqatem Ali Khanem. Jest laureatką GRAND PRIX i Nagrody Publiczności na Festiwalu Folkowym Polskiego Radia Nowa Tradycja oraz pierwszej nagrody na Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie i Chansonsfestival w Kolonii.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL