Muzyczna przygoda na całe życie

aktualizacja: 20.03.2017, 22:00
Ostatni koncert Kasy Chorych.
Ostatni koncert Kasy Chorych.
Foto: materiały prasowe

Legendarna grupa Kasa Chorych pożegnała się 4 marca koncertem w Białostockim Ośrodku Kultury. Jej lider Jarosław Tioskow założył nowe trio z muzykami Dżemu i Oddziału Zamkniętego

REDAKCJA POLECA
20.03.2017
Bluesowe legendy
07.03.2017
Metalmania - ostre granie wraca do katowickiego Spodka
05.03.2017
24 marca w Hali nr 2 MTP w Poznaniu.
27.02.2017
Opole będzie bardziej smart
24.02.2017
Talent, otwartość i skromność
21.02.2017
Warszawski charakter pisma
20.02.2017
Podzielmy się jednym procentem
Kariera.pl
Kiedy mam prawo do pierwszego urlopu?
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Kasa Chorych to najsłynniejszy białostocki zespół, który zorganizował m.in. festiwal Jesień z Bluesem.

– Nikt nie jest prorokiem we własnym mieście, ale wydaje mi się, że nasi fani w Białymstoku bardzo nas lubią, co pokazała duża frekwencja na naszym pożegnalnym koncercie – powiedział nam Jarosław Tioskow. – Bilety wyprzedały się na dwa tygodnie przed tym wydarzeniem. Skłamałbym, że nie jestem osobą rozpoznawalną w Białymstoku, gdyż znają mnie nawet panie z warzywniaka.

Założona przez Ryszarda Skibińskiego i Jarosława Tioskowa w 1975 roku Kasa Chorych to jedna z największych legend polskiego bluesa. Nie tylko dlatego, że jej znakomity harmonijkarz Ryszard „Skiba" Skibiński odszedł w dramatycznych okolicznościach, po przedawkowaniu narkotyków, w czerwcu 1983 roku.

Klimat czasów, w których grupa zaczynała, obrazuje młodym ludziom film o Dżemie „Skazany na bluesa", portretujący Ryszarda Riedla, którego los przypomina historię Skiby. Razem zresztą muzykowali.

– Kiedy zaczynaliśmy, byliśmy bardzo młodymi ludźmi – opowiada Jarosław Tioskow. – Muzyka, podróże po kraju i za granicę, to wszystko razem miało niesamowity wydźwięk. Zapadły mi w pamięć na zawsze. Zarówno te piękne, jak i straszne wydarzenia, jak śmierć przyjaciół, takich jak „Skiba" czy Rysiek Riedel, były konsekwencją słodko-gorzkich czasów. Żyliśmy jak w mydlanej bańce, nie byliśmy świadomi zagrożeń, które mogą nas czekać. Bardzo się cieszę, że teraz w szkołach jest wiele programów profilaktycznych. Mam nadzieję, że dzięki temu uda się uniknąć wielu tragicznych śmierci młodych ludzi spowodowanych przez narkotyki lub inne substancje odurzające.

„Skiba" to dziś legenda.

– Rysiek Skibiński był moim kumplem, jednym z najwspanialszych przyjaciół, jakich miałem – mówi Jarosław Tioskow. – Rysiek był ode mnie starszy, miał bardzo duży wpływ na moją osobowość, właściwie zmienił moje życie. Nigdy bym nie przypuszczał, że będę bluesmanem. Ale on był totalnie nawiedzony na bluesa. Wszystko robiliśmy razem, łączyła nas muzyka. Podobne myśleliśmy.

Dzisiejsza rzeczywistość muzyczna różni się zdecydowanie od peerelowskiej. – „Skiba" zawsze mówił, że trzeba wyjeżdżać za granicę, bo w naszym kraju jest tylko syf i brud. Mówił, że trzeba coś zobaczyć, przeżyć coś ciekawego. I wyjechał – wspomina Jarosław Tioskow. – Przywiózł ciuchy, przyprawy, perfumy, a także płyty ze świetną muzyką. Teraz mamy to wszystko na wyciągnięcie ręki. Nie musimy się niczego wstydzić, mamy wszystkiego pod dostatkiem. Jeżeli chodzi o muzykę, wiadomo, że kiedyś nie mieliśmy łatwego dostępu do studia oraz różnych nowinek technicznych. Graliśmy tak, jak potrafiliśmy, robiliśmy mnóstwo prób, które kształtowały nasze umiejętności. Paradoksalnie, trudniej jest dzisiaj być artystą i móc się z tego utrzymać, gdyż rynek jest bardzo nasycony i zaistnieć na nim jest nie lada sztuką.

A jednak Jarosław Tioskow działa dalej. – W Kasie Chorych przez 40 lat grało wielu ciekawych muzyków i mimo wielu zmian personalnych muzyka była zawsze ta sama – mówi muzyk. – W zeszłym roku podjąłem decyzję o zamknięciu działalności Kasy Chorych. To efekt zmęczenia. Popularność bluesa w Polsce jest znikoma, co negatywnie wpływa na mnie oraz na moją twórczość, a także na poziom i komfort życia. Trio, które założyliśmy wraz z Jurkiem Styczyńskim oraz Krzysztofem Wałeckim, jest dla mnie odskocznią od tego, co robiłem dotychczas. Gramy nie tylko muzykę bluesową, ale i kompozycje rockowe Krzysia Wałeckiego, a także wiele wspaniałych standardów, które dają szansę na improwizację. Zagraliśmy już kilka bardzo dobrych koncertów, może w przyszłości uwiecznimy nasze miłe spotkania muzyczne na płycie. A jeżeli nie – na pewno będziemy się widywać na koncertach.

Inny zespół Jarosław Tioskow założył ze Sławkiem Wierzcholskim oraz Andrzejem Urnym. – To również moi muzyczni przyjaciele, z którymi czuję się na scenie bardzo komfortowo – mówi muzyk. – Będziemy razem koncertować.

POLECAMY

KOMENTARZE