Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Życie Ziemi Łódzkiej

Robot, który wyda lekarstwa

materiały prasowe
Łódzcy startupowcy trzymają się razem – mówi Stanisław Radomiński, wiceprezes i wspólnik startupu Quizit.

Rz: Łódź słynie z silnego sektora medycznego. Czy miało to wpływ na powstanie produktu UnitDoseOne?

Stanisław Radomiński: Poniekąd tak, ponieważ mój wspólnik, Jakub Musiałek, zajmował się z sukcesami obrazowaniem radiologicznym. W jednym z amerykańskich szpitali zobaczył wielkiego robota, który przygotowywał leki dla pacjentów. Dwa lata później, czyli w 2015 r., stwierdził, że warto popracować nad podobnym rozwiązaniem. Pierwszy zespół się rozpadł, obecne rozwiązanie zaczął budować dopiero drugi, do którego dołączyłem. Na początku było nas czterech, głównie konstruktorzy automatycy, dziś na pokładzie jest 17 osób, większość pracuje na etacie. Potrzebowaliśmy ludzi o różnorodnych specjalnościach, robot bowiem rozpoznaje, pobiera i pakuje leki do saszetek, aby potem wydać je w zestawach dla pacjentów. Wszystkie procesy trzeba zaprojektować, zbudować poszczególne podzespoły, a potem to wszystko należy uruchomić i zintegrować z systemem informatycznym szpitala. Długi czas sprawdzaliśmy, czy system w ogóle zadziała, czy uda nam się go stworzyć. Pierwszy prototyp powstał ze środków własnych, później udało nam się pozyskać dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w kwocie około 3,6 mln zł, na projekt o wartości 5 mln zł. Zakończymy go w czerwcu przyszłego roku.

Oferujecie narzędzie do selekcji i podawania leków. Jak to działa?

Po tym jak lekarz przepisze pacjentowi leki, nasz system zbiera te dane z systemu informatycznego szpitala i określa, jakie leki i w jakich dawkach będą potrzebne. Potem sprawdza stany magazynowe w systemie UnitDoseOne, a gdy czegoś może na dany dzień zabraknąć, zgłasza, że do urządzenia trzeba zapakować dodatkowe dawki. Farmaceuta podaje leki do urządzenia, otwierając pudełko. System skanuje kod kreskowy oraz weryfikuje prawidłowość podania leku poprzez system wizyjny. Może rozpoznać farmaceutyk po kształcie, kolorze czy rozmiarze. Już na tym etapie mamy oszczędności dla szpitala w związku z uszczelnieniem procesu wydawania leków i zmniejszamy niebezpieczeństwo dla pacjentów, ponieważ mamy potwierdzenie zapakowania, a później wydania właściwego leku. Następnie urządzenie pakuje leki do kaset, w każdej jest tylko jeden rodzaj. To takie tymczasowe magazynki, które umieszczane są w szafach dystrybucyjnych. Kolejno program dobiera z danej szafy leki dla konkretnych pacjentów i łączy je w zestawy na daną porę podania czy cały dzień. Zatem rola farmaceuty w procesie sprowadza się do początkowej, prawidłowej identyfikacji leku, a pielęgniarki do pobrania go z urządzenia i dostarczenia pacjentowi.

Jakie to może przynieść oszczędności?

Dopiero robimy pilotaż w Centrum Zdrowia Matki Polski w Łodzi, ale opierając się na statystykach, oszczędzamy na kradzieżach, przeterminowaniu czy złym podaniu od 7 do 30 proc. budżetu lekowego w szpitalu, średnio między 10 a 15 proc. Do tego dochodzi oszczędność czasu pracy pielęgniarek, ponieważ system jest wysoce zautomatyzowany i wykonuje za nie wiele żmudnych czynności, pozostawiając więcej czasu na opiekę nad pacjentem. Z kolei farmaceuta w takim układzie przestaje być magazynierem, a może aktywnie włączyć się w pomoc pacjentom, stając się farmaceutą klinicznym. Kiedy byliśmy w Centrum Zdrowia Dziecka, dowiedzieliśmy się, że ośrodkowi potrzeba dodatkowo ok. 40 pielęgniarek. Nasze rozwiązanie, optymalizując ich pracę, powoduje, że nie trzeba będzie zwiększać zatrudnienia. Słowem, system może rozwiązać poważny problem braków w tym zawodzie. To długofalowe zyski. Testy rozpoczęliśmy niedawno, jednak jak na razie wszystko idzie dobrze.

Jakie macie perspektywy sprzedażowe, biorąc pod uwagę, że zamawiający pochodzi z sektora publicznego?

Urządzenie pakujące dla 200-łóżkowego szpitala to koszt od około 1 mln zł. Lecz wszystko zależy od konfiguracji, bardziej skomplikowane rozwiązanie może kosztować kilkanaście czy kilkadziesiąt milionów złotych, a koszt zależny jest między innymi od ilości maszyn, które musimy wstawić do szpitala. To są bardzo duże kwoty, ale pracujemy też nad ofertą wynajmu zestawu. Firmy leasingowe są tym zainteresowane, ze względu na małe ryzyko, ponieważ taki system można przenosić między szpitalami. Jeżeli chodzi o sektor publiczny, to obserwujemy rosnące zainteresowanie projektem nie tylko wśród dyrektorów szpitali, ale także marszałków województw oraz Ministerstwa Zdrowia.

Jak nowatorski jest UnitDoseOne? Macie dużą konkurencję?

Podobny, w pełni zautomatyzowany produkt mają trzy firmy na świecie, jedna amerykańska i dwie europejskie. Jedna z nich próbuje swoich sił na rynku polskim. Tego typu rozwiązania są bardzo drogie. W Sosnowcu szpital wydał ok. 6 mln zł na taki system, w Ameryce w jednym ze szpitali funkcjonuje rozwiązanie o wartości kilkunastu milionów dolarów. My chcieliśmy bardziej modułowego układu, żeby mniejsze szpitale także mogły z niego korzystać. Trzeba dodać, że nawet w USA, w pełni zautomatyzowane systemy selekcji i podawania leków są rzadkością. Powszechne są tam za to półautomatyczne systemy, wspierające ręczną dystrybucję leków, które nie rozwiązują jednak wielu problemów, które daje system w pełni zrobotyzowany.

Udało się wam zainteresować swoim projektem inwestorów prywatnych?

Mieliśmy wejście kapitałowe Michała Bieleckiego, czyli anioła biznesu. Teraz szukamy inwestora strategicznego z większym kapitałem, żeby wejść w fazę sprzedażową. W tej chwili jesteśmy na etapie patentowania trzech rozwiązań, ponieważ są wysoce innowacyjne. Pomimo inspiracji już istniejącymi rozwiązaniami, znanymi chociażby z systemów magazynowych czy sortujących, udało nam się stworzyć wiele układów, które nie mają swoich odpowiedników i nie były wcześniej stosowane lub były stosowane w zupełnie inny sposób. Nasze pomysły zyskują uznanie podczas imprez branżowych i technologicznych. W Zabrzu dostaliśmy nagrodę specjalną Śląskiego Parku Technologii Medycznych, a w Gdańsku zajęliśmy drugie miejsce podczas InfoShare Startup Contest 2017. Braliśmy też udział w prestiżowej imprezie EU TOP 50 dla najlepszych startupów z całej Europy. A w USA dostaliśmy nagrodę za najlepszy startup z dziedziny robotyki

Co zawdzięczacie Łodzi?

Bez absolwentów Politechniki Łódzkiej nie byłoby produktu. Ponadto mamy w zespole dwóch doktorantów z politechniki i dr. hab. Grzegorza Granosika, który jest jednym z kierowników badawczych. Jeżeli chodzi o ekosystem startupowy w mieście, to jest to dość wąskie grono i prawie wszyscy się znamy. Jakub Musiałek jest animatorem wielu działań tego środowiska. Dwa razy organizował Startup Weekend czy niedawny, pierwszy BarCamp wspierany przez Google. Korzystamy z efektów synergii między projektami, wymieniając informacje o finansowaniu. Zdarza się nawet, że pracownicy przechodzą między poszczególnymi firmami. Łódzcy startupowcy trzymają się razem. To bardziej platforma współpracy niż konkurencji.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL