Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Łódzkie

Kibice płacš i nie chcš czekać

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Choć po rundzie wiosennej III ligi piłkarze tego klubu tracš do lidera tylko 2 punkty, kibice nie zostawiajš na piłkarzach suchej nitki.

Działacze broniš się, że nikt w klubie nawet nie dopuszcza do siebie myœli, że drużyna nie awansuje w tym sezonie do II ligi, a wtedy latem nikt nie będzie pamiętał o remisie w Wikielcu czy porażce w Sulejówku.

Ale fani stracili już cierpliwoœć i przestajš wierzyć, że Franciszek Smuda wie, co robi. Po meczu w Wikielcu o mało nie doszło do rękoczynów między rozgoryczonymi kibicami a piłkarzami. Pod koniec rundy atmosfera na trybunach była naprawdę goršca, gracze nasłuchali się bardzo ostrych słów i żegnani byli głównie gwizdami.

– Czasami tym kibicom się nie dziwię – mówi „Rzeczpospolitej" trener Smuda, który objšł drużynę na poczštku sezonu. – Ale to nie wina zawodników, że nie mamy jeszcze takiego składu, żebyœmy wszystkich mogli ogrywać tak, jak chcemy. Kibice wyobrażajš sobie, że to będzie taka drużyna, jakš mieli 20 lat temu a takiej drużyny na razie nie ma. Po to jednak przyszedłem do Widzewa, żeby jš zbudować – obiecuje były selekcjoner reprezentacji Polski.

– Łódzcy fani majš wielki głód dobrej piłki. Przez wiele lat byli przyzwyczajeni do gry w ekstraklasie, pucharach europejskich, do walki o mistrzostwo. Nie mogš zrozumieć, dlaczego ich kochany Widzew remisuje w Wikielcu. Ale gdy tylko ta drużyna będzie awansować, to kibice zacznš inaczej podchodzić do naszej pracy. Rozumiem ich strach, że na kolejny rok klub może zostać w III lidze. I stšd ta agresja – dodaje Smuda.

300 km do Wikielca

Frustrację kibiców rozumie też Marcin Olczyk, rzecznik prasowy klubu: – Fani majš bardzo ważny udział w odbudowie Widzewa. A swojš frustrację, niezadowolenie mogš wyrazić jedynie na meczu. Chcieliby zobaczyć dobrš piłkę, a przede wszystkim dobre wyniki. A jak się jedzie 300 km do Wikielca, to po nieudanym meczu gdzieœ tam emocje i nerwy mogš dać znać o sobie – tłumaczy Olczyk.

Kibicom rzeczywiœcie nie można odmówić zasług we wspieraniu klubu po bankructwie w 2015 r. i odbudowie od IV ligi. Fani czujš się współodpowiedzialni za Widzew i podkreœlajš to na każdym kroku, choćby wspierajšc klub finansowo w ramach Wielkiej Orkiestry Widzewskiej Pomocy.

– Do tego dochodzi œwietna frekwencja i znakomite wyniki sprzedaży karnetów. Latem znowu pobiliœmy własny rekord Polski – dodaje rzecznik klubu. A trener Smuda chwali kibiców za znakomity doping: – Ludzie, którzy trafiajš na Widzew z zewnštrz, mówiš, że mamy atmosferę jak na Lidze Mistrzów.

Wszyscy majš zapewnione bardzo dobre warunki pracy. Organizacyjnie klub próbuje funkcjonować na poziomie porównywalnym z ekstraklasš. – Myœlę, że to nam się udaje – ocenia Marcin Olczyk. – Piłkarze dysponujš indywidualnie naprawdę wysokimi umiejętnoœciami, majš w swoich CV bardzo dobre wyniki z poprzednich sezonów. Jest też doœwiadczony trener. Dlatego wszyscy chcš, by to wszystko od razu zaskoczyło i by Widzew kroczył od zwycięstwa do zwycięstwa – mówi rzecznik.

– Na pewno każdy – i ja, i piłkarze, i działacze, i oczywiœcie kibice – wyobrażaliœmy sobie Widzew na pierwszym miejscu po rundzie jesiennej. Ale 2 punkty, jakie dzielš nas od pierwszego Sokoła Aleksandrów Łódzki, to nie jest poważna strata, szczególnie porównujšc z ubiegłym rokiem, kiedy traciliœmy do lidera aż 12 punktów. Dwa punkty to kwestia jednego meczu – tłumaczy trener.

Smuda podtrzymuje wiarę w plan przedstawiony przed sezonem przez działaczy i strategicznego sponsora, firmę deweloperskš Murapol, by Widzew rok po roku wspinał się po ligowej drabinie i za trzy lata powrócił do ekstraklasy.

Tylko jeden rok

– Awans do II ligi jest w naszym zasięgu. Układ meczów mamy bardzo korzystny: cała czołówka gra u nas. Umawiałem się z zarzšdem, że tylko jeden rok mogę pracować w III lidze, bo już drugi to nie wiem, czybym dał radę. Na tym szczeblu rozgrywek stadiony sš takie, że do człowieka wszystko dochodzi: ktoœ krzyknie coœ zza linii – my to słyszymy na ławce trenerskiej, słyszš to piłkarze... Nie wyobrażałem sobie, że to jest aż tak ucišżliwe – mówi Smuda. I przyznaje, że na prowadzenie żadnego innego klubu na tym poziomie by się nie zdecydował: – Miałem siły i odwagę tylko na Widzew.

– Założenia mamy takie, by co pół roku organizować drużynę coraz silniejszš i co roku wywalczyć awans. Liczę się z tym, że jedynie w I lidze może nam się za pierwszym razem nie udać, ale wtedy będziemy już na zapleczu ekstraklasy, to będzie zupełnie inna gra – dodaje trener, który przejšł drużynę już w trakcie okresu przygotowawczego do sezonu i tłumaczy, że w zasadzie zdšżył jedynie trochę popracować nad przygotowaniem fizycznym.

– Teraz mamy dużo więcej czasu na przygotowanie się do rundy oraz na uzupełnienie składu o zawodników, których naprawdę potrzebujemy – mówi. I wyjaœnia, co jest największym problemem drużyny: – W każdym meczu mamy wiele sytuacji, tylko że tym napastnikom, na których wszyscy tu liczyli, nic nie wychodzi. Nasi obrońcy i pomocnicy więcej bramek strzelili niż napastnicy.

Pięć transferów

Mówi się, że klub zimš sprowadzi pięciu nowych graczy, głównie napastników. – Jest za wczeœnie, by mówić o planowanych zmianach w klubie. Rzeczywiœcie w różnych mediach przewija się informacja o pięciu nowych zawodnikach, ale nie wiem, skšd akurat ta pištka się wzięła – mówi „Rzeczpospolitej" rzecznik klubu Marcin Olczyk. – Wiem, że trener bardzo ceni piłkarzy, których ma do dyspozycji. I na pewno chciałby teraz przygotować ich do nowej rundy całkowicie po swojemu.

Bardziej otwarcie o planowanych transferach mówi sam Smuda: – Pięć transferów? Na pewno będzie. Może być nawet szeœć, jeœli będzie szansa zakontraktować takich napastników, którzy pasujš do naszej gry i sš w stanie zapewnić wysokš jakoœć ataku. Rozmawiamy o tym i ze sztabem, i z zarzšdem.

Widzew nie tracił punktów z najsilniejszymi zespołami ligi. Wpadki zdarzały się mu z drużynami zdecydowanie słabszymi, co oznacza, że największym problemem drużyny jest atak pozycyjny. – Poza tym wszyscy się na nas mobilizujš. Każdemu, kto przyjeżdża na nasz piękny stadion, atmosfera podnosi ciœnienie. Dlatego każda z tych słabszych drużyn chce wypaœć jak najlepiej – tłumaczy Smuda.

Przelana czara goryczy

Ale kibice majš już dosyć takich tłumaczeń. Jak zauważajš na różnych forach i w mediach społecznoœciowych, równie dobrze można by powiedzieć, że ta atmosfera powinna słabszym drużynom pętać nogi. Tymczasem jeœli ktoœ w rundzie jesiennej miał spętane nogi, to piłkarze Widzewa na stadionie Polonii Warszawa. I trudno powiedzieć, czy przyczynš na pewno był goršcy doping fanów Czarnych Koszul, czy jednak presja, jakš na swoich piłkarzy wywierajš łódzcy kibice.

Mecz z Poloniš odbył się dwa tygodnie po remisie w Wikielcu z miejscowym GKS – czerwonš latarniš ligi. To tam przelała się czara goryczy – i u kibiców, i u piłkarzy rozgoryczonych wyzwiskami, jakie coraz częœciej padały z trybun. Tydzień póŸniej piłkarze po wygranym u siebie spotkaniu z Pelikanem Łowicz nie podeszli – jak majš w zwyczaju – pod trybunę kibicowskš podziękować za doping. Następnie po remisie w Warszawie fani w ostrych słowach wykrzyczeli, co myœlš o takim zachowaniu, a tydzień póŸniej presja sięgnęła takiego poziomu, że Widzew po raz pierwszy przegrał na własnym stadionie, i to z walczšcym o utrzymanie ŁKS Łomża.

Dalej nie było lepiej, odkšd z trybun w kierunku graczy zaczęły lecieć wyzwiska Widzew gra jeszcze słabiej. To powinno dać do myœlenia i kibicom, i piłkarzom.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL