Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Ziemi Łódzkiej

Łódzka odsłona depeszomanii

Dave Gahan
Fotorzepa / Piotr Nowak
Depeche Mode zagra w Atlas Arenie 9 lutego. Zespół wystšpi też 7 lutego w Krakowie i 11 lutego w Trójmieœcie, gdzie bilety sš wyprzedane.

Trudno w to uwierzyć, ale depeszomania trwa już od 1980 r. Trio należy do œwiatowej czołówki. Sprzedało ponad 100 mln albumów.

Niesamowite tournée

Płyta „Spirit", wydana w 2017 roku, jest czternastš w dyskografii zespołu, a w Polsce była jednym z dwóch największych płytowych bestsellerów minionego roku. Kupiło jš ponad 50 tys. fanów.

W Stanach Zjednoczonych debiutowała na pierwszym miejscu „Billboardu". W pierwszy weekend obecnoœci w sklepach rozeszły się 64 tys. egzemplarzy. To był największy fonograficzny sukces zespołu w Ameryce od czasu premiery „Sounds of Universe" w 2009 roku.

Znakomicie szła również w zeszłym roku sprzedaż biletów na pierwszš częœć œwiatowego tournée. 17 pierwszych występów na europejskich stadionach przyniosło dochód 46,5 mln dolarów za ponad 600 tys. sprzedanych biletów. W Hanowerze podczas dwóch koncertów zgromadziło się 150 tys. fanów, co dało 6,2 mln dolarów. Najbardziej dochodowy był jednak występ na London Stadium. Wysokie ceny sprawiły, że 65 tys. fanów zapłaciło za wejœcie na koncert łšcznie 5,2 mln dolarów. Warszawski show na PGE Narodowym miał podobnš frekwencję, co koncerty w Rzymie i w Mediolanie – obejrzało go blisko 55 tys. fanów, a dochód miał wynieœć około 3,3 mln dolarów.

Depeche Mode przyzwyczaili wszystkich do znakomitych i dochodowych koncertów. Poprzednie tournée, złożone z blisko stu występów dla 2 mln fanów, przyniosło 150 mln dolarów.

Od sierpnia muzycy koncertowali w Ameryce. Od listopada do lutego goszczš w europejskich halach, zaœ w marcu pojadš do Ameryki Łacińskiej. Repertuar halowych koncertów jest nieco krótszy od stadionowych. Rozdzielone zostały też piosenki œpiewane przez Martina Gore'a. Muzycy nie wykonujš już „Heroes" w hołdzie dla Davida Bowiego. Na koniec œpiewany jest „Personal Jesus".

O tym, że Polska jest szczególnym miejscem dla Depeche Mode, œwiadczy to, że podczas zimowej odsłony tournée tylko w naszym kraju odbędš się trzy halowe występy. Więcej – szeœć – zaplanowano jedynie w Niemczech. A warto pamiętać, że Depeche Mode powróci latem na Open'era. To będzie już jednak show organizowany przez innego promotora niż Live Nation – Alter Art.

Rewolucja

Depeche Mode ma w dorobku wiele szlagierów, ale po premierze nowej płyty „Spirit" fani czekajš szczególnie na przebój „Where's Your Revolution", bodaj najostrzejszš politycznš piosenkę Depeche Mode.

– Dave Gahan i Martin Gore skomponowali jš już kilka lat temu, tak jakby mieli przeczucia na temat tego, co się wydarzy – powiedział nam Andy Fletcher. Teraz piosenka trafiła na idealny moment. Œwiat zaczšł wariować, polityczne wahadło wychyliło się mocno na prawo i obserwujemy wszędzie falę populizmu. Najpierw mieliœmy brexit, a potem wybór Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Wszyscy czekaliœmy na to, co się wydarzy we Francji, gdzie prezydentem mogła zostać Marine Le Pen. Jestem jedynym członkiem grupy, który został w Wielkiej Brytanii, ale nastroje wszędzie sš mniej więcej podobne. Spotykamy się zresztš w Londynie, ponieważ odbywajš się tu próby. Napięcie jest duże. W Londynie mieszka bowiem najwięcej imigrantów, ale też Brytyjczyków, którzy byli przeciwko brexitowi. Za wyjœciem z Unii Europejskiej opowiedzieli się przede wszystkim mieszkańcy małych miasteczek i ludzie starsi. Zrobili nam kłopot. Nie wiem, na co głosowali.

Tytuł albumu „Spirit" ma szczególny wyraz.

– Pytamy o to, co się dzieje z duchem ludzkoœci, z humanizmem – mówi Andy Fletcher. – Osobiœcie odnoszę go przede wszystkim do dobrej atmosfery, dobrego ducha w zespole. Naprawdę nastrój w grupie jest znakomity. Bodaj najlepszy, odkšd pamiętam. Przeszliœmy razem wiele, a teraz panujš między nami bardzo dobre relacje. Mamy wielki głód tworzenia nowej muzyki i koncertowania.

Większoœć uważa, że Depeche Mode to grupa grajšca muzykę elektronicznš, a przecież wiele piosenek opartych jest na bluesie.

– Nie ma co się sugerować instrumentarium – mówi klawiszowiec zespołu. – Używamy dużo elektroniki, ale moi koledzy interesujš się innymi gatunkami. Blues jest wœród nich i odgrywa dużš rolę. I tak było od poczštku. Vincent Clark, z którym zakładałem Depeche Mode, łšczył blues i brzmienia syntezatorów.

Depeszomania trwa na œwiecie od wielu lat.

– Nie możemy narzekać – komentuje Fletcher. – Nasi fani to bardzo mili ludzie, często spotykam się z miłymi gestami na ulicy, a jednoczeœnie nie jestem zamęczany proœbš o rozmowę. Myœlę, że tacy fani to skarb. Odczuwamy z nimi mocnš więŸ. To widać na koncertach. Z Polski zapamiętałem przede wszystkim pierwszy koncert u was, bo to był nasz pierwszy występ za żelaznš kurtynš. Trudno nie pamiętać próby, na której towarzyszyli nam policjanci. Nigdy wczeœniej ani póŸniej czegoœ podobne nie przeżyliœmy. Ale przyjęcie fanów był znakomite. Wtedy i póŸniej też. Czujemy z Polskš dużš więŸ.

Trudny czas

Tajemnicš sukcesu zespołu jest być może to, że funkcjonuje w stanie nieustannego kryzysu, co wymaga cišgłej mobilizacji.

– Pomimo wieloletniej kariery, pomimo wielu wydanych albumów i zagranych koncertów jesteœmy pesymistami i czujemy się niepewnie – powiedział Martin Gore w wywiadzie dla „Guardiana". – Od czasu „Black Celebration" w 1986 r. nikt z nas nie jest w stanie zagwarantować, że spotkamy się, aby nagrać kolejny album. Lata mijajš, a my wcišż nie potrafimy się dobrze komunikować. Jesteœmy przynajmniej delikatnie dysfunkcyjni, ale może to właœnie nas łšczy i ostatecznie daje szansę na wzajemne porozumienie.

Paradoks funkcjonowania jednego z najsłynniejszych zespołów œwiata polega na tym, że jego członkowie nie sš już facetami z sšsiedztwa. Martin Gore przeniósł się do Santa Barbara w Kalifornii, Dave Gahan wybrał Nowy Jork i tylko Andy Fletcher mieszka w Anglii, w Londynie. Może dlatego się nie pozabijali, a każde spotkanie staje się poczštkiem muzycznego œwięta.

Najgorsze były lata 90., gdy Gahan uzależnił się od heroiny. Gore zaprzecza jednak, że piszšc o najciemniejszych stronach ludzkiego życia, opisywał wyłšcznie problemy wokalisty.

– Obserwowałem siebie – tłumaczy. – Sam miałem ze sobš wiele problemów. Już na poczštku kariery zauważyłem, że mam zbyt dużš skłonnoœć do alkoholu. Potem przez lata byłem strasznym alkoholikiem.

Gore zauważa, że tolerancja dla uzależnionych gwiazd jest większa niż dla zwykłych ludzi.

– Jakie to zabawne zobaczyć pijanego idola œpiewajšcego w barze! – ironizuje. – Na poczštku dobrze się bawiliœmy takš rolš. Ale jest cienka linia, po której przekroczeniu zaczyna się koszmar. Kiedy na œniadanie musisz wypić dwa kieliszki wódki, zaczyna być niedobrze.

Najgorszy był czas rozwodu Gore'a, który przypadł na okres nagrywania albumu „Playing the Angel" w 2005 r.

– Martin przychodził do studia lekko pijany – wspomina Gahan. – Wiedzieliœmy, że mamy tylko kilka godzin, bo potem będzie za póŸno na cokolwiek. Producent Ben Hillier wieszał mu gitarę na szyi i nagrywaliœmy, ile się da i co się da.

Gahan przejšł wtedy częœć obowišzków kompozytorskich. Zdecydował się na karierę solowš. To z pewnoœciš podziałało na ambicję Gore'a, który nie chciał tracić pozycji kompozytora-lidera. Od tego czasu obaj połšczyli swoje talenty. Ale gdy uwolnili się od nałogów, w 2009 r. podczas tournée u Gahana odkryto guza. Nie było wyjœcia: Gahan musiał przerwać koncerty, by poddać się leczeniu.

– To był czas, kiedy byłem bliski wezwania menedżera i zakomunikowania mu, że już nigdy nie wrócę na scenę – wspominał. – Cały czas spędzałem z żonš i dziećmi. Przyszła przepiękna nowojorska wiosna. Było piękne słońce, kwitły drzewa i ogrody. Zobaczyłem, ile traciłem, koncertujšc, i co mogę stracić, jeœli umrę.

Jednak strach minšł i Gahan przekonał onkologa, żeby kontynuować terapię w przerwie między występami.

– To było strasznie trudne – dodaje. – Cišgle dopadały mnie jakieœ choroby, byłem osłabiony, skręciłem nogę. Na szczęœcie chemioterapia ograniczyła postępy dolegliwoœci. Mogłem się cieszyć koncertami, tak jakby były ostatnie w moim życiu. A potem przyszło ozdrowienie.

Znamy już terminy kolejnych koncertów w łódzkiej Atlas Arenie. 9 marca wystšpiš C.C. Catch i Thomas Anderson i Modern Talking Band. 7 kwietnia swój ulubiony zespół przypomnš sobie fani The Kelly Family. 18 kwietnia zagrajš Thirty Seconds To Mars., zaœ 29 lipca Scorpions.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL