Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Łódzkie

Widownia wypełniona po brzegi

materiały prasowe
Wybieram teatr istotny, ważny, który stara się mówić o œwiecie, opisywać i diagnozować jego szaleństwo – mówi Waldemar Zawodziński, szef Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi

Rz: Od 2014 roku nie reżyserował pan w Teatrze im. Jaracza. Co się z panem działo, zanim powrócił pan kilka miesięcy temu na fotel dyrektorski, który zajmował pan wczeœniej przez 23 lata?

Waldemar Zawodziński: Dużo pracowałem. W tym czasie zrealizowałem m.in. „Cabaret" Johna Kandera i polskš premierę „Łowcy" Dawn King w radomskim Teatrze Powszechnym, „Króla Ubu" Krzysztofa Pendereckiego w Operze Œlšskiej w Bytomiu, „Latajšcego Holendra" Richarda Wagnera, „Poławiaczy pereł" Giacomo Pucciniego w Operze Wrocławskiej, a także widowisko plenerowe dla ponad 30 tysięcy widzów, czyli „Hiszpańskš noc z Carmen – Zarzuela Show", przygotowane w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016, w którym udział wzięło 500 wykonawców z Polski i z zagranicy. Wyreżyserowałem także w łódzkiej PWSFTViT dwa spektakle dyplomowe: „Œlub" i „Operetkę" Witolda Gombrowicza.

W jakiej kondycji zastał pan zespół po tej przerwie?

W takiej, w jakiej go zostawiłem. Dobrej. Dwa lata to za mało, żeby stworzyć nowe oblicze zespołu. Za mało także, żeby zniszczyć jego potencjał.

Jaki był powód pańskiego odejœcia?

Zawsze byłem zdania, że dyrektor artystyczny powinien być jednoczeœnie dyrektorem naczelnym, ponoszšcym jednoosobowš odpowiedzialnoœć za teatr. W końcu teatr to nie fabryka. Co prawda „produkujemy" sztukę, ale jesteœmy rozliczani z poziomu artystycznego naszej pracy. Model podwójnej dyrekcji już wystarczajšco się skompromitował. Również w innych teatrach.

Jesteœmy po premierze „Placu Bohaterów" Grzegorza Wiœniewskiego, jakie inne spektakle zaproponuje pan widzom w tym i następnym sezonie? Jakich reżyserów zaprosi pan do współpracy?

Mam wiele pomysłów. Prowadzę rozmowy z uznanymi twórcami. Zaplanowane premiery stanš się bardzo wyrazistš i mocnš wypowiedziš, której zamiarem jest przedstawienie wszystkich niebezpieczeństw i zagrożeń, wynikajšcych z obecnej kondycji œwiata. W repertuarze znajdš się zarówno wybitne dzieła klasyki polskiej i œwiatowej, jak i najciekawsze, nieunikajšce kontrowersyjnych tematów, propozycje dramaturgii współczesnej. W najbliższym czasie planuję m.in. „Z miłoœci" Petera Turriniego i „Cabaret" Johna Kandera w mojej reżyserii, polskš prapremierę „Otchłani" Jennifer Haley w reżyserii Mariusza Grzegorzka, „Trzy siostry" Antona Czechowa w reżyserii Jacka Orłowskiego, „Idiotów" Larsa von Triera w reżyserii Marcina Wierzchowskiego oraz „Marzycieli" Jolanty Janiczak w reżyserii Wiktora Rubina. Z myœlš o przyszłym dojrzałym widzu chcę wrócić do tradycji spektakli dla dzieci. Poprzez najpiękniejsze baœnie ze œwiatowego kanonu klasyki postaramy się kształtować wrażliwoœć, gust i zainteresowanie teatrem u naszej najmłodszej publicznoœci. Pierwszš premierš będzie „Królowa Œniegu" wg Hansa Christiana Andersena w reżyserii Janiny Niesobskiej. W „Jaraczu" znajdzie się także miejsce dla najmłodszych, najbardziej interesujšcych i uzdolnionych reżyserów. Niezwykle istotnš częœciš moich planów jest repertuar lżejszy – komedie, spektakle muzyczne, kryminały. Chcemy powrócić do tradycji sceny 7.15, czyli do szlachetnej rozrywki na wysokim poziomie artystycznym. Nawišzujšc do bogatej tradycji teatrzyków ogródkowych, zamierzamy powołać Scenę Letniš, na której będziemy grać od maja do wrzeœnia. „Lekki" repertuar opierać się będzie na niebanalnych nowoœciach.

Co uważa pan za największy sukces swojej poprzedniej dyrekcji?

Dla mnie zawsze bardzo ważna była tak zwana codziennoœć w teatrze, która przekładała się na przedstawienia grane co wieczór na trzech scenach dla wypełnionej po brzegi widowni. To jest istota sukcesu.

Przez kraj przetoczyła się fala zmian na dyrektorskich fotelach wielu scen. Majš polityczne, ale i artystyczne powody. Jaki teraz trzeba proponować teatr, by nie dawać widzom tylko rozrywki, ale też nie zamęczyć ich nadmiernym eksperymentowaniem?

Chciałbym, aby sztuka była apolityczna. Publicystyka w teatrze też mnie nie interesuje, ale jesteœmy unurzani w rzeczywistoœci, której nie sposób lekceważyć. Staranna selekcja tekstów dramatycznych jest podstawš do stworzenia inscenizacji, które ukażš naszš rzeczywistoœć na wielu poziomach. Dzisiejszy œwiat ulega degradacji, tworzš się bolesne podziały i konflikty. To, co jednego dnia wydaje się niewyobrażalne, za miesišc jest już normalnoœciš. Zmieniajš się kategorie dobra i zła, znany od tysišcleci system wartoœci nieustannie poddawany jest ogromnej destrukcji. Współczesny człowiek jest nieprzystosowany, zagubiony i samotny. Żyje w strachu i pod presjš. Nie potrafi odnaleŸć własnej tożsamoœci. To powoduje rosnšce antagonizmy, frustrację i agresję. Każda moja decyzja o wprowadzeniu tytułu do realizacji jest poprzedzona długim namysłem. Przekaz, jego treœć i forma muszš być fundamentalne i dla realizatorów, i dla widzów. Wybieram teatr istotny, ważny. Teatr, który stara się mówić o œwiecie, opisywać i diagnozować jego szaleństwo. Zasadnicze jest pytanie, o czym i jakim językiem chcemy mówić. Podstawš jest zawsze sens.

Co będzie dalej z festiwalem Nowa Klasyka Europy?

Chcemy kontynuować ten projekt. Ale nie tylko od naszych chęci to zależy. Naszš ambicjš jest konfrontowanie się z najlepszymi. Pragniemy umożliwić naszym widzom kontakt ze sztukš prezentowanš przez najwybitniejszych artystów Europy i œwiata. To, oczywiœcie, kosztuje. Mam nadzieję, że brak pieniędzy nie zmusi nas do zrezygnowania z wydarzenia artystycznego, które wpisało się już w festiwalowš mapę Polski.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL