Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Życie Wielkopolski

Piłka nożna jest kobietą

Natalia Pakulska gra w Koninie od 12 lat. Dziś jest również trenerką grupy juniorskiej.
PAULADUDA LACZYNASPILKA.PL
Stolica kobiecego piłkarstwa jest w Koninie. Tamtejszy Medyk rządzi w ekstralidze, gra w Lidze Mistrzyń. Z każdym sezonem potwierdza klasę. W obecnym – gra o piąte z rzędu mistrzostwo kraju i szósty kolejny Puchar Polski.

Kiedy w połowie lat 80. Roman Jaszczak, nauczyciel wychowania fizycznego, zmieniał pracę i przechodził ze Szkoły Podstawowej nr 1 do Zespołu Szkół Medycznych, był świeżo po studiach, grał w bramce Górnika Konin, miał bujną czuprynę, pasję do sportu i werwę do pracy. Od tamtego czasu minęło ponad 30 lat. W piłkę, rzecz jasna, już nie gra, karierę skończył w Sokole Kleczew, włosów ma trochę mniej, ale pasji i chęci do pracy wciąż tyle samo. A może i więcej niż wtedy, bo nakręcają go do tego kolejne sukcesy. Rozmawiamy w jego gabinecie w siedzibie Medyka Konin, kobiecego klubu piłkarskiego.

Dawno przestały się w nim mieścić puchary zdobywane przez konińskie zawodniczki w różnych kategoriach wiekowych oraz indywidualne nagrody, jakie on sam otrzymuje od lat. Jednak żadna nowa na pewno nie zastąpi wiszącego na jednej ze ścian tego pokoju dyplomu, który dekadę temu dostał w uznaniu za „stały wzrost poziomu sportowego". W pierwszej chwili raczej niewpadający w oko, ale dla niego to jedno z najważniejszych wyróżnień. I dużo mówi o tym, jak pracuje się w Medyku.

– Kiedyś mówili, że pieniądze są tylko w męskiej piłce nożnej i żeby rozwinąć inną dyscyplinę, trzeba do tego pasjonata i trochę szaleńca. Nie słuchałem i nie wierzyłem, dopóki sam nie założyłem klubu. Kiedyś taki byłem, z teściową też się nie zgadzałem, a to ona namówiła mnie do zmiany pracy. Kto by pomyślał, że ta decyzja pociągnie za sobą tysiące innych, które tak zmieniły moje życie – opowiada „Rzeczpospolitej" Jaszczak, w Medyku – człowiek orkiestra: założyciel, prezes i trener, w CV ma też pełnioną przez dwa lata funkcję selekcjonera narodowej reprezentacji Polski.

Do „Medyka", jak w Koninie i okolicach popularnie mówi się o liceum, w którym Jaszczak zaczął wtedy pracę, chodziło prawie 400 uczennic. Od razu postawił na sporty drużynowe, zaczął od koszykówki. Do międzyklasowego turnieju zgłosiły się cztery ekipy. Później było gorzej. W siatkówkę chciały grać uczennice trzech klas, w piłkę ręczną z dwóch. Kolejną propozycją był turniej piłki nożnej. – Zdębiałem, jak zobaczyłem listę zgłoszeń – przyznaje. Było na niej 15 klas, czyli wszystkie ze szkoły. Dziewczętom spodobała się ta dyscyplina. Z najlepszych z tamtych zawodów utworzono reprezentację szkoły, która 23 marca 1985 roku zwyciężyła w turnieju halowym. To data założenia Medyka Konin.

Pożyczone tenisówki

Pierwszy towarzyski mecz zaplanowano w święto pracy. W nocy w Koninie spadło jednak tyle śniegu, że gra na takim boisku, nawet po odśnieżeniu, była ostatnim, co przychodziło do głowy zawodniczkom Medyka i Teofilowa Łódź. Gdy w końcu znaleziono kogoś, kto miał klucz do miejscowej hali, co 1 maja nie należało do zadań łatwych, okazało się, że piłkarki mają tylko korkotrampki. Obuwiem właściwym na parkiet poratowały koleżanki dziewcząt mieszkające w przyszkolnym internacie. Pożyczyły 40 par tenisówek. Minęło kilkanaście dni, a Medyk grał już w II lidze, wypełniając powstały wakat. W debiucie jedną bramką uległ Tramwajarzowi Bytom.

– Zarządzałem klubem, trenowałem i jednocześnie tego wszystkiego się uczyłem. Gdy w kolejnym sezonie z rzędu zajęliśmy drugie miejsce i nie awansowaliśmy do ekstraligi, zrozumiałem, w którym miejscu popełniłem duży błąd. W drużynie grały dziewczyny ze szkoły średniej, większość z nich uczyła się wtedy piłki i zawsze czegoś brakowało do sukcesu. Zrozumiałem to i zacząłem szkolić dziewczynki już w szkole podstawowej. Z braku infrastruktury najpierw zajęcia odbywały się na małym trawniku przy szkole. Znowu się wtedy nasłuchałem: „Ty, Roman, baby chcesz uczyć w piłkę grać?". A ja chciałem – wspomina Jaszczak.

Trzy lata później wychowankami w składzie Medyk awansował do najwyższej klasy rozgrywkowej, której do dzisiaj nie opuścił. Szkolenie rozwinęło się do poziomu najlepszego w kraju. Nie tylko ze względu na infrastrukturę sportową, system stypendiów, rozwinięty sztab szkoleniowy i opiekę medyczną. Odzwierciedlają to wyniki. Dwa lata temu pięć zespołów Medyka, od młodziczek po seniorki, zdobyło sześć najważniejszych trofeów. Więcej do wygrania nie było. W zakończonym latem sezonie tylko juniorki młodsze, i to po karnych, nie zdobyły złota, reszta zespołów znów wygrała swoje rozgrywki.

– Chyba każdy chciałby mieć taki problem na koniec sezonu, że jedna drużyna jest wicemistrzem kraju, cztery mistrzami, a na dodatek mamy Puchar Polski – mówi z uśmiechem.

Sport i nauka

W Medyku rozwój sportowy jest powiązany ze szkołą. – Piłkarka Medyka po szkole podstawowej i gimnazjum musi iść do liceum, później na studia i zrobić kurs: trenerski, sędziowski, masażu itd. Chodzi o zabezpieczenie ich na przyszłość. Jeśli ktoś się na to nie godzi, po prostu musi odejść z klubu – tłumaczy Jaszczak.

W Medyku są cztery kategorie młodzieżowe. W tygodniu młode zawodniczki najpierw mają trening, po nim lekcje w szkole. Często nie pochodzą z Konina lub okolic, więc na co dzień mieszkają w internacie. Tak karierę w Koninie zaczynała Ewa Pajor, która do Konina trafiła przed rozpoczęciem nauki w gimnazjum. Z reprezentacją Polski została mistrzynią Europy do lat 17, w tym samym roku przez ekspertów UEFA została wybrana na najlepszą młodą piłkarkę na Starym Kontynencie. Obecnie gra w niemieckim VFL Wolfsburg.

– Od różnych szkoleniowców można usłyszeć, że na treningach mają mistrzów świata, a nie przekłada się to na mecze. Ewa jest tego przeciwieństwem. Mogła być niewidoczna na zajęciach w tygodniu, ale gdy przychodził mecz w weekend, była nie do poznania: szalała na boisku, strzelała, asystowała – charakteryzuje swą gwiazdę Jaszczak.

Dziesięć lat w Koninie spędziła Aleksandra Sikora, która ostatniego lata odeszła do włoskiej Brescii. W Medyku przeszła przez wszystkie kategorie wiekowe. Tak jak w reprezentacji Polski – od tej do lat 15 do seniorskiej kadry i przejęcia w niej opaski kapitana. Grę łączyła z pracą w konińskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego, trenując dziewczynki, które za kilka lat będą wchodzić do pierwszej drużyny.

Wielka siła w niskim wzroście

Piłkarką i trenerką juniorskiej grupy w Medyku jest dzisiaj Natalia Pakulska, w Koninie od 12 lat. – Lubię pracę z dziećmi. W życiu robię to, co kocham, bo zawodowo gram w piłkę, a jeśli mogę uczyć tego innych, dla mnie jest to tylko przyjemność – mówi „Rz" Pakulska. W piłkę zaczęła grać z kolegami w rodzinnym Brześciu Kujawskim i miejscowej drużynie Łokietka. Czasami występowała w sparingach. – Na boisko ciągnęło mnie, odkąd pamiętam, nawet po to, żeby podawać piłki. Wolałam to niż zabawę lalkami, którymi byłam obdarowywana – wspomina. Gdy dowiedziała się, że w oddalonym o 15 km od Brześcia Włocławku jest kobieca sekcja piłki nożnej, od razu się do niej zapisała. Rok później była w Koninie, trenerzy Medyka już wcześniej wypatrzyli ją podczas turnieju halowego.

Dzisiaj Natalia Pakulska jest czołową piłkarką ekstraligi i reprezentacji Polski, zawodniczką, którą chętnie widziałyby u siebie kluby z Włoch i Anglii. Obecnie jednak nie gra. Ten rok jest drugim z rzędu, gdy więcej czasu niż na boisku musi spędzać w lekarskich gabinetach. Najpierw skręciła staw skokowy, rok temu zerwała więzadła krzyżowe. Po operacjach, dojściu do formy i kilku rozegranych meczach, m.in. w turnieju kwalifikacyjnym Ligi Mistrzyń (została wybrana na najlepszą zawodniczkę), we wrześniu znów doznała kontuzji. Ponowne zerwanie więzadeł krzyżowych w kolanie i jednoczesne problemy z łąkotką, ścięgnem podkolanowym i kością udową. Brzmi poważnie, ale tej mierzącej 158 cm wzrostu piłkarce woli walki o powrót na boisko może pozazdrościć wielu sportowców. Lekarze mówią, że wróci latem przyszłego roku. Jak sama zapowiada, po to, żeby w europejskich pucharach zajść dalej niż do fazy 1/16, na której Medyk zatrzymywał się cztery razy z rzędu. Celuje wysoko, o czym świadczy jeden z jej tatuaży: „Jesteś jedyną osobą, która może wykorzystać twój potencjał".

– W tej chwili najważniejsze jest dla mnie zdrowie, dobra rehabilitacja i powrót do formy. Mam jeszcze dużo planów do zrealizowania – zaznacza Pakulska.

– Jest silna, na pewno da radę. Z niecierpliwością na nią czekamy – nie ma wątpliwości Roman Jaszczak.

Medyk jak co roku walczy o mistrzostwo – o czwartą z rzędu obronę tytułu i piątą Pucharu Polski. Konin – stolica kobiecego piłkarstwa, to zobowiązuje.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL