Życie Wielkopolski

Co słychać na cmentarzu

Krzysztof Kowalski
Fotorzepa/Waldemar Kompała
Morowa zaraza grasowała z wielką siłą; od chorych udzielała się łatwo zdrowym, którzy z zakażonymi przebywali, podobnie do ognia, co łatwo palne przedmioty obejmuje.

Aliści zło jeszcze szło dalej; wystarczyło dotknąć się sukien chorego lub jakiejkolwiek rzeczy, którą miał w ręku, aby się zarazić. Siła zarazy była tak wielka, że przenosiła się ona nie tylko letko z jednego człeka na drugiego, ale i tak bywało, że jeśli do przedmiotu, stanowiącego własność chorego, zbliżyło się jakieś zwierzę, zaraz mór się go chwytał i w krótkim czasie je uśmiercał". Takim opisem dżumy zaczyna się „Dekameron" Boccaccia.

Dawniej zjawisko to nazywano: czarna śmierć, morowe powietrze, mór, zaraza, plaga niebieska, dopust boży; dziś określamy je naukowym terminem „epidemia". Niestety, epidemie dżumy docierały także do Polski. Ostatnio szczątki ofiar epidemii dżumy z początków XVIII w. odkryli archeolodzy w Poznaniu, w sąsiedztwie ronda Śródka. Wcześniej znajdowali w tym rejonie pochówki wyłącznie z czasów pierwszych Piastów.

Były to ofiary epidemii dżumy, która szalała w Poznaniu w 1709 r. Cmentarze, które znajdowały się wówczas przy świątyniach, tak jak ten przy kościele św. Małgorzaty, zostały zamknięte, gdy choroba zaczęła zbierać śmiertelne żniwo. Dlatego mieszkańcy Poznania musieli sami sobie radzić z pochówkiem swoich bliskich. Naukowcy szacują, że w wyniku zarazy zmarło około 65 proc. mieszkańców Poznania, czyli 8–9 tys. osób.

Nie był to dobry rok. 2 lutego na bezludnej wyspie Juan Fernandez odnaleziono marynarza, rozbitka. Był nim Alexander Selkirk, na wyspie spędził pięć lat, zdarzenie to posłużyło za pierwowzór powieści „Robinson Crusoe", którą dziesięć lat później napisał Daniel Defoe. W Europie Środkowej panowała jedna z najcięższych zim w okresie nowożytnym. Toczyła się III wojna północna, m.in. w bitwie pod Lachowcami hetman wielki litewski Kazimierz Jan Sapieha pokonał hetmana Grzegorza Ogińskiego sprzyjającego carowi Piotrowi I. Także w Gdańsku epidemia dżumy zabiła jedną trzecią populacji miasta, blisko 34 tys. osób.

Władcy August II Mocny i Piotr I spotykali się i podpisywali traktaty, ale chyba niewiele obchodziło to tych, którzy na poznańskiej Śródce musieli wykopać groby tuż obok domostwa, prawdopodobnie na terenie ogródka. Dwoje zmarłych złożono do grobów pospiesznie, zawiniętych tylko w płótno. Trzecią osobę, kobietę w podeszłym wieku, pogrzebano w sosnowej trumnie.

Mając to lokalne znalezisko na uwadze, warto pokusić się o refleksję globalną: na Ziemi powstaje społeczeństwo planetarne: telefonia, telewizja, radiofonia, teleks, faks, fenomenalna łatwość podróżowania, likwidacja wiz, zanik granic; rocznie 500 mln osób na świecie odbywa samolotowe podróże w interesach. Wymiana handlowa osiągnęła stadium totalne w skali globu – wina australijskie w Helsinkach, winogrona w Islandii. Ludność świata przekroczyła 7 mld, z czego połowa żyje w miastach. Ale tylko część tego świata osiągnęła stadium cywilizacji, druga część żyje w warunkach urągających tym uznawanym za cywilizowane, pozostaje w niezgodzie z higieną i zdobyczami nauki, bez kanalizacji, sanitariatów, służby zdrowia, wody pitnej. Dlatego epidemie będą wybuchały równolegle do załogowych lotów na Marsa. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL