Wielkopolska

Niesamowicie profesjonalny człowiek

Mateusz Ponitka w koszykówkę zaczynał grać w Ostrowie Wielkopolskim.
AFP
Mateusz Ponitka konsekwentnie wspina się po szczeblach koszykarskiej kariery. Teraz podbija ligę hiszpańską.

W lidze ACB, jednej z najtrudniejszych na świecie, występuje od października, a już dwa razy został uznany za najlepszego gracza kolejki. Zwłaszcza to ostatnie wyróżnienie odbiło się szerokim echem nie tylko w Polsce, ale i w Hiszpanii. Reprezentant Polski rzucił 28 punktów, miał 10 zbiórek i poprowadził swój Iberostar Teneryfa do zwycięstwa przeciwko słynnej Barcelonie. Po spotkaniu dziennik „Marca" napisał, że „Ponitka i San Miguel wstrząsnęli Palau Blaugrana", gdzie katalońska drużyna rozgrywa swoje spotkania.

Jeśli rzeczywiście prawdą były plotki o tym, że Barcelona interesowała się latem polskim skrzydłowym, to Ponitka nie mógł sobie wybrać lepszego momentu na pokazanie, że w przyszłości warto na niego postawić, zwłaszcza że krył go Adam Hanga, a to właśnie Węgra ściągnięto do Barcelony na pozycję, na której występuje Polak.

Klub ze stolicy Katalonii to absolutna europejska czołówka, etatowy uczestnik prestiżowej Euroligi, ale na razie Ponitka jest zawodnikiem Iberostaru Teneryfa, który gra w Lidze Mistrzów FIBA i widać, że to był dobry wybór z jego strony, chociaż podobno Polaka kusił też Żalgiris Wilno.

Ponitka mógł zresztą trafić do mocnych klubów Euroligi już dwa lata temu, po świetnych występach w europejskich rozgrywkach w barwach Stelmetu, ale wolał zostać w Zielonej Górze i zdobyć mistrzostwo Polski. Sam przyznaje w wywiadach, że do najbardziej prestiżowych rozgrywek na kontynencie chce wejść z przytupem, a nie być tam tylko statystą.

Buduje swoją pozycję w europejskiej koszykówce konsekwentnie i krok po kroku idzie do góry. Z Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie zaczynał grać w koszykówkę, przeniósł się do Warszawy, do drużyny AZS Politechnika Warszawska, gdzie stawiano na młodych Polaków.

Wielka zawziętość

Ponitka był już wtedy uznawany za jednego z najzdolniejszych koszykarzy swojego pokolenia w Polsce i jedną z najważniejszych postaci w reprezentacji prowadzonej przez Jerzego Szambelana, która w 2010 roku zdobyła srebrny medal mistrzostw świata do lat 17. Ponitka w finale zdobył 14 punktów, a warto dodać, że w reprezentacji USA, która wywalczyła tytuł, grali tacy zawodnicy, jak James McAdoo czy Bradley Beal, którzy dzisiaj są w NBA. Po tym turnieju Ponitka dostawał zaproszenia na obozy dla obiecujących graczy – został wybrany na MVP Basketball Without Borders, brał również udział w corocznym obozie Nike Hoop Summit w Portland.

Już wtedy był w stanie wiele poświęcić dla koszykówki. – Kiedy pracowaliśmy razem w Warszawie, to wszyscy zawodnicy uczyli się jeszcze w szkołach. Kiedy trening był o 7 rano, to zjawiał się w hali pół godziny wcześniej i już intensywnie ćwiczył. Jakby tego było mało, chodził jeszcze na kurs prawa jazdy i spotkania z instruktorem miał z samego rana. Musiał wstawać około 5 rano, żeby zdążyć ze wszystkim i o 7, na początku treningu, był gotowy do gry. Widać w nim było wielką zawziętość – wspomina Artur Gronek, który był wtedy asystentem trenera, a później pracował z Ponitką w Stelmecie.

Przejście do drużyny mistrza Polski okazało się dobrym ruchem, chociaż wydawało się, że skoro Ponitka wyjechał za granicę i poradził sobie w Telenecie Ostenda (zdobył m.in. dwa tytuły mistrza Belgii), to powinien zostać na zachodzie Europy. Okazało się jednak, że zawodnik miał rację. W drużynie mistrza Polski pracował ze świetnym trenerem Saso Filipovskim, był ważną postacią drużyny, zagrał w Eurolidze, a potem w pucharze EuroCup, gdzie Stelmet dotarł aż do ćwierćfinału.

Ponitka zagrał wtedy świetne spotkania z bardzo silnym UNICS-em Kazań. Dał się poznać jako zawodnik, który potrafi walczyć o zbiórki, chociaż nie jest to podstawowe zadanie dla gracza na jego pozycji. Podkreśla jednak w wywiadach, że dla niego nie liczą się zdobywane punkty, ale zwycięstwa i to, żeby z nim na parkiecie drużyna grała lepiej.

Grać za oceanem

W Zielonej Górze cały czas pracował też nad poprawą różnych elementów gry. – Każdy chciałby mieć takiego profesjonalistę w swojej drużynie. Dzięki temu zaszedł tak wysoko. Uwielbia wygrywać. Mimo tego, że graliśmy średnio dwa mecze w tygodniu, to praktycznie po każdym treningu zostawaliśmy porzucać. Dodam, że to nie były jedyne dodatkowe ćwiczenia. Przed każdym treningiem pojawiał się w sali 45 minut wcześniej, żeby ćwiczyć kozłowanie, grę jeden na jednego, rozegranie akcji dwójkowych z wysokimi zawodnikami, tak zwanych pick and rolli, wejścia pod kosz. Dodawał ciągle nowe umiejętności – mówi „Rz" Artur Gronek.

Ponitka pamięta też o regeneracji sił. Kiedy trwa sezon, to myśli tylko o koszykówce, ale gdy kończą się rozgrywki, szuka odpoczynku, bo czasami rozgrywa w sezonie nawet 80–90 meczów. Czasem dyskutował z trenerem przygotowania fizycznego w Stelmecie. Nie jest łatwo go przekonać, bo ma dużą wiedzę na temat diety i sam ocenia, czy nawet najlepsze rady służą również jemu. Twierdzi, że nawet drzemki ma precyzyjnie wyliczone.

Grał w Zielonej Górze tak dobrze, że został wyróżniony nagrodą EuroCup Rising Star, którą wcześniej dostawali tacy gracze jak Donatas Motiejunas czy Kristaps Porzingis – dzisiaj gwiazdy ligi NBA. Ze Stelmetu przeniósł się do Pinaru Karsiyaka i wystąpił w meczu gwiazd ligi tureckiej.

Gra za oceanem była (pewnie nadal jest) celem Ponitki. Wie, co potrafi, zgłosił się do draftu, ale nie został wybrany. Spróbował zatem inną drogą – występował w Lidze Letniej NBA, w barwach Denver Nuggets i nie walczył za wszelką cenę o efektowne akcje. Pokazał, że umie grać dla zespołu. Nie leci jednak za ocean na każde zawołanie.

Przed tym sezonem również miał propozycję, żeby zaprezentować się przed skautami NBA, ale odmówił. Został w Karsiyace i trenował indywidualnie. Budował formę na mistrzostwa Europy i może dzięki temu teraz gra w Hiszpanii tak dobrze. Trener polskiej kadry Mike Taylor wierzy w umiejętności Ponitki i powierza mu ważne zadania.

Do najlepszej ligi świata można trafić dzięki dobrym występom w Europie. Ale jeśli skończy się na dobrej drużynie euroligowej, to Ponitka nie powinien rozpaczać. Tam również czekają na niego wielkie pieniądze i wielkie mecze.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL