Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wielkopolska

Maja w zaczarowanym ogrodzie

Maja Popielarska lata liceum spędziła w Trzciance.
TRICOLORS/EAST NEWS
Jak zachować w życiu radoœć i harmonię – opowiada Maja Popielarska, popularna pogodynka oraz przewodniczka po niezwykłych ogrodach.

Rz: Pani życie upływało pod znakiem podróży. Z czego to wynikało?

Maja Popielarska: Tato otrzymał pracę za granicš. Stšd te podróże. Z jednej strony niezapomniane wspomnienia, z drugiej bywały chwile, że czułam się jak tobołek przenoszony z miejsca na miejsce. Podstawówkę zmieniałam chyba siedem razy.

A Trzcianka?

Trzcianka to był epizod szkolny. Cztery lata spędzone w ogólniaku i internacie dawały poczucie względnego spokoju i stabilizacji. Czas specyficzny i trudny dla dorastajšcego człowieka. Okres buntu i pokory.

Jak wspomina pani klimat Trzcianki?

W Trzciance, a wczeœniej w Pile panowało typowe dla Wielkopolski ogromne zamiłowanie do porzšdku i czystoœci. W sobotę w domach panował wręcz „terror sprzštaniowy". Okna czyste, równo upięte zasłonki. Przed każdym domem porzšdek, z którego nikt nie œmiał się wyłamać.

A zainteresowanie ogrodem to potrzeba bliższego obcowania z naturš?

Ogrodnictwo to dziedzina, do której się dorasta. Zawsze bardziej patrzyłam pod nogi niż w niebo. A dziecięce plany na dorosłoœć były różne. Wœród nich medycyna, a wczeœniej fryzjerstwo. Myœlałam o resocjalizacji na AWF i rehabilitacji. Uważałam się za umysł œcisły i do dziœ pamiętam, jak bardzo ceniony przeze mnie nauczyciel historii mówił mi wielokrotnie: wylšdujesz na humanistyce. Myœlę, że miał rację, bo to, co robię, jest bardzo humanistyczne. Zainteresowanie ogrodem wpajali mi dziadkowie i rodzice, szczególnie tata, który bardzo kochał ogród, zwłaszcza warzywny.

I stšd wybór architektury krajobrazu...

Wybrałam te studia, bo pozwalajš poznać człowieka i przyrodę, a także mieć kontakt ze sztukš. Studia pasjonujšce, dajšce wszechstronnš wiedzę. Nie korzystam z niej w pełni, bo raczej zajmuję się bardziej doradzaniem niż tworzeniem ogrodów. Mam też poczucie, że tworzšc te programy, robimy dobrš robotę.

Dociera pani do ogrodów niezwykłych, œwiadczšcych o wielkiej fantazji właœcicieli, ale też zasobnoœci ich portfela.

Z tym ostatnim bywa różnie. Rzeczywiœcie bywamy w wielu miejscach w Polsce i za granicš, spotykamy się z przeróżnymi ludŸmi, ogrodnikami z krwi i koœci, którzy ogrodem zajmujš się od pokoleń. Konfrontujš własne pomysły z tym, co zobaczš na œwiecie. I tymi, u których ta pasja pojawiła się od niedawna.

A ma pani jakiœ ulubiony ogród?

Trudno wskazać jeden, jeœli odwiedziło się ich ponad 500. Dla mnie piękny ogród to nie ten tworzony przez 40 lat przez specjalistów, tylko ten, w którym właœciciele dobrze się czujš, który dobrze wkomponowany jest w otoczenie. Pasuje do architektury i spełnia oczekiwania gospodarzy, bo to dla nich się robi. Dla mnie ogród musi pachnieć, musi być w nim woda, bo ja kocham ptaki i zwierzęta, bez nich ogród nie funkcjonuje.

Z programami „Maja w ogrodzie" trafiła pani na podatny grunt, bo cieszš się sporym zainteresowaniem.

Największym sukcesem jest to, że zaczęło się mówić o ogrodach, o zieleni, o tym, jak jest ważna. Że można niš pięknie operować i dzięki niewielkiemu wysiłkowi sprawiać, że życie stanie się przyjemniejsze. Nie trzeba œcišgać egzotycznych roœlin z najdalszych stron œwiata, wystarczy, by utworzyć ogród z tego, co wokoło.

Myœlę, że każdy z nas wczeœniej czy póŸniej poszukuje w swoim życiu harmonii i takš z pewnoœciš odnajdš w ogrodzie.

Uważam wręcz, że jesteœmy od tego uzależnieni. Mimo poczucia nadrzędnoœci nie funkcjonowalibyœmy bez reszty wszechœwiata. Ogród to dla nas powrót do natury, do korzeni.

Ogrody odzwierciedlajš charaktery ludzi?

Oczywiœcie.

A gdybyœmy spojrzeli bardziej globalnie, czy np. Wielkopolska, gdzie ponoć żyjš ludzie lepiej zorganizowani, ma inaczej ukształtowane ogrody niż wschodnie województwa, gdzie nie ma już takiego reżimu?

Sš pewne elementy, które na to wskazujš. Np. strzyżone formy w Wielkopolsce i na Œlšsku. A z drugiej strony bujne, nieporzšdkowane ogrody kwiatowe na Podlasiu i Mazurach. Ale nie sš to twarde zasady. Inaczej bowiem wyglšdajš ogrody projektowane przez właœciciela, a inaczej przez zamówionego architekta. Smuci mnie fakt, że zanika różnica między architekturš w małej miejscowoœci czy wsi a miastem. Teraz w przypadku niskiej zabudowy nie ma właœciwie różnicy. Miejscowoœci tracš swojš tożsamoœć.

Specyficzny klimat małych miasteczek powoli odchodzi do lamusa.

Niestety. A poza tym jako architekta krajobrazu boli mnie, że mamy bardzo skrzywione poczucie estetyki. Jechałam niedawno autobusem przez Nowy Targ. I widziałam, jak na jednej œcianie budynku potrafiło być osiem wielkich reklam i każda w innym stylu. Tu jest jeszcze wiele do naprawienia.

Pokazuje pani bogate rezydencje, ale też te znacznie skromniejsze, urzšdzane z wielkim poœwięceniem, niekiedy wręcz determinacjš.

Pamiętam pewnš paniš, która stworzyła ogród imponujšcy, choć nieco zapuszczony, bo już nie starczało jej sił. A jednoczeœnie mieszkała w niezwykle skromnej chatynce zrobionej ze starego barakowozu. Miała natomiast bardzo ciekawe roœliny i na ich temat imponujšcš wiedzę.

Krzysztof Penderecki ma imponujšcy ogród tworzony z pasjš nie mniejszš niż muzyka.

Bo ogród wcišga. To taka dziedzina, w którš, jak się wdepnie, to trudno się z niej wychodzi, chyba że z przyczyn zdrowotnych lub materialnych. Czasami dostaję listy z proœbš o pomoc od ludzi, którzy majš piękne ogrody, a nie sš w stanie ich dłużej utrzymywać. I z bólem serca muszš się ich pozbyć. Te opowieœci sš często bardzo wzruszajšce. Ogrodnictwo może być terapiš, ale często jest to dziedzina dla ludzi spełnionych, którym tak naprawdę niewiele trzeba. Pomijajšc oczywiœcie takich pasjonatów, jak wspomniany mistrz Penderecki, który do swoich Lusławic œcišga roœliny z najdalszych zakštków œwiata.

Ma pani w domu zwierzęta?

Zawsze u nas były, ale teraz nie mam. Uczucie się nie zmieniło, tylko zdecydowała odpowiedzialnoœć. Realizujšc teraz swe programy, dużo jeżdżę i nie mam warunków do stałej opieki nad zwierzętami. Wiem, że nie będę miała czasu wychodzić z nimi na długie spacery, i dlatego nie mogę zdecydować się na opiekę nad nimi. To właœnie wynika z miłoœci.

Nie depcze pani trawników?

Oczywiœcie, że depczę, jeœli sš Ÿle zaprojektowane. A sš miejsca, które nie majš szans być ogrodem, bo blokujš dojœcia, dojazdy. Nie można niczego robić na siłę. Także ogrodu.

Wróćmy na chwilę do tych miniogrodów. Co najchętniej sadzi się na balkonach?

Modne sš zioła, a przede wszystkim od trzech lat panuje taki trend, by w donicach sadzić warzywa. Miłe to i pożyteczne. Uważam za kapitalny pomysł, by obok pelargonii posadzić np. trzy selery. Można zrobić zupę, a jednoczeœnie mieć kwiatek ku ozdobie. A do tego miły zapach na balkonie. Ale czy w ogrodnictwie ważne sš trendy? Z nimi jest trochę tak jak z elegancjš. Ona nie musi być modna, elegancja musi być po prostu elegancjš. Tak samo jest z ogrodem. Dobry ogród nie musi być wcale modny. Wystarczy, że sprawia przyjemnoœć, nie narusza miru sšsiadom i czujemy się w nim dobrze.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL