Wielkopolska

Na dworze Karmazynowego Króla

King Crimson, w składzie, który zaprezentuje się dwukrotnie w Poznaniu i trzykronie w Krakowie. Robert Fripp, pierwszy od lewej.
Rocka Serwis
Dwoma koncertami 13 i 14 czerwca w poznańskiej Hali Ziemi King Crimson rozpocznie tegoroczne europejskie tournée. Potem trzy razy zagra w Krakowie (16–18 czerwca).

Na mapie koncertów legendarnej formacji są Paryż i Londyn, ale to w Polsce zacznie serię europejskich występów, które z przerwami potrwają aż do listopada. I tym razem za mikrofonem stanie śpiewający gitarzysta Jakko Jakszyk. Zastąpił Adriana Belew, związanego wcześniej z Frankiem Zappą, Talking Heads i Davidem Bowiem. Od lat 80. był pierwszoplanową postacią King Crimson. Niestety, musiał rozstać się z zespołem na tle różnicy zdań, jaka dzieliła go z liderem Robertem Frippem. Ci, którzy liczą na powrót Belewa, powinni być jednak dobrej myśli, ponieważ Fripp określił go niedawno „dziewiątym człowiekiem King Crimson". Oznacza to, że drzwi do jego powrotu są otwarte.

Polski trop

Jakko Jakszyk urodził się z przypadkowego związku irlandzkiej piosenkarki i nieznanego amerykańskiego żołnierza. O tym dowiedział się od swoich opiekunów Polaka Norberta i Francuzki Kamili, którzy adoptowali go jako kilkunastomiesięczne dziecko. Dzieciństwo wspominał jako trudne. Po latach relacje się ułożyły, Jakszyk nagrał nawet autobiograficzny album inspirowany wojennymi doświadczeniami jego przyszywanej rodziny z czasów niemieckiej okupacji w Polsce. Ojczym Norbert dokonał oryginalnych nagrań na terenie obozu Auschwitz-Birkenau. W powstaniu płyty pomagali Jakszykowi koledzy z funkowo-popowego albumu Level 42, z którymi przez pewien czas występował.

Droga Jakszyka do King Crimson rozpoczęła się od zespołu 21st Century Schizoid Man, złożonego z byłych współpracowników Frippa. Był wśród nich Michael Giles, z którego córką Jakko wziął ślub i ma dwójkę dzieci. W 1995 r. Jakszyk po raz pierwszy współpracował z Frippem, a efektem było wznowienie płyty „Thrak". Łącznikami z liderem byli później perkusista Gavin Harrison i saksofonista Mel Collins, przez wiele lat pomijany przez Frippa, ale w ostatnich latach przywrócony do łask.

Wejście smoka

King Crimson to legenda progresywnego rocka i jazz-rocka, która od momentu wydania debiutu „In The Court Of The Crimson King" w 1969 roku elektryzowała słuchaczy muzyki, ponieważ każde kolejne nagranie było drogowskazem do tego, co nowe, ożywcze, świeże. Mieli też swoje „wejście smoka", ponieważ zanim ukazała się debiutancka płyta, otwierali słynny koncert The Rolling Stones w lipcu 1969 roku w Hyde Parku, który oglądało pół miliona fanów.

Grupa powstała w połowie 1967 r. jako folk-rockowe trio Giles, Giles i Fripp. Musiało minąć półtora roku, by o muzykach zaczęło być głośno w środowisku londyńskiej sceny muzycznej. W składzie znaleźli się wtedy m.in. wokalista Greg Lake, znany później z tria Emerson, Lake And Palmer, kompozytor i wykonawca przeboju „Lucky Man", oraz Peter Sinfield, autor wizjonerskich tekstów. Na debiutancki album „In The Court Of The Crimson King" złożyły się m. in. kompozycja „21 Century Schizoid Man", oparta na ostrym hardrockowym riffie, oraz przepojone pesymizmem ballady „I Talk To The Wind" czy „Epitaph". Utwór tytułowy to klasyczny przykład rocka symfonicznego, który miał zawładnąć muzyczną sceną na ładnych kilka lat.

Po tak spektakularnym sukcesie można było wróżyć muzykom długoletnią współpracę. Stało się inaczej. Robert Fripp, jak się wyraził, „sympatyzował z wizją rozwoju grupy, jaką mieli koledzy, ale nie zgadzał się z nimi, gdy chodziło o komercyjną jego stronę". Drugi album „In The Wake Of Poseidon" z piękną balladą „Cadence And Cascade" przekonywał o magicznej sile melotronu nadającej brzmieniu King Crimson metafizyczny wyraz.

Przykładem muzycznych teorii Frippa o „wyzwalaniu potężnych sił chaosu i powracaniu do stanu równowagi" była kompozycja „Cat Food" i rozbudowane, kakofoniczne bolero zagrane przed spokojnym finałem „Peace". W grupie pojawił się nowy wokalista, Gordon Haskell oraz znany jazzowy pianista Keith Tippet. „In The Wake Of Poseidon" znakomicie wyraża stworzoną przez Frippa teorię „budowania i porządkowania muzycznego chaosu". Najlepszym przykładem jest monumentalna, mieniąca się barwami, rytmami, kakofoniczna kompozycja „Garden Of Worm" z powracającym cytatem „The Court Of The Crimson King".

Supergwiazdy

Album „Lizard" to kolejny przykład żelaznej ręki Frippa. Wszyscy muzycy zostali zaproszeni do sesji na prawach gości. Wśród nich znalazł się m. in Jon Anderson, wokalista Yes. Tym razem Fripp przedstawił na płycie suitę opartą na zaskakujących muzycznych skojarzeniach. Muzyczne bogactwo suity tworzyły motywy hiszpańskie, dźwiękowa impresja oraz fragment inspirowany bolerem. Jak zwykle nie zabrakło pięknej ballady, tym razem powstała melancholijna pieśń „Lady Of The Dancing Water". Kontrastował z nią pełen ironii i żartu utwór „Happy Family".

„Islands" zamyka okres poszukiwań zespołu w świecie muzyki klasycznej. Kolejne płyty zdominowały nagrania jazzrockowe – „Larks' Tongues In Aspic", „Starless And Bible Black" oraz „Red" (1973–1974). Grupa działała w całkiem nowym składzie. Frippa wspomagali basista John Wetton, Bill Brufford oraz skrzypek David Cross. Po 16 miesiącach zespół stał się triem, a po kolejnych trzech przestał istnieć.

Pojawił się ponownie na muzycznej scenie w 1981 r. Poza Billem Bruffordem znaleźli się w nim gitarzysta Adrian Belew i basista Tony Levin, z którym Fripp nagrywał pierwszą solową płytę Petera Gabriela, a jednocześnie przyjaciel Johna Lennona, któremu towarzyszył w nagraniu albumu „Double Fantasy".

Powstała zupełnie nowa muzyka, choć wiele osób przecenia jej oryginalność, nie pamiętając o inspiracji dokonaniami The Talking Heads. Nowe utwory, w zbliżonej konwencji wydane również na płytach „Beat" (1982) i „Three Of A Perfect Pair" (1984), były bardziej dynamiczne. O wiele większe znaczenie odgrywał rytm („Frame By Frame" czy „Indiscipline"). Fripp nawet swoją gitarę wykorzystywał do uzyskania efektów rytmicznych. Tym tropem muzycy poszli na kolejnych albumach „Thrak", „The KonKstruction of Light" i „The Power To Believe".

Dystans i uniesienie

– Nigdy nie byłem liderem – powiedział Robert Fripp w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej". – Teraz też się nim nie czuje. Lider to ktoś taki, kto zajmuje się sprawami bieżącymi, organizacyjnymi, w pewnym sensie doraźnymi. Nigdy nie zaakceptowałbym takiej roli. Temu, co staram się robić, bardziej odpowiada określenie nawigator. To ktoś patrzący w przyszłość, osoba wytyczająca kierunek rozwoju. W przeciwieństwie do kapitana stojącego, co prawda, za sterem, ale niemającego wpływu na losy statku. Adrian Belew określił moją rolę w zespole, nazywając mnie kontrolerem jakości tworzonej przez nas muzyki. Jeśli dobrze zrozumiałem, co miał na myśli, chodzi o to, że gramy bardzo zróżnicowane stylistycznie utwory, każdy ma prawo komponować, ale tylko ja decyduję o wyborze nagrań firmowanych później szyldem King Crimson.

– Robert to indywidualność, która nie podlega jednoznacznym ocenom – mówił Adrian Belew. – Jest typem angielskiego ekscentryka, bywa bardzo dowcipny i elegancki, ale też czasami sfrustrowany. Nie powiedziałbym, że jest człowiekiem uduchowionym, ale na pewno wierzy w to, co mówi. To Robert jest autorem wszystkich muzycznych proklamacji, on odpowiada za wizję artystyczną zespołu. Tylko on jest w stanie mówić tak, że nikt nie rozumie, o co chodzi, a wszyscy rozdziawiają buzie w niemal religijnym podziwie. On jest w tym najlepszy! Gdy atmosfera staje się zbyt podniosła, w odpowiednim momencie mówię: „OK, jesteśmy całkiem normalnymi facetami, nie chcemy was przestraszyć, bawcie się dobrze!".

Jak zapowiada organizator koncertów i wydawca płyt w Polsce Rock Serwis, zespół zagra w składzie: Robert Fripp, Jakko M. Jakszyk, Tony Levin, Mel Collins, mając w składzie trzech perkusistów. Są to Gavin Harrison, Pat Mastelotto i Bill Rieflin.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL