Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Warmia i Mazury

Literackie studium narodzin zła

materiały prasowe
Wznowione powieœci Tomasza Białkowskiego przypominajš, że w Olsztynie ukrywa się pisarz, który nie ustępuje umiejętnoœciami cenionym autorom głównego nurtu.

Pisze ksišżki od piętnastu lat. Na koncie ma dziesięć powieœci i jeden zbiór opowiadań, za które zdobył wiele œwietnych recenzji i nominacji do wyróżnień. Choćby do literackiej nagrody Warmii i Mazur „Wawrzyn" za minipowieœć „Pogrzeby" z 2006 r. Jednoczeœnie rzadko uczestniczy w publicystycznych dyskusjach ludzi kultury. Jego wpisy na Facebooku nie wywołujš skandali i setek komentarzy. Nie wdaje się w polityczne przepychanki i nie komentuje bieżšcych wydarzeń w telewizjach informacyjnych. Wydaje się, że jest całkowicie skupiony na literaturze.

Poza wielkimi centrami

Pytanie, czy żyje tak z wyboru, czy może jednak jest tak, że twórca funkcjonujšcy na co dzień poza kulturalnymi centrami tj. Warszawa, Kraków czy Wrocław, dla głównego nurtu mediów i krytyki literackiej nie istnieje.

– Po roku 1989 powszechnie obwieszczano zanik centrali. Jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się wtedy pisma literackie, stowarzyszenia, wydawnictwa regionalne. Wtedy to na równych prawach wychodziły ksišżki w Olsztynie i Krakowie – odpowiada „Rzeczpospolitej" Tomasz Białkowski. Jako uważny i wieloletni obserwator, a póŸniej też uczestnik rynku literackiego w Polsce podkreœla, że z czasem zaczęło się to zmieniać, a życie literacko-wydawnicze skupiło się w kilku wielkich miastach.

Mimo to Białkowski nie ma poczucia egzystowania poza œrodowiskiem literackim. – Z Olsztyna do Warszawy podróż trwa raptem dwie godziny. W telefonie mam całkiem długš listę znajomych pisarzy, z którymi mniej bšdŸ bardziej regularnie prowadzę rozmowy – opowiada pisarz. Za to przyznaje, że w mediach faktycznie bywa rzadziej: – Preferujš one coraz bardziej uproszczony, by nie powiedzieć infantylny, obraz œwiata. Moje historie w tej sytuacji nie majš wielkich szans. Media coraz częœciej poprzestajš na narracji oczywistej i przewidywalnej i coraz częœciej przeglšdajšc zapowiedzi wydawnictw, można przewidzieć, kto będzie dobrze o jakiej ksišżce pisał, która ksišżka przepadnie, a która stanie się bestsellerem.

Urodził się w Jezioranach nad rzekš Symsarnš w rodzinie powojennych osadników i na Warmii spędził większoœć życia. Mieszka w Olsztynie i tam pisze swoje kolejne ksišżki. – W Olsztynie istniało pismo „Portret", w którym debiutowałem – wspomina pisarz. – Potem jako redaktor byłem współwydawcš blisko 50 ksišżek i ponad połowy numerów pisma, współorganizatorem spotkań literackich, koncertów, studenckich praktyk i wielu innych działań – mówi pisarz. W tym œrodowisku poznał też swojš póŸniejszš żonę Bernadettę Darskš zajmujšcš się naukowo krytykš literackš.

Trudno odmówić pisarzowi racji, gdy narzeka na schematyczne działanie zardzewiałej machiny wydawniczo-medialnej. Dzisiaj niełatwo jest się przebić nie tylko zdolnym debiutantom, ale też pisarzom, którzy zaczynali karierę w mniejszych lub regionalnych wydawnictwach, do których nowoœci krytycy i dziennikarze nie majš nawyku zaglšdać.

Dlatego bardzo dobrym pomysłem autora i wydawnictwa Muza jest wznowienie w jednym tomie trzech ważnych powieœci w dorobku Białkowskiego. Być może zbiór „Małe historie rodzinne" przypomni, że istnieje pisarz z dużym dorobkiem, który nie ustępuje autorom stawianym na piedestale, którzy co roku mogš liczyć co najmniej na nominacje do najważniejszych nagród nawet ze swoje słabsze ksišżki.

Wybór trzech powieœci jest bardzo dobry, ale też nieoczywisty, bo każda jest na swój sposób inna. „Zmarzlina" (2008) to wstrzšsajšcy zapis deprawacji młodego człowieka, który wskutek toksycznych relacji – wpierw z rodzinš, a póŸniej z obcymi ludŸmi – nie potrafi dostrzec dobra i coraz głębiej zapada się w kłamstwach, cynizmie i nihilizmie. Znakomicie napisana historia rozpoczyna się od matkobójstwa, a dopiero potem na każdej kolejnej stronie odkrywamy tajemnicę rodzinnš bohatera na miarę antycznego dramatu. Język, stylizacja i narracja w pierwszej osobie, majšca formę wyznania, jest poruszajšca i wiarygodna. Dostajemy w niej studium zła, przed którym bohater nie potrafi się uchronić.

Kolejnš powieœciš w tomie sš „Pogrzeby" (2006). Studium rozpadu życia i jednoczeœnie znakomita analiza męskoœci, która okazuje się konstruktem zupełnie nietrwałym w zderzeniu z życiem. Ideały bohatera degradujš się w spotkaniu z kolejnymi kobietami. Tutaj również czeka na czytelników zaskoczenie i zwrot iœcie filmowy, który narracyjnie dopełnia literackoœć języka Białkowskiego.

Ostatnia powieœć zawarta w tomie „Małe historie rodzinne" to „Teoria ruchów Vorbla" z 2011 r. Jeszcze jedna antyprzypowieœć o rodzinie. Pełna niespełnienia, wzajemnych żalów, zdrad i zawiedzionych oczekiwań.

Pytany o to, co łšczy te trzy powieœci, Tomasz Białkowski odpowiada, że żadna z nich nie miała szczęœcia pod względem wydawniczym. Były drukowane przez małe, ignorowane oficyny albo przez wydawców przechodzšcych perturbacje organizacyjne.

– Spina je temat relacji rodzinnych – zauważa Białkowski. – Wszystkie stanowiš studium rozpadu więzi międzyludzkich. To historie o maskach, o atrofii i obumieraniu. Opowiadajš o katastrofie dzieciństwa, wreszcie o wielkiej samotnoœci. Spoiwem łšczšcym wszystkie trzy ksišżki jest również przekonanie, że rzeczy najboleœniejsze i jednoczeœnie najpiękniejsze zdarzajš się między ludŸmi sobie bliskimi – mówi prozaik.

I sensacja, i literatura

To nie przypadek, że pisarz z Olsztyna do opisywania tematów trudnych i historii tragicznych sięga po rozwišzania znane z utworów sensacyjno-kryminalnych. Lubi zawieszenia akcji, retrospekcje, suspensy i zwroty akcji, dzięki którym wodzi czytelnika za nos. Próbuje godzić wysokš literaturę z rozwišzaniami charakterystycznymi dla twórczoœci gatunkowej i zupełnie się tego nie wypiera.

– Podoba mi się to, co robi Pierre Lemaitre, tzn. godzenie pisania ksišżek, nazwijmy je tak: sensacyjnych na dobrym poziomie, z tworzeniem literatury artystycznej – mówi Białkowski. Na potwierdzenie tej tezy warto przypomnieć, że Francuz w 2013 r. dostał prestiżowš nagrodę Goncourtów, a jednoczeœnie sprzedaje ksišżki w zawrotnych nakładach w swojej ojczyŸnie i za granicš. Czy w Polsce taki model literatury się sprawdza? – Myœlę, że jest trudny do zaakceptowania przez obie strony. Stšd może „kręcenie nosem" przez niektórych nad „Rauszem" po tym, jak wczeœniej napisałem kryminalnš trylogię – dodaje Białkowski.

Trylogia („Drzewo morwowe", „Kłamca" i „Król Tyru" z lat 2012–2013) opowiadała o przygodach dziennikarza œledczego Pawła Werensa, który rozwišzywał kolejne makabryczne zagadki. Z kolei „Rausz" to ostatnia powieœć Tomasza Białkowskiego z 2016 r., w której na wzór Jonathana Littella i jego „Łaskawych" wykreował postać esesmana Egona von Rauscha – arystokraty pruskiego i bezwzględnie posłusznego zabójcy nazistowskiego, którego losy przerażajš, a jednoczeœnie niepokojšco fascynujš.

Narażeni na zło

Temat zła i jego narodzin powraca niemal we wszystkich ksišżkach Białkowskiego, dlatego też nie dziwi fakt, że jednym z jego ulubionych pisarzy jest Cormac McCarthy – genialny analityk zła portretujšcy społecznoœć amerykańskiego Południa.

– Wielkim złudzeniem jest według mnie przekonanie, że zło przychodzi z zewnštrz i że sš ludzie, którzy sš od zła wolni. Wszyscy jesteœmy na zło narażeni. To od nas jednak też zależy, czy złu się poddamy i czy pozwolimy mu się w nas zalęgnšć – mówi autor „Rauszu". Podkreœla, że najbardziej interesuje go zło, które jest niewidzialne i zakamuflowane. Jego zdaniem zło bywa niewidzialne, łatwo się kamufluje, dlatego łatwo nie dostrzec tego, że jest blisko. – Bezpieczniej jest przecież trwać w złudzeniu, że to, co skomplikowane i trudne, a zło przecież takie jest, nas nie dotyczy. Interesuje mnie moment negatywnego olœnienia. Kiedy ktoœ, kto ma o sobie bardzo dobre mniemanie, zauważa, że wcale nie jest taki idealny i z tym swoim mrocznym wizerunkiem musi się zmierzyć – kończy pisarz.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL