Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Warmińsko-Mazurskiego

Jestem niezłym strażakiem

materiały klubu
Janusz Bucholc, wychowanek i wieloletni kapitan piłkarzy Stomilu Olsztyn mówi o przywišzaniu do klubu i trudnej roli lidera drużyny permanentnie targanej problemami finansowymi.

Rz: Stomil to taka kobieta, którš kocha się mimo wszystko, nawet jeœli nie zawsze jest fair?

Janusz Bucholc: Ciekawe porównanie. Stomil rzeczywiœcie jest takš trudnš miłoœciš, nie wszystko jest w niej do końca poukładane, ale zawsze się do niej wraca. Chociaż na pewno nie mogę powiedzieć, że Stomil mnie zdradził, bo kiedy po roku wróciłem z Wigier Suwałki, przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Prezesi złożyli dobrš propozycję, szanujemy się. Ale wiadomo, że te ogromne zawirowania organizacyjne z przeszłoœci odcisnęły swoje piętno i człowiek podchodzi do tej miłoœci z większym dystansem. Wierzę jednak, że teraz będzie już tylko lepiej.

Ma pan 32 lata. Czuje, że już zestarzeje się z tš kobietš?

Raczej tak. Wybudowałem dom, mam poukładane życie, trenuję też dzieci w akademii, co jest dla mnie niezwykle istotne. Chcę zostać trenerem, robię papiery i wierzę, że Stomil będzie częœciš mojej przyszłoœci. Oczywiœcie pod warunkiem, że to wszystko będzie odbywać się na normalnych warunkach. Ale od kiedy wróciłem, faktycznie widzę, że z każdym dniem klub robi postępy, pewne rzeczy wyglšdajš inaczej, niż gdy odchodziłem stšd rok temu.

Jest pan kapitanem, chce być trenerem, czyli w dalszym cišgu będzie pan musiał gasić pożary w zespole...

Jako szkoleniowiec zapewne będę gasił ich jeszcze więcej, ale chyba jestem niezłym strażakiem i dam radę. To mnie rajcuje, żyję tym.

Pamięta pan swój pierwszy mecz Stomilu w roli kibica?

To były już czasy ekstraklasy, połowa lat 90. Szczególnie zapamiętałem mecze, w których podawałem piłki, bo każdy z chłopaków o tym marzył. Trening poprzedzajšcy mecz to była zawsze rywalizacja. Do podawania piłek potrzebowano dziewięciu–dziesięciu chłopaków, a chcieli wszyscy. No i była walka: albo żonglerka prawa–lewa noga, kto najwięcej zrobi, albo uderzenia w poprzeczkę. To były takie emocje, że często kończyło się łzami, przegrani z zazdroœciš patrzyli na wybrańców.

Pamiętam chociażby mecze z Widzewem, Legiš, reprezentacyjny z Litwš i wiele innych. To były ogromne emocje. Z tamtego Stomilu najbardziej podziwiałem obrońców: Andrzeja Biedrzyckiego i Bartosza Jurkowskiego. Pamiętam też ten respekt, który czuło się do piłkarzy, bo poprosić o autograf zawodników Widzewa – a szczególnie po meczu, który przegrali u nas 0:1 – to było wyzwanie.

Najbardziej bałem się podejœć do Macieja Szczęsnego i kiedy poprosiłem go o podpis, z jego strony rzeczywiœcie pojawiła się jakaœ nieprzyjemna odzywka, ale on już taki jest (œmiech). Takie rzeczy jednak siedzš póŸniej w młodych chłopakach i sam nie chciałbym zostać tak zapamiętany. Ale czasy się zmieniły, dzisiejsze pokolenie jest odważniejsze, nie czuje aż takiego respektu.

Kiedy w czerwcu 2016 r. odchodził pan do Wigier, ciężko było powiedzieć to kolegom czy przeczuwali, co się kroi?

Nie ukrywałem tego przed chłopakami, wiedzieli, co się dzieje. Tym bardziej że pół roku wczeœniej, zimš, byłem już na skraju wyczerpania, ale klub skłonił mnie do pozostania jeszcze na kolejnš rundę. Ale potem też nie było wielkiej poprawy, dlatego odszedłem.

To prawda, że nie mógł pan zasnšć przed meczem Wigier ze Stomilem?

Tak, chociaż rzadko w ten sposób reaguję. Szczególnie że graliœmy w Olsztynie w ostatniej kolejce i to był mecz nieistotny dla układu tabeli. Ale mimo to emocje były, bo spotkałem się z tymi ludŸmi po zupełnie innej stronie. Przede wszystkim z chłopakami z boiska, ale też osobami obsługujšcymi stadion, sprzštaczkš, ludŸmi z biura. To było dla mnie trudne, bo długo byłem w Stomilu. Emocje buzowały może też dlatego, że wiele ciężkich chwil przeżyliœmy wspólnie.

W Suwałkach pensja wpływała na czas, nie było też problemu z miejscem do treningu. Tamten sezon był w końcu czasem spokoju?

Problemy organizacyjnie w ogóle nie istniały. Jedynym stresem, jaki mnie tam spotkał, był ten czysto piłkarski, ale przyjemny, który sportowcy uwielbiajš. Zimš postawiono przed nami konkretny cel, czyli awans do ekstraklasy. PóŸniej graliœmy też o finał Pucharu Polski.

Niestety, nie udało się, ale cieszę się, że poszedłem do Wigier, bo trafiłem akurat na moment, w którym był bum na ekstraklasę. Szliœmy va banque, ale gdzieœ na koniec zabrakło piłkarskiego doœwiadczenia, doszły do tego jeszcze problemy głównego sponsora. I kto wie, czy szczęœciem nie było, że akurat teraz wróciłem do Stomilu.

Nowi koledzy naœmiewali się ze stadionu Stomilu?

Szatnia bywa bezlitosna, dlatego kiedy przyjechałem tu z nimi, to nie ma co ukrywać, była szydera. Jest ona zresztš w całej Polsce, w końcu to nasze olsztyńskie „Kęp Nou". Wszyscy przecierajš oczy, bo nie wierzš, jak dajemy sobie radę na tym obiekcie, jak dajš sobie radę kibice, którzy i tak potrafiš przychodzić tu z dziećmi na mecz. To jednak pokazuje, jak głodny piłki jest Olsztyn. Takie opinie sš przykre, bo człowiek jest stšd i oczekuje szacunku dla tego klubu, ale przez stadion cały czas jesteœmy obiektem żartów.

Kiedy przyjechał pan tutaj w czerwcu z Wigrami na mecz, miał na sobie koszulkę z napisem „Nowy stadion dla Olsztyna". Długo pan to planował?

Jak to w moim życiu, spontan, ale przemyœlany.

A po kilku tygodniach znów był pan w Stomilu. Długo siedział pan na walizkach?

Ostatnie trzy tygodnie były bardzo ciężkie. Praktycznie co drugi dzień zmieniał się kierunek wyjazdu: albo jadę na południe, albo dalej na wschód, to było jak przecišganie liny. A temat Stomilu tak naprawdę pojawił się w ostatnim momencie.

Czekał pan na ten telefon?

Nie ukrywam, że tak. I czułem, że powrót do Olsztyna będzie dobrym ruchem z mojej strony. Na poczštku było jeszcze sporo zawirowań, nie wiadomo było, kto zostanie w zespole, kto odejdzie, kto będzie trenerem. Ale od poczštku miałem nadzieję, że odpowiedni poziom sportowy zostanie zapewniony i nie pomyliłem się, jak na razie punktowo wystartowaliœmy nieŸle. Przede wszystkim w końcu mamy gdzie trenować. Jest nowe boisko, nie trzeba już ćwiczyć na zakolach za bramami ani jeŸdzić do Łukty, a te dojazdy były miażdżšce. Finansowo też wszystko się prostuje, małymi kroczkami, ale jednak.

W poprzednich sezonach, kiedy nad Stomilem wisiało widmo upadku, musiał pan niekiedy chodzić nawet na spotkania z władzami miasta negocjować pomoc dla klubu. Nie miał pan wtedy myœli: „Po co mi to? Jestem od grania, a nie od takich rzeczy"?

Będšc w Olsztynie, nie możesz tak myœleć. Każdemu powtarzam, że w tym mieœcie nie jesteœ tylko od grania. Takie podejœcie można mieć w Wigrach czy Miedzi Legnica, ale tutaj? Będšc kapitanem lub członkiem rady drużyny, musisz być człowiekiem instytucjš. Musisz radzić sobie w każdych warunkach, rozmawiać z ludŸmi, z którymi być może nawet nie chcesz rozmawiać. Warto było walczyć, chociaż nie ukrywam, że zdenerwowanie było codziennoœciš. To mnie przytłaczało, a najbardziej mojš rodzinę.

Jak radziliœcie sobie w szatni, kiedy zaległoœci finansowe były największe?

Były różne sytuacje. Ktoœ lepiej zabezpieczony finansowo starał się czasami pożyczać pienišdze, inny zapraszał na obiad – tego typu pomoc. I dlatego też nie było rozłamu w drużynie. Bo gdyby każdy podchodził do Stomilu jak do korporacji, na zasadzie „jak nie ma pieniędzy, to idę", to tego zespołu już dawno by nie było. Gdyby coœ takiego wydarzyło się w szatni, gdzie jest 90 proc. przyjezdnych, to wszystko rozmyłoby się z dnia na dzień. U nas było jednak wielu ludzi stšd, dlatego nikt na to nie pozwolił. Chociaż syf był totalny, nie ma co ukrywać.

Na co sportowo stać dzisiejszy Stomil?

Nie chcę mówić, że jesteœmy skazani na walkę o utrzymanie lub œrodek tabeli, bo zupełnie zmieniłem nastawienie po poprzednim sezonie, kiedy do ekstraklasy awansowała Sandecja. To był dla mnie szok, bo na poczštku sam skazywałem ich na końcówkę tabeli. A tu proszę, oni byli mocni, wywalczyli awans z zawodnikami tak naprawdę niechcianymi w innych klubach. Tak więc starajmy się wygrać każdy kolejny mecz, a cele same się wykrystalizujš.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL