Bieg po życie

aktualizacja: 11.04.2017, 22:30
„Bieg po nowe życie” odbył się w tym roku już po raz dziesiąty.
„Bieg po nowe życie” odbył się w tym roku już po raz dziesiąty.
Foto: materiały prasowe

Polska transplantologia ma się coraz gorzej. Spada np. liczba przeszczepów od żyjących dawców. Problem nagłaśniają lekarze, ale też sportowcy czy aktorzy.

REDAKCJA POLECA

1 kwietnia w Wiśle odbył się „Bieg po nowe życie". Pomysłodawcą wydarzenia jest Przemysław Saleta, który oddał córce nerkę.

Sportowcy z Polskiego Stowarzyszenia Sportu po Transplantacji oraz gwiazdy teatru, filmu, sceny muzycznej i kabaretowej, dziennikarze i sportowcy spotkali się w marszu nordic walking, by pokazać wsparcie dla polskiej medycyny transplantacyjnej. Wydarzenie cieszy się dużym zainteresowaniem widzów, ale pełni też rolę edukacyjną. Poza osobami znanymi z mediów w rywalizacji biorą udział dawcy i biorcy narządów, pokazując, że po przeszczepie można wrócić do zdrowia i pełnej aktywności.

Puszczone na żywioł

Statystyki nie napawają optymizmem. Przez ostatnie dwa lata odnotowano o 100 przeszczepień mniej, co jest konsekwencją braku odpowiedniej promocji transplantologii. – Im szersze grono odbiorców ma świadomość, że nie ma się czego bać, tym więcej szans dla ludzi, których problem przeszczepu dotyczy – przekonuje Katarzyna Błachnio, która trzy lata temu oddała nerkę bratu.

– Takie akcje jak „Bieg po nowe życie" są bardzo ważne jako działanie wspierające. Zasadniczą rolę powinno jednak odgrywać Ministerstwo Zdrowia w postaci promowania transplantologii i edukacji społeczeństwa – podkreśla profesor Andrzej Chmura związany z Kliniką Chirurgii Ogólnej Szpitala Dzieciątka Jezus w Warszawie. – Zainteresowanie transplantologią ze strony dyrektorów szpitali jest mniejsze, bo generuje straty. Wiele tematów jest nieuregulowanych, nie ma wiodącej instytucji, która by ustanawiała zasady pracy dla wszystkich ośrodków transplantacyjnych. Oprócz bardzo ogólnych przepisów cały czas jest to puszczone na żywioł. W efekcie mamy spadek przeszczepów, czego nie widać w innych krajach. Cały czas jesteśmy w ogonie świata, jeśli chodzi o przeszczepienia od żywych dawców – podkreśla prof. Chmura.

„Bieg po nowe życie" odbył się już po raz 10. Zdaniem jego pomysłodawcy widać pozytywne efekty wydarzenia. – Jako społeczeństwo zrobiliśmy duży postęp. Często jestem zaczepiany, rozmawiam na ten temat. Nie spotkałem nikogo, kto by deklarował, że nie przekaże swoich organów po śmierci albo nie pomoże jako dawca bliskiej osobie. Z mojej perspektywy transplantologia nie jest jednak priorytetem w polskiej służbie zdrowia – mówi Przemysław Saleta.

Nieuzasadnione obawy

Problemem są wciąż funkcjonujące mity. W Polsce przepisy są tak skonstruowane, że nie ma możliwości, by człowieka przestano leczyć po to, aby pozyskać od niego narządy.

– Musi być powołana Komisja Śmierci złożona z niezależnych lekarzy, bez niej nie ma przeszczepienia. Mitem jest także, że osoby, które giną w wypadkach na miejscu, mogą być dawcami. Absolutnie nie, bo nie może być spełniony właśnie warunek Komisji Śmierci – wyjaśnia profesor Chmura.

Nieuzasadnione są też obawy potencjalnych dawców. Mogą czuć się bezpiecznie. Od 2006 r. ustawa transplantacyjna nakłada obowiązek opieki nad nimi. Mają wręcz lepszą opiekę niż reszta społeczeństwa. – W trakcie kwalifikacji do przeszczepu u wielu osób wykrywamy różne choroby, które można skutecznie leczyć. Nawet jeśli nie kwalifikują się przez to jako dawcy, mogą zostać wyleczeni – zauważa Andrzej Chmura.

Potwierdza to Katarzyna Błachnio. – Kiedy człowiek decyduje się oddać organ, przechodzi kompleksowe badania. Początkowo to mama miała być dawcą. Przy okazji tych badań wykryto u niej raka macicy. Dawcą nie została, ale dziś jest zdrowa. Gdyby nie te badania, mogłaby się w ogóle nie dowiedzieć o chorobie. Nie ma się co wahać. Normalnie żyję, nie biorę żadnych leków. Nie mam żadnych ograniczeń – mówi dawczyni nerki.

Dużo jest do poprawienia, ale są też pozytywy. W ostatnich dwóch latach wzrosła np. liczba przeszczepień serca.

– Tu jest największy dysonans między listą oczekujących, których jest 350 rocznie, a liczbą przeszczepień – do tej pory było ich poniżej 80. Po raz pierwszy w 2016 r. przekroczyliśmy 100 przeszczepień serca. Wzrosła także liczba przeszczepień płuc. Cały czas potrzebujący wysyłani są do innych krajów – zauważa profesor Chmura.

Osoby gotowe po śmierci oddać swoje organy, powinny odpowiednie oświadczenie woli nosić wraz z dokumentami. O swojej decyzji powinny ponadto poinformować bliskich. Zgodnie z ustawą z 2005 roku „pobrania komórek, tkanek lub narządów ze zwłok ludzkich w celu ich przeszczepienia można dokonać, jeśli osoba zmarła nie wyraziła za życia sprzeciwu".

POLECAMY

KOMENTARZE