Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Œlšsk

Na Ślšsku robi mi się ciepło wokół serca

Stanisław Soyka
Fotorzepa / Sławomir Mielnik
Artysta opowiada Małgorzacie Piwowar o muzykowaniu, miejscowych tradycjach i kuchni.

Rz: Czy dziœ ma jeszcze dla pana znaczenie, że jest z pochodzenia Œlšzakiem?

Stanisław Sojka: Tak. Dobrze się czuję z myœlš, że jestem uformowany w œlšskiej katolickiej rodzinie. Posag na życie, który dał mi dom, rodzice, moje œrodowisko, w którym się kształtowałem – jest bardzo cenny. Tu nie bez znaczenia jest powiedzieć, że duża częœć mojej melodyki pochodzi z doœwiadczeń dotyczšcych œlšskiej tradycji muzycznej, także – tradycji œpiewaczej. Kiedy jestem na Œlšsku, to zawsze mi cieplej wokół serca, zwłaszcza że wcišż dobrze się majš moi rodzice. Biegle posługuję się gwarš, więc z rodzicami „godomy". Ale już moi synowie „nie godojom", niestety. Mówię też oczywiœcie literackim polskim, i to bez akcentu. Wielu Œlšzaków też potrafi posługiwać się literackim polskim, ale też wielu brzmi po œlšsku...

Na czym polega wyniesiona z domu œlšska tradycja?

To sš proste rzeczy: rzetelnoœć, szacunek dla pracy, wiarygodnoœć, starannoœć, punktualnoœć, szacunek dla czasu drugiego człowieka, zgoda i dobrosšsiedztwo. Wychowałem się w takiej naprawdę ekumenicznej codziennej rzeczywistoœci, bo w okolicach Pszczyny, gdzie moi dziadkowie mieli swoje gospodarstwa, w co drugiej wsi stały obok siebie koœcioły katolicki i protestancki – i nikomu to nie przeszkadzało. Sšsiedzi wzajemnie sobie pomagali, nie było żadnych antagonizmów z powodu różnic œwiatopoglšdowych, a w każdym razie ja niczego takiego nie pamiętam. Tolerancja była sprawš oczywistš. Jak żartuje mój tata, który jest emerytowanym mistrzem budowlanym: „po prostu u nas kšt prosty wynosi 90 stopni".

Całe pańskie formowanie muzyczne zaczęło się już w muzycznej szkole podstawowej, potem w Liceum Muzycznym w Katowicach. W jakim stopniu wpłynęła na pana szkoła?

Dołšczyłbym jeszcze do tego zestawu mojš zwykłš Szkołę Podstawowš nr 17 w Gliwicach, w której miałem szczęœcie być uczniem wspaniałych przedwojennych jeszcze nauczycieli – przybyłych ze Lwowa i innych naszych stron. To też poczytuję sobie za szczęœliwy bieg rzeczy, bo zostałem dobrze nauczony języka polskiego, geografii, historii. Z matmš może było trochę gorzej... (œmieje się) Nauczyłem się też kindersztuby, o którš dbali wspólnie nauczyciele i rodzice. Niedawno moje liceum miało jubileusz powstania liczony w okršgłych 70 latach. Tam uczyliœmy się zarówno przedmiotów ogólnych, jak i muzyki. To była elitarna wówczas szkoła, w której aby się kształcić, trzeba było zdać poważne egzaminy. Było nas pewnie około 200 uczniów – co nie było wiele w porównaniu z innymi szkołami, a i takich miejsc nie było też wiele.

Szkoła muzyczna formowała według pewnego ustalonego schematu. Miał pan jednak i całkiem odmienne, choć także muzyczne doœwiadczenie, będšc organistš w swoim koœciele parafialnym – katedrze œw. Pawła i Piotra w Gliwicach...

Tak, bo byłem doœć mocno zwišzany z życiem parafialnym. Tam od siódmego roku życia aż do matury œpiewałem w mieszanym, ale dorosłym chórze. Z radoœciš wykonywałem wielkš muzykę europejskš – od œredniowiecza po XX wiek – i jednoczeœnie rzeczywiœcie stałem się nieformalnym zastępcš naszego organisty, pana Wacława Różaka. To było bardzo cenne doœwiadczenie, dzięki któremu nieco lepiej poznałem chorał gregoriański, czyli miałem jeszcze rodzaj indywidualnego toku studiów. Fascynowało mnie to wówczas i zostało we mnie do dziœ.

Czy Gliwice i Katowice były dwiema różnymi œlšskimi rzeczywistoœciami?

Myœlę, że œlšskich rzeczywistoœci zawsze było wiele. Inna ta, która dotyczy kopalni i miast wokół kopalni, inna – z której pochodzi moja rodzina – z okolicy Pszczyny, Strumienia. To bardziej rolniczy zakštek i wpływy kulturowe też ma zupełnie inne. Jeœli patrzeć tylko na język – w tamtych stronach o wiele więcej słyszy się wpływu czeskiego, bo to bliżej Czech. A Gliwice, Zabrze – ten Œlšsk staroprzemysłowy pamiętajšcy jeszcze XVIII wiek – to wpływy niemieckie, także w języku. A jeszcze inna jest œlšska gwara opolska. W ten sposób można mówić o różnych Œlšskach.

A do którego jest panu najbliżej?

Nie mógłbym wskazać jednego punktu, miasta. To doœć specyficzna kraina – polska ziemia zachodnia, różnorodna, czerpišca inspirację także od sšsiadów. Ja się tam bardzo dobrze czuję, chociaż nigdy nie myœlałem w dorosłym życiu o powrocie na Œlšsk. Ale też nigdy nie mówię „nigdy".

Często pan wraca na koncerty, także charytatywne. Ma pan okazję obserwować ten region przez wiele lat z różnych perspektyw. Jak się zmienił od czasu pańskiego wyjazdu?

Na ten temat Krzysztof Magowski zrobił ze mnš odcinek cyklu dokumentalnego „Szlakiem gwiazd". Spacerowaliœmy po ulicach moich rodzinnych Gliwic i zmiany, które zobaczyłem – sš niewiarygodne. Z perspektywy czasu i odległoœci lepiej pewnie jeszcze widać, jak wiele się w mym mieœcie zmieniło – i to na lepsze. Że dobrze się tutaj gospodarzy, że Gliwice – jak cały tamtejszy wielogród – majš œwietnš infrastrukturę drogowš. Wszędzie widać postęp, ale to dotyczy przecież całej Polski. Przez ostatnich 25 lat dokonały się znaczšce zmiany, które mnie cieszš. To też moja œlšska cecha, że cieszę się, kiedy jest się z czego cieszyć.

Czy wcišż œlšska kultura jest odrębna?

Myœlę, że dziœ jest bardziej wymieszana z kulturami, których przedstawiciele przyjechali po wojnie na Œlšsk. Do Centralnego Okręgu Przemysłowego ludzie zjeżdżali się w poszukiwaniu pracy i nowego, lepszego życia. Ale Œlšzacy zawsze byli gotowi na spotkanie z innym, bo w wielokulturowoœci Œlšsk się tworzył i dobrze funkcjonował. Na Œlšsku nadal można liczyć na œwietnych rzemieœlników – w dodatku o połowę tańszych niż na Mazowszu i wykonujšcych swojš pracę rzetelnie. Tam się robi raz, a dobrze. Sam doœwiadczałem tego i mogę dyskretnie podać namiary. Natomiast antagonizmy i opowieœci o hanysach i górolach, które jeszcze funkcjonowały nawet w latach 70. – dziœ to już jest tylko historia. Nie ma co ukrywać – górniczy stan się zmniejsza, bo zmniejszajš się pokłady węgla, i można się spodziewać, że etos górniczy w cišgu najbliższych 25 lat zniknie, ponieważ nie będzie kopalni i całej wielkiej budowy społecznej wokół nich. To sš znaki czasu... Ale œlšski duch – istnieje.

Za czym pan tęskni?

Jeœli tęsknota, to za beztroskimi latami dziecięcymi, ale i to nie do końca. Dzieciństwo to była ciężka robota – obowišzki, nauka, ćwiczenie. Byliœmy we czterech – z moimi braćmi – chowani w dyscyplinie. Rodzice nas ubierali, dobrze karmili, ale i wymagali – mieliœmy obowišzek się uczyć. Nie było mowy o tym, żebym nie poszedł do szkoły, bo się Ÿle czuję. Albo, na przykład, żebym poskarżył się rodzicom, że dyrektor mi przylał gumš i kazał wypić łyżkę tranu jako karę, że przyłapał na paleniu papierosów. Jakbym tak zrobił, to jeszcze oberwałbym od ojca. Nauczyciel miał rację i, prawdę powiedziawszy, ci nauczyciele – kiedy patrzę z perspektywy czasu – w większoœci przypadków mieli rację. Wszystko poszło dobrze, złych rzeczy nie pamiętam.

Jaki jest pański stosunek do kuchni œlšskiej?

Cenię jš. A już szczególnie przywołać tu muszę dwa zasadnicze œlšskie dania. Pierwsze to modra kapusta, rolada i kluski œlšskie albo szare – to taka klasyka jak wiedeński sznycel. Druga rzecz to przygotowywane na Wigilię makówki. Przekłada się kilkakrotnie na przemian namoczonš w mleku bułkę masš z maku wymieszanš z miodem i innymi pysznoœciami. Odstawia się i chłodzi. Następnego dnia łatwo się kroi. To niezwykle sytne, choć postne danie. Wiele jest pysznych potraw, które mama robiła, ale teraz dla taty to już przeważnie tylko dietetycznie...

Wybiera się pan w najbliższym czasie z koncertami na Œlšsk?

W 2017 roku – na pewno.

CV

Stanisław Sojka, rocznik 1959. W czasie studiów œpiewał z big-bandem Puls, z którym dokonał pierwszych nagrań dla archiwum Rozgłoœni PR w Katowicach. Zadebiutował w listopadzie 1979 recitalem muzyki bluesowej i gospel w Filharmonii Narodowej w Warszawie. W 1981 roku ukazała się płyta „Blublula" – „Jazzowa płyta roku '81", która uzyskała status złotej. Owocna okazała się współpraca z Januszem Yaninš Iwańskim, w efekcie której powstały m.in. album „Acoustic". Album „Soyka. Sonety Shakespeare" sumował przyjaŸń z pisarzem i tłumaczem Maciejem Słomczyńskim. Skomponował i nagrał muzykę do „Tryptyku Rzymskiego" Jana Pawła II. W marcu 2004 roku ukazała się płyta „Soyka Sings Love Songs", na której zaprezentował własne wersje przebojów, których tematem była miłoœć. Zagrał policjanta w polsko-japońskim filmie Doroty Kędzierzawskiej „Jutro będzie lepiej". W 2010 w Sopocie otrzymał nagrodę festiwalu Dwa Teatry za najlepszš oryginalnš muzykę do słuchowiska „Jeszcze się spotkamy młodsi" Krzysztofa Czeczota. Skomponował też muzykę do wyreżyserowanego przez tego twórcę dramatu muzycznego „Pasja według Romana Brandstaettera zwana Pasjš Szczecińskš". Nagrał płyty z wierszami Miłosza, Osieckiej, Leœmiana, piosenkami Niemena. Jesieniš 2015 roku powrócił do sonetów szekspirowskich płytš „Shakespeare a cappella". W 2011 roku został uhonorowany nagrodš Grand Prix Krajowego Festiwalu Piosenki w Opolu za całokształt twórczoœci. —m.p.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL