Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Podkarpacie

Ostatni sezon w hrabiowskiej likierni

W fundamencie nowej destylarni w Łańcucie umieszczono ozdobnš butelkę słynnego łańcuckiego rosolisu.
materiały prasowe
W Łańcucie trwa budowa nowoczesnej destylarni, która ma zastšpić fabrykę wódek i legendarnych rosolisów.

Podczas uroczystoœci wmurowania kamienia węgielnego pod budowę nowej destylarni w Łańcucie w fundamencie budynku umieszczono oprócz aktu erekcyjnego m.in. ozdobnš butelkę słynnego łańcuckiego rosolisu. Już wkrótce ten wyrafinowany likier wytwarzany od dwóch wieków w miejscowej fabryce hrabiów Potockich przejdzie do historii polskiego przemysłu spirytusowego. Jego produkcja w łańcuckim Polmosie trwać będzie tylko do końca 2017 r. W tym czasie budowana za 20 mln euro przez właœciciela zakładów, francuskš grupę Marie Brizard Wine & Spirits (MBWS – dawniej Belvedere SA), nowoczesna destylarnia powinna już osišgnšć pełnš zdolnoœć produkcyjnš – 32 mln litrów czystego spirytusu rocznie.

W ubiegłym roku Polmos Łańcut przeszedł gruntownš restrukturyzację. Wytwarzanie wódek przeniesiono do innych zakładów firmy Sobieski, polskiej spółki MBWS. Pracę, pomimo protestów nawet przed ambasadš francuskš, straciło 130 ze 159 zatrudnionych. Restrukturyzacja zakładu tak radykalna, że właœciwie powinno się mówić o jego likwidacji – dla francuskiego zarzšdu standardowa optymalizacja kosztów, wynikajšca ze spadku w cišgu dwóch lat o 6 proc. krajowego popytu na wódkę – w oczach kilku pokoleń Potockich równałaby się œwiętokradztwu.

Ambasador pana na Łańcucie

Nawet w latach wielkiego kryzysu lat 30. XX w., gdy ostatni ordynat łańcucki Alfred Antoni Potocki wyprzedawał swe przedsiębiorstwa przemysłowe i kamienice czynszowe, nie wchodziło to w rachubę. „Jedna, jedyna fabryka likierów mimo uparcie powtarzanej opinii, że zamiast przynosić zyski, naraża właœciciela na koszty, nie była do sprzedania (...) spełniała bowiem zaszczytny obowišzek ambasadora pana na Łańcucie w kraju i na szerokim œwiecie" – pisał w autobiograficznej powieœci „Palacz z hrabiowskiej likierni" długoletni pracownik zakładu Roman Turek. I dodawał, że pan ów „w wytwórni tej był tak rozmiłowany, że się bez jej widoku obejœć nie mógł i gdy nawet goœci nie miał, zjawiał się choćby w towarzystwie koniuchów ze stajni".

Chętniej jednak niż stajennych zapraszał hrabia Alfred do likierni znakomite osobistoœci z kraju i zagranicy – w tym prezydenta Moœcickiego, króla rumuńskiego Karola, księcia Kentu Jerzego (brata króla Jerzego VI i stryja Elżbiety II) – by mogły poznać i rozsławić niezwykły smak rosolisów.

45 proc. i rosiczka

Mocne i słodkie likiery, o zawartoœci do 45 proc. alkoholu i 35 cukru, skomponowali w swych pracowniach w XIV w. włoscy alchemicy. Jak chce tradycja, do rosolisów – „ros solis" to „słoneczna rosa" – dodawano niegdyœ liœcie rosiczki, owadożernej byliny o liœciach pokrytych lepkim sokiem przypominajšcym krople rosy. Włoskie receptury trafiły na polskie dwory i do klasztorów kilka wieków póŸniej. W pierwszej połowie XIX w. sięgnšł po nie nowy właœciciel odziedziczonego po Lubomirskich Łańcuta, pierwszy ordynat łańcucki hrabia Alfred Potocki.

Urodzony finansista i przemysłowiec powzišł ekscentryczny zamiar, by w prowincjonalnym Łańcucie, gdzie istniała dotychczas tylko założona w 1764 r. gorzelnia, wytwarzać najlepsze alkohole w Europie. Po pół wieku, u schyłku życia, cel ten zdaniem ówczesnych ekspertów udało mu się osišgnšć. Powodzenie na rynku i międzynarodowš renomę likiery z Łańcuta zyskały jednak dopiero dzięki konsekwentnej promocji prowadzonej przez jego syna i wnuka, Alfreda Józefa i Romana Potockich, którzy na rosolisy zapraszali na Podkarpacie m.in. cesarza Franciszka Józefa I. Na przełomie XIX i XX w. wyroby „Cesarsko-Królewskiej Uprzywilejowanej Krajowej Fabryki Rosolisów, Likierów i Rumu jego Ekscelencji Romana hr. Potockiego w Łańcucie" podawano na dworach monarchów i w rezydencjach arystokracji, ale także w domach szerokiego grona zamożniejszych obywateli krajów Europy. Znane były też większoœci mieszkańców Łańcuta, bo choć wytwarzano je w pomieszczeniach zamkniętych na klucz i żelazne sztaby, alkohol „jak gdyby wcišż z likierni wyparowywał".

Oprócz likierów i rumu produkowano w fabryce także ocet i wodę kolońskš, ale jej chlubš były rosolisy, wytwarzane w 60 aż odmianach. Magazyn surowców pod wieżš ciœnień zawalony był po sufit trawami łškowymi i morskimi oraz krajowymi i zagranicznymi ziołami, a także skrzynkami cytrusów i owoców egzotycznych.

I będzie gorzelnia

Wszystko to przepadło wraz z całym wyposażeniem zakładu, gdy w 1914/1915 r. Galicję okupowały wojska rosyjskie. Los jednak chciał, że hrabia Alfred Antoni odziedziczył w 1921 r. ogromny spadek po Mikołaju Potockim z Paryża i zrujnowanš likiernię odbudował. W okresach dobrej koniunktury pracowała ona na dwie zmiany, produkujšc głównie na eksport i konkurujšc w swej specjalnoœci z największš w kraju fabrykš markowych trunków, lwowskš firmš Baczewskiego.

Ponownie spalona w 1944 r. przez Niemców, a następnie rozszabrowana przez Rosjan hrabiowska likiernia odrodziła się znów jako państwowy zakład produkcji wódki. Usamodzielniona po 1989 r. i sprywatyzowana, w 2004 r. włšczona została do spółki Belvedere. Jej najbardziej znanymi produktami były wódki Polonaise, Biała Dama i Łańcut oraz trzy odmiany rosolisu, różany, ziołowy gorzki i kawowy, ulubiony likier cesarza Franciszka Józefa. Udział fabryki w polskim rynku wódek wynosił ok. 10 proc., ponad 1/3 całej krajowej sprzedaży Grupy Sobieski.

W ostatnich dziesięcioleciach w Łańcucie nie destylowano już spirytusu, lecz korzystano z dostaw z innych zakładów. Obecnie sytuacja się odwróci – to nowy zakład w Łańcucie zaopatrywał będzie w alkohol producentów wódek. W tym sensie to powrót do korzeni, gdy przed 200 laty w Łańcucie powstawało nowoczesne polskie gorzelnictwo. Nowa destylarnia będzie przetwarzać rocznie 120 tys. ton różnych zbóż zbieranych z 15 tys. ha, głównie od krajowych dostawców. Zatrudniać ma tylko 47 osób, trzy razy mniej niż likiernia. Częœć z nich to pracownicy miejscowego Muzeum Gorzelnictwa, którego losy były niepewne. Obecnie powišzane z nowym zakładem, nie tylko przetrwa, ale prawdopodobnie będzie mogło się rozwijać. W jego salach wystawowych w klasycystycznym dworku, gdzie mieœcił się niegdyœ komisariat dóbr łańcuckich, można obejrzeć eksponaty ilustrujšce procesy produkcyjne tzw. cišgu rozlewniczego i historię gorzelnictwa na ziemiach polskich, w tym maszyny z różnych częœci kraju. Ale chyba najmocniej przemawiajš do zwiedzajšcych pamištki po dawnej likierni – fotografie, dokumenty, dyplomy, cenniki, druki reklamowe, piękne stare etykiety, kielichy degustacyjne i, nieraz wcišż pełne, wymyœlne butelki stworzone przed stu laty przez artystów w swym fachu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL