Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Rzeszowa i Podkarpacia

Widz chce głębszej opowieści o życiu

O premierze „Chorego z urojenia" i innych wydarzeniach końca sezonu – mówi Jan Nowara, dyrektor Teatru im. Siemaszkowej w Rzeszowie.

Rz: „Chory z urojenia" to dziœ bodaj najczęœciej grany tytuł Moliera w Polsce. Poza rzeszowskim wystawieniem w reżyserii Waldemara Œmigasiewicza zaplanowano również premierę w marcu we Wrocławiu, w Teatrze Polskim. Co takiego przykuwa uwagę w molierowskiej komedii – hipochondria, czy coraz większe używanie przez Polaków różnych medykamentów?

Jan Nowara: Waldemar Œmigasiewicz napisał w programie do przedstawienia: „Żyjemy pomiędzy œmiesznoœciš a tragicznoœciš, gdzie figura tragiczna wieńczy nasze komiczne istnienie". I właœnie takiego przekazu mogłem się spodziewać, powierzajšc realizację arcykomedii Moliera artyœcie, którego wielkš pasjš intelektualnš i twórczš jest Witold Gombrowicz. Nasz chory z urojenia, czyli Argan, w tej roli Marek Kępiński, będšc komicznym i godnym szczerego œmiechu, na końcu stanie się tragiczny. Można by powiedzieć, że w oczach Œmigasiewicza, tak samo jak u Moliera, œwiat jest pacjentem, który jest nieuleczalnie chory, tylko nie wie, na co. I tak jak Argan na złoœliwe pytanie wštpišcej w jego chorobę służšcej Antosi: „Na jakš?", wykrzykuje z irytacjš: „Na chorobę!" – przeczuwajšc jednoczeœnie jej najbardziej opłakane skutki. W takiej interpretacji z pewnoœciš farsa spotka się na scenie z dramatem i będzie to przeœmieszny i zarazem gorzko-mšdry Molier.

Teatr im. Siemaszkowej znany jest m.in. z Festiwalu Nowego Teatru, na którym można zobaczyć najnowsze pršdy sceniczne, widoczne jest to również w macierzystych premierach. Czy Waldemar Œmigasiewicz ma zaspokoić potrzeby miłoœników „teatru œrodka"?

To zadanie dla Moliera. Sposób, w jaki Œmigasiewicz się do niego dobiera, absolutnie nie gwarantuje spokojnej i „bezpiecznej" rozrywki. Że będzie œmiesznie, nie mam wštpliwoœci, ale chwilami może być też œmiertelnie œmiesznie!

W Bydgoszczy i w Kaliszu, gdzie powstały spektakle grane na rzeszowskim festiwalu, w tym zwycięskie, rozpisano konkursy na nowych dyrektorów. Czy to wyraz tendencji, która promuje spektakle bardziej przystępne dla widzów, czy raczej nie można tych faktów tak analizować?

Jak sšdzę, mamy tu do czynienia z bardziej skomplikowanym zjawiskiem. Owszem, problem zrozumienia artystycznego przekazu zaczyna się pojawiać coraz częœciej, kiedy rozmawiamy o naszych przedstawieniach z publicznoœciš, nawet tš, zdawać by się mogło, bardziej rozbudzonš i przygotowanš, na przykład ze studentami i nauczycielami. Nie ma co ukrywać, prostszy i łatwiejszy przekaz oraz lżejsze gatunki majš coraz większe wzięcie. Byłem szczerze zdumiony, kiedy ostatnio do naszego teatru przywędrowała kilkusetosobowa grupa młodzieży szkolnej z nauczycielami po to, żeby zobaczyć farsowe „Szalone nożyczki". Bawiła się œwietnie i była w pełni ukontentowana! A więc nie tylko dorosłe życie jest ciężkie, praca w korporacji stresujšca. Jak widać, młodzieży także doskwiera egzystencja. Jedni i drudzy szukajš w teatrze coraz częœciej już tylko odprężenia i zabawy. Można się zastanawiać, czy nam wszystkim nie zaczyna już cišżyć samo myœlenie i rozumienie. I dlaczego tak się dzieje. To byłaby diagnoza obnażajšca stan naszych potrzeb wyższego rzędu, uderzajšca także w sferę edukacji, szczególnie w naukę obcowania ze sztukš, która ma się coraz gorzej. Ale sš też inne wirusy atakujšce polski teatr.

Jakie?

Szczególnie ten okreœlajšcy się mianem postępowego. NajgroŸniejszy z nich nazwałbym pokazywaniem języka – w sensie dosłownym i metaforycznym. Chodzi o spektakle, w których artysta jest pępkiem œwiata. Nieważne, co ludziom opowiada i czy w ogóle chce im coœ opowiedzieć. Ważne, jak to robi, a najważniejsze, że on to robi i on pokazuje, jaki ma talent, i że potrafi w każdej chwili zrobić na scenie wszystko. Bo nieistotne, co mówi literatura, jeœli jeszcze w ogóle chce się nam jš czytać. Istotne, co my chcemy przekazać i zademonstrować. I tu dochodzimy do punktu zapalnego, który znakomicie ilustruje „Klštwa" w Powszechnym. Jej twórca już niczego nie owija w bawełnę, mówi wprost. Nie chodzi o spektakl, o teatr, w ogóle o sztukę. Chodzi o ingerencję w rzeczywistoœć – w celu wywołania reakcji społecznej. Sposobem jest prowokacja i skandal. Teatr ma zmieniać œwiat, aktor ma demonstrować poglšdy, a nie wcielać się w postać. Scena jest terenem akcji politycznej. Artyœci „postępowego teatru" chcš rzšdu, i to wcale nie rzšdu dusz. No i mamy gotowš awanturę, którš żywiš się media. Moim zdaniem to droga donikšd, bowiem prawdziwszy i bardziej dramatyczny spektakl polityczny rozgrywa się codziennie na innej scenie, z o wiele większš oglšdalnoœciš, czyli w mediosferze. A teatr w swoich rewolucyjnych zapędach traci z pola widzenia publicznoœć, która chce i potrzebuje sztuki, czyli głębszej opowieœci o człowieku i życiu.

Oliver Frljić, reżyser „Klštwy", nigdy nie ukrywał, że chce działać w mediosferze, zaœ Powszechny działa pod politycznym szyldem „Teatr, który się wtršcš". A czego możemy się spodziewać po goszczšcej w pana teatrze wystawie znakomitego niemieckiego plakacisty Guntera Rambowa, która będzie bodaj jednš z największych artystycznych atrakcji marca w Rzeszowie?

Na pewno mocnych wrażeń, bowiem Rambow buduje swojš twórczoœć na emocjach i skondensowanym dramacie. To uznany artysta, od lat zwišzany ze znaczšcym teatrem operowym we Frankfurcie nad Menem. Jego oryginalny język wykorzystuje mistrzowsko ekspresję fotografii i typografii. Wystawę organizujemy w ultranowoczesnej przestrzeni Uniwersytetu Rzeszowskiego, który jest partnerem wielu naszych działań, szczególnie zwišzanych z Festiwalem Nowego Teatru. I warto jeszcze dodać, że Gunter Rambow był pokazany w Polsce, bodaj osiem lat temu, w Muzeum Narodowym w Poznaniu, więc jego rzeszowska wystawa ma walor œwieżoœci.

Jakie premiery zaproponuje pan widzom do końca sezonu 2016/2017?

Po „Chorym z urojenia" wystawimy „Szklanš menażerię" w mojej reżyserii. Postanowiłem jš rozegrać poza realnym czasem i miejscem, w którym umieœcił swój dramat Tennessee Williams, a mianowicie w głowie Toma Wingfielda, zbuntowanego poety i rockmana, który w wyobraŸni powróci do porzuconego domu, żeby odbudować rodzinne więzi. Sezon zakończymy dziecięcš klasykš, czyli „Koziołkiem Matołkiem" w reżyserii naszego aktora, Sławka Gaudyna.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL