Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Podkarpacie

Ksišżka „To nie jest miejsce do życia" Krzysztofa Potaczały: historia południowo-wschodniej polski

Nie było jeszcze ksišżki, która równie interesujšco i wyczerpujšco opowiadałaby o dwudziestowiecznej historii południowo-wschodniej Polski jak „To nie jest miejsce do życia" Krzysztofa Potaczały.

Na okładce widnieje Stalin. Wyprostowany, żelbetonowy, z fajkš w dłoni. Postawiono go w Ustrzykach Dolnych w 1951 r. Wytrwał przez pięć lat, pozdrawiany skinieniem głowy przelęknionych mieszkańców, ale też często upokarzany. Jak choćby wtedy gdy kilku mieszkańców miasteczka założyło się o litr wódki, że przemieniš Generalissimusa w chłopa. Założyli mu poplamiony waciak, obok cokołu postawili rower Ukraina i wsadzili w kieszeń kartkę: „Masz kufajku i maszynu, to się wynoœ, skur...!".

Inni bezczelni mieszkańcy potrafili postawić krwawemu Gruzinowi brzozowš miotłę u stóp do sprzštania albo wsadzali na głowę blaszane wiadro. Jeden nadzwyczaj rozrzutny dowcipniœ zawiesił mu nawet pęto kiełbasy na szyi. Ubecja miała pełne ręce roboty z tym nieszczęsnym pomnikiem, aż wreszcie w 1956 r. zwalono go, cišgnšc końmi w różne strony. Œwiadkowie wspominajš, że długo się bronił, ale ostatecznie uległ i skończył w górskim strumieniu z odłupanymi fragmentami, które mieszkańcy Ustrzyk zachowali sobie na pamištkę po straszno-œmiesznych czasach.

Nie bez powodu Stalin otwiera ksišżkę Krzysztofa Potaczały. Jej podtytuł brzmi bowiem „Jak Stalin wysiedlał ludzi znad Bugu i z Bieszczad" i stanowi zapis przymusowych migracji ludzi, którzy z Bieszczad zostali wysiedleni lub których przywieziono tu pod przymusem. A wszystko właœnie za sprawš Stalina, który niedbałym ruchem ręki postawił granicę, nie zważajšc na podziały etniczne, narodowoœciowe, na lokalne zwyczaje, tradycje i sšsiedzkie stosunki.

Linijkš po mapie

„Musiał to zrobić ktoœ kompletnie pozbawiony empatii i zdrowego rozsšdku, skoro na zimno haratnšł na mapie krechę przedzielajšcš kilka wsi w taki sposób, że częœć z nich znalazła się po sowieckiej, a częœć po polskiej stronie. Tym samym rozdzielono sšsiadów, przyjaciół, a nawet bliższych sobie ludzi, którzy znaleŸli się w dwóch różnych krajach, choć dzieliła ich niekiedy odległoœć kilometra" – czytamy u Potaczały.

Autor od lat zajmuje się historiš Bieszczad oraz ich kulturowym tłem i kolorytem. W dorobku ma trzy tomy reportaży „Bieszczady w PRL" oraz ksišżkę „KSU. Rejestracja buntu" o znanym zespole punkowym z Ustrzyk Dolnych, który swš nazwę wzišł od lokalnego skrótu na tablicach samochodowych.

„To nie jest miejsce do życia" ukazała się w księgarniach nakładem wydawnictwa Prószyński pod koniec 2017 roku i stanowi podsumowanie dotychczasowej pracy Krzysztofa Potaczały, a jednoczeœnie jest jednš z najważniejszych ksišżek poœwięconych regionowi w ostatnim czasie. Jak w pigułce opowiada ona o skomplikowanej historii mieszkańców południowo-wschodnich rubieży.

Ksišżkę o Bieszczadach Krzysztof Potaczała zaczyna niecodziennie, bowiem od historii Nadbużan, którzy zamieszkiwali tereny położone między Bugiem a dzisiejszš wschodniš granicš Polski, mniej więcej na wysokoœci Hrubieszowa i Tomaszowa Lubelskiego. Były to tereny, które po 1945 r. przypadły Polsce, ale po paru latach połakomili się na nie Sowieci i w 1951 r. złożyli Polakom propozycję nie do odrzucenia. Zaproponowali mianowicie wymianę nadbużańskich, bogatych w czarnoziemy, żyznych terytoriów na bieszczadzkie tereny Bojkowszczyzny i Łemkowszczyzny, przetrzebionych wskutek akcji „Wisła", wymierzonej teoretycznie w nacjonalistyczne organizacje UPA i OUN, a koniec końców uderzajšcej we wszystkich, których pochodzenie budziło wštpliwoœci.

Czytamy u Potaczały szczegółowe wspomnienia z procesu przesiedleńczego. Jak przebiegał on krok po kroku, jak wyglšdała podróż i co zastali Nadbużanie w nowym miejscu, którego nie oœmieliliby się nazwać domem. Przyzwyczajeni od 1939 r. do tułaczki nie mieli pewnoœci, czy to koniec ich wędrówki ludów.

Potaczała, choć jest dziennikarzem i reporterem, to napisał ksišżkę jak rasowy historyk. Sięga do wspomnień, œwiadectw i Ÿródeł historycznych. Odtwarza okolicznoœci polityczne, społeczne i ekonomiczne. Pozwala na moment wczuć się w wysiedlanych ludzi, którzy nie tracili nadziei, ufajšc, że wyjazd nie jest ostateczny i jeszcze kiedyœ wrócš do swoich gospodarstw. Dlatego wielu z nich nie zdecydowało się pojechać na dalekie ziemie zachodnie, bo wcišż żyli nadziejš, że powrót będzie możliwy. A z Bieszczad będzie bliżej nad Bug niż choćby z Pomorza Zachodniego.

Ziemia jałowa

Z kolei w następnych rozdziałach Krzysztof Potaczała przenosi nas w okolice Ustrzyk Dolnych i wraca do ludzkich wspomnień z okresu okupacji sowieckiej, niemieckiej, a potem znowu sowieckiej. Kreœli panoramę narodowoœci – Polaków, Ukraińców, Żydów, Rusinów i pomniejszych wspólnot narodowoœciowych oraz religijnych.

Pokazuje, jak z mapy etnicznej znikały kolejne grupy. Na samym poczštku Cyganie i Żydzi wymordowani przez wojska niemieckiego Wehrmachtu i esesmanów z Einsatzgruppen. Potem Polacy, zabijani i przepędzani przez ukraińskich sšsiadów zaczadzonych nacjonalistycznymi hasłami. Chwilę póŸniej Ukraińcy musieli zapłacić za swoje grzechy i sami padli ofiarš kolejnych represji oraz czystek. Na końcu do wyjazdu zmuszani byli wszyscy, którzy nie mieli jednoznacznie polskich korzeni, czyli wszelkiej maœci Rusini, Bojkowie i Łemkowie. Bieszczady z każdym rokiem się wyludniały, więc kiedy Nadbużanie przyjechali w 1951 r., zastali tam puste i wyniszczone gospodarstwa oraz leżšce odłogiem nieurodzajne pola. Przeciwieństwo tego, co zostawili – wychuchane gospodarstwa i pola przynoszšce nadzwyczaj obfite plony.

Zderzenie propagandy i rzeczywistoœci było dla przesiedleńców wstrzšsem. Obiecywano im złote góry, a zastali trudne warunki klimatyczne, nieurodzajnš ziemię i nadchodzšcš zimę, bo był listopad. „Gdy bladym œwitem otworzyły się drzwi, ludzie nie wierzyli własnym oczom. Wielu po raz pierwszy w życiu zobaczyło góry. Nie skojarzyły się im z niczym pozytywnym, nie dostrzegli w nich piękna, a jedynie przeszkodę. Wyobrazili sobie, że zostanš wciœnięci w te wzniesienia i że spomiędzy nich nie będzie już ucieczki. I nikt, dosłownie nikt nie chciał wysišœć" – cytuje jedno z licznych œwiadectw autor.

Ludzie wpadali w rozpacz, a niektórzy w autentyczne szaleństwo: „W którymœ z wagonów podniesiono krzyk; po chwili już we wszystkich tłum lamentował i przeklinał, a stojšcy przy torach zdezorientowani żołnierze nie wiedzieli, jak reagować. W pewnym momencie dwie kobiety wyskoczyły z wagonów; z wrzaskiem, że wolš zginšć, niż tutaj żyć, pobiegły jak oszalałe do pobliskiej rzeki. Na zewnštrz były może cztery stopnie; pospieszono im na ratunek i dopiero po szarpaninie wywleczono na brzeg".

Bieszczady, które dzisiaj kojarzš się z przygodš i naturš nieskażonš działalnoœciš człowieka, przesiedleńcom prezentowały się niczym ziemia jałowa. Krzysztof Potaczała pisze, że „nikt z przywiezionych w Bieszczady Zabużan nie dostrzegał ich uroku. Nie tylko u schyłku jesieni, gdy trawy zrudziały, a drzewa przybrały złocistobršzowe barwy, ale i póŸniej – podczas zim, jakich dotšd nie znali, gdy wioski kšpały się w czystym œniegu, a biały puch podchodził do okien chat i otulał je niby pierzynš. Bali się gór, a jednoczeœnie ich ciekawiły".

Niektórzy przez wiele miesięcy potrafili siedzieć na spakowanych walizach i kufrach, usiłujšc w ten sposób zaklšć bolesnš rzeczywistoœć. Zwłaszcza starsze pokolenie miało problem z adaptacjš.

Autor „To nie jest miejsce do życia" potrafi umiejętnie wyważyć historyczne fakty, statystyki i opisy politycznych uwarunkowań ze œwiadectwami ludzi, których spotkał ciężki los. Krzysztof Potaczała stara się o nikim nie zapominać. Pisze o Polakach, Żydach, Ukraińcach i przesiedlonych na ziemie zachodnie Rusinach. Interesujš go wszystkie strony migracyjnego procesu – ci, którzy przyjechali w Bieszczady, a których potomkowie do dziœ tam żyjš, ale także ci, którzy z Bieszczad musieli wyjechać i trafili do poniemieckich gospodarstw i kamienic.

Bezcenne œwiadectwa

Obficie dzieli się szczegółami i obyczajowymi ciekawostkami, czasem nawet humorystycznymi scenkami. Czytamy na przykład o armii rozbestwionych kotów, których w pustych gospodarstwach było w 1951 r. pełno. Wspomina także o greckich uchodŸcach politycznych, których w ramach komunistycznej solidarnoœci osiedlono w okolicach Ustrzyk. Cišgle jednak pamięta o dramatycznym ciężarze opowiadanej historii. O zapomnianych grobach partyzantów, o żydowskich kirkutach, na których Sowieci stawiali obory, a także o zniszczonych cerkwiach.

Nie jest to stricte ksišżka historyczna – bibliografia jest zbyt skromna, by uznać jš za pozycję naukowš. Z drugiej strony trudno odmówić jej historycznej rzetelnoœci, dlatego znakomicie spełnia rolę popularyzatorskš. Bardzo dobrze napisana, wcišgajšca i konstrukcyjnie przemyœlana. Najcenniejszy jest jednak fakt, że Krzysztof Potaczała w pierwszej kolejnoœci oddaje głos œwiadkom tamtej historii oraz ich potomkom, a sam odsuwa się na daleki plan, słusznie uznajšc, że autentyczne wspomnienia i relacje sš najważniejsze.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL