Życie Regionów

Alarm dla średnich miast – grozi im katastrofa

Fotorzepa/Maciej Jezwiecki
Dla wielu samorządowców starania o rozwój to tak naprawdę walka o przetrwanie. Jeśli ich miasta ją przegrają, będą musiały zacząć się zwijać. Same sobie nie poradzą, potrzebują kompleksowego wsparcia od państwa.

Dotknęły nas wszystkie plagi, w tym bezrobocie, depopulacja, migracje i emigracje, upadek największych w mieście firm czy też w końcu starzenie się społeczeństwa – wylicza Franciszek Fejdych, burmistrz Prudnika.

– Jeśli negatywne tendencje występujące w naszych miastach nie zostaną zahamowane, rzeczywiście może nam grozić kryzys – dodaje Robert Choma, prezydent Przemyśla.

Problemy rozwojowe są...

Prudnik i Przemyśl znalazły się na liście miast tzw. kryzysowych. Kryzysowych, bo już teraz silniej niż inne tracą swoje znacznie w regionie, co za 20–30 lat może zakończyć się katastrofą. Główną jej przyczyną ma być zmniejszająca się liczba mieszkańców, w niektórych miejscach w Polsce może się ona skurczyć nawet o 30–40 proc. A miasto bez mieszkańców zamiast iść do przodu, musi się zwijać. Można sobie wyobrazić na poły puste szkoły, przedszkola, szpitale, puste domy, bloki i ulice. Kasa miasta też może zaświecić pustkami, a tymczasem utrzymanie infrastruktury wybudowanej dziś na potrzeby znacznie większej społeczności stanie się jeszcze bardziej kosztowne.

Analizę stanu polskich miast średnich przygotował Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN pod kierownictwem prof. Przemysława Śleszyńskiego. Średnie miasta, obok metropolii, są równie istotne dla harmonijnego rozwoju, a przez ostatnie lata zostały nieco zaniedbane i zmarginalizowane. Z badań Instytutu wynika, że na 250 takich miejscowości (chodzi o miasta o liczbie powyżej 20 tys. mieszkańców lub powyżej 15 tys., jeśli to miasto powiatowe, z wyłączeniem stolic województw), aż 122 ma poważne problemy rozwojowe. Osiągają gorsze wyniki niż przeciętnie w takich obszarach, jak liczba ludności, liczba bezrobotnych, dochody budżetu z podatków, dostępność komunikacyjna, czy wykluczenie społeczne.

...ale żeby zaraz kryzys?

Te problemy wstępują w różnym poziomie i w zależności od ich nasilenia. Prof. Śleszyński pogrupował miasta na zagrożone (39 jednostek), obniżającego się potencjału (33), stagnujące (27) i kryzysowe (23). Tych w najgorszej sytuacji, kryzysowych, najwięcej jest na tzw. ścianie wschodniej, w województwach: lubelskim (pięć), podkarpackim, świętokrzyskim (po cztery) i warmińsko-mazurskim (3).

W pierwszym odruchu władze miast „kryzysowych" trochę się obruszyły. Bo wiedzą, że sytuacja jest trudna, no ale żeby zaraz kryzysowa...

– Ostrowiec Świętokrzyski, mimo trudnych zmian ekonomiczno-społecznych związanych z transformacją, wychodzi na prostą i staje się atrakcyjną lokalizacją zarówno dla inwestorów, jak i samych mieszkańców – zaznacza Marzena Dębniak, wiceprezydent Ostrowca Świętokrzyskiego, przedstawiając punkt widzenia większości samorządowców. – Takie analizy przyczyniają się raczej do rozpowszechniania negatywnego wizerunku miasta, co nie pomaga np. w próbie pozyskania nowych inwestorów – dodaje.

Ale summa summarum, jak zaznacza Ryszard Pabian, burmistrz Jasła, nie ma co polemizować z badaniami; każdy widzi, jak jest. I trzeba wziąć się do jeszcze cięższej pracy. A starań, by wyciągać małe ojczyzny z problemów i przeciwdziałać ewentualnej zapaści, jest w średnich miastach naprawdę wiele.

Walka o miejsca pracy

Dużo dzieje się choćby na rynku pracy. Bo marginalizacja części miast średniej wielkości wynika w dużej mierze z upadku wielu przedsiębiorstw po 1989 r., likwidacji PGR (co do dziś przynosi negatywne efekty w gminach rolniczych) i – zdaniem samorządowców – reformom administracyjnym (likwidacja 49 województw i powołanie 16 samorządów regionalnych i blisko 300 powiatowych). Te czynniki spowodowały gwałtowny spadek liczby miejsc pracy, wzrost bezrobocia, problemy społeczne i exodus mieszkańców czy to za granicę, czy do wielkich polskich metropolii. Zadziałał – i działa do dziś – prosty schemat: jeśli nie ma pracy, nie ma perspektyw na rozwój zawodowy i osobisty. A każdy młody człowiek szuka dla siebie najlepszych szans.

– Dlatego koncentrujemy się na tworzeniu dobrych warunków dla powstawania nowych miejsc pracy – podkreśla wiceprezydent Ostrowca Świętokrzyskiego. Miasto przygotowało tereny inwestycyjne, skupując działki, a część terenu miasta została włączona do SSE Starachowice. Przedsiębiorstwa, które się tam pojawią, mogą liczyć na ulgi w podatkach i operacyjną pomoc od samorządu. W efekcie w ciągu ostatnich trzech lat powstało 500 nowych miejsc pracy.

– Do tego realizujemy liczne inwestycje, by zwiększyć dostępność komunikacyjną miasta, a także by Ostrowiec stał się miastem atrakcyjnym i przyjaznym dla mieszkańców – mówi prezydent Dębniak. I wylicza m.in. przygotowanie działek pod budownictwo mieszkaniowe, zwiększone wydatki na edukację czy poprawę funkcjonowanie komunikacji miejskiej i estetyki miasta. Obecnie Ostrowiec ma ok. 70,5 tys. mieszkańców, czyli o 5 tys. mniej niż w 2002 r. Do 2050 r. – jak wynika z prognoz GUS – ta liczba może się zmniejszyć do 46 tys. (o 35 proc.).

– Systematycznie realizujemy inwestycje, które mają uatrakcyjnić nasze miasto – podkreśla Robert Malinowski, prezydent Grudziądza. To duże projekty infrastrukturalne (w tym budowa Trasy Średnicowej czy połączenie Grudziądza w autostradą A1), rewitalizacja centrum miasta i terenów rekreacyjno-turystycznych (np. budowa mariny nad Jeziorem Rudnickim), kompleksowa modernizacja szkół, nowe przedszkola, wydarzenia kulturalne itp. – Udało się nam ściągnąć nowych inwestorów, dzięki czemu bezrobocie spadło z 30 proc. do 11–12 proc. Teraz to pracodawcy biją się o pracowników – mówi Malinowski. Liczba mieszkańców Grudziądza do 2050 r. może się skurczyć do ok. 72 tys. ze 100 tys. w 2002 r.

Sami nie dadzą rady

– Brak pracy to dramat mieszkańców, a luki po kiedyś prężnie działającym przemyśle obuwniczym i odzieżowym w naszym mieście nie udało się do dziś odbudować – mówi Franciszek Fejdych, burmistrz Prudnika. – Nasze działania są więc zdeterminowane na pozyskanie inwestorów, którzy stworzą w mieście nowe miejsca pracy – zaznacza Fejdych. Miasto uzbroiło tereny inwestycyjne, które zostały włączone do Wałbrzyskiej SSE. – Dzisiaj dzięki tym staraniom w trzech zakładach pracuje około 250 pracowników. Jest jeszcze miejsce dla innych inwestorów, których nadal poszukujemy. Do tego dodać trzeba wdrożone programy pomocowe dla przedsiębiorców, miasto posiada pełną infrastrukturę techniczną i społeczną, pozyskujemy na realizację zadań własnych niemałe środki z funduszy Unii Europejskiej, choć oczywiście chciałoby się więcej – wylicza. Prognozy demograficzne dla Prudnika są jednak nieubłagane – w ciągu 35 lat może ubyć ponad 30 proc. mieszkańców, a zostanie ich 14,5 tys. wobec 21,4 tys. w 2016 r. i 23,6 tys. w 2002 r.

Podobnych działań i inicjatyw można znaleźć wiele, jak Polska długa i szeroka. Często przynoszą pozytywne efekty, czy to w poprawie jakości życia mieszkańców, czy delikatnie rosnących dochodów lokalnego budżetu. Ale wszyscy są zgodni, że na dłuższą metę samorządowcy sami sobie nie poradzą.

Rząd problemy średnich miast już dostrzegł. Opisywana wyżej analiza PAN to opracowanie przygotowane na potrzeby strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju. Na jej podstawie Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przygotowało pakiet dla średnich miast. To preferencje w dostępie do funduszy unijnych głównie dla przedsiębiorców (działających w średnich miastach) oraz zachęty dla samorządów do współpracy z Polskim Funduszem Rozwoju w ramach inwestycji kapitałowych (więcej na ten temat piszemy na stronach 6–7). Według samorządowców to ciekawe propozycje, jednak niewystarczające. Sami przedstawiają więc długą listę oczekiwań i propozycji.

Państwo w średnich miastach

To przede wszystkim zamiana w sposobie rozdzielania pieniędzy z UE. Dotychczas (głównie w rozdaniu na lata 2007–2013) duże projekty dużych miast i te wojewódzkie traktowane były priorytetowo, a pozostałe samorządy musiały walczyć o unijne euro mniej więcej na tych samych zasadach. W efekcie najwięcej pieniędzy trafiło do aglomeracji, reszta rozproszyła się po Polsce.

– Najpierw mieliśmy politykę wsparcia dla miast subregionalnych, potem dla metropolii i ściany wschodniej. Realizacja tych polityk w jakimś stopniu przyczyniła się do degradacji miast średnich. I to bez względu na to, czy położonych na wschodzie, zachodzie, północy czy południu kraju – wytyka Fejdych.

– Problemem Jarosławia jest brak takiego rodzaju wsparcia, jakie otrzymywały przez lata duże ośrodki, takie jak Rzeszów, Kraków czy Wrocław – wtóruje Waldemar Paluch, burmistrz Jarosławia. – Brak długofalowej polityki inwestycyjnej moich poprzedników spowodował, że młodzież przestała wiązać swoje plany na przyszłość z naszym miastem i dziś możemy obserwować niepokojące zjawisko wyludniania się. Potrzebujemy pilnego wsparcia właśnie w obszarze inwestycji – dodaje. Według danych i prognoz GUS w Jarosławiu mieszka obecnie 38,2 tys. osób, w 2050 r. może być ich o 10 tys. mniej.

Chodzi zresztą o wsparcie nie tylko inwestycji samorządowych i unijnych, ale także w pozyskiwaniu inwestycji prywatnych. Włodarze średnich czy mniejszych miast, zwłaszcza w regionach o peryferyjnym położeniu, z dala od ośrodków przemysłowym, mają słabą siłę przebicia. Nawet grube pieniądze włożone w budowę stref aktywności gospodarczej nie dają gwarancji, że pojawi się tam w końcu jakieś duże przedsiębiorstwo nakręcające koniunkturę na lokalnym rynku. Co ciekawe, według nowych propozycji rządu cała Polska ma się zamienić w jedną wielką specjalną strefę ekonomiczną, gdzie firmy będą mogły liczyć na zwolnienie podatkowe (obecnie tak się dzieje tylko na wyznaczonych terenach SSE). Największe ulgi będą dostawać firmy innowacyjne, działające w branżach kreatywnych i inwestujące tam, gdzie bezrobocie jest największe, w tym także w średnich miastach. Brzmi nieźle, ale pytanie, czy ulgi zachęcą biznes do inwestowania tam, gdzie nie widzi potencjału rozwojowego, skąd uciekają młodzi, najbardziej aktywni i wykształceni ludzie?

– Cały region Zalewu Wiślanego w obrębie województwa warmińsko-mazurskiego był dotychczas zaniedbywany przez władze rządowe i wojewódzkie różnych opcji politycznych – nie zrealizowano na tym obszarze żadnych znaczących inwestycji, które mogłyby wykorzystać potencjał i strategiczne położenie regionu – wytyka Monika Trzcińska, burmistrz Braniewa. – A do tego likwidowano bądź reorganizowano państwowe jednostki, co jeszcze bardziej przyczynia się do obniżenia prestiżu i rangi miast oraz osłabienia – rozwijającego się wcześniej – rynku wyspecjalizowanych usług dla jednostek publicznych – podkreśla Monika Trzińska.

W Braniewie, gdzie liczba ludności może się skurczyć aż o 40 proc., zlikwidowano m.in. jednostki wojskowe, zreorganizowano ZUS, Urząd Skarbowy, Pocztę Polską, a ostatnio – zakład karny. Dodatkowo zlikwidowano lub ograniczono połączenia kolejowe z większymi miastami regionu, a jedna decyzja rządu o zamknięciu tzw. małego ruchu granicznego zatrzymała rozwój całej strefy przygranicznej.

– Dlatego oprócz pakietu dla średnich miast oczekiwalibyśmy bardziej skoordynowanej i całościowej polityki państwa wobec regionów z problemami – zaznacza burmistrz Braniewa. Nie może być tak, że jedną ręką państwo coś daje, drugą zabiera. W ten sposób dojdziemy donikąd – podsumowują samorządowcy.

Zróżnicowanie ważne dla rozwoju kraju

Polska ma bardzo korzystny i prawidłowo ukształtowany tzw. policentryczny system osadniczy. To znaczy, że mamy dużo miast różnej wielkości mniej więcej równomiernie rozsianych po całym kraju – kilka dużych metropolii, sporo miast średnich i najwięcej tych małych. Taki system jest bardzo korzystny dla gospodarki, ponieważ nie powoduje tendencji do tzw. ujemnych sprzężeń zwrotnych, czyli nadmiernej koncentracji różnego rodzaju zasobów na wybranych obszarach. Tak dobrego układu nie ma żaden kraj w Europie. Przykładowo: na Węgrzech aktywność gospodarcza, społeczna itd. koncentruje się w Budapeszcie, w Hiszpanii – w Madrycie i Barcelonie, a w Wielkiej Brytanii dominuje Londyn.

W Polsce potencjał policentrycznego systemu dotychczas jednak nie był wykorzystywany. Przez ostatnie lata w polityce rozwoju regionalnego dominowało podejście, zgodnie z którym szybko rozwijające się duże ośrodki miały ciągnąć za sobą te mniejsze.

Według PiS nie przyniosło ono oczekiwanych efektów, bo różnice między silnymi ośrodkami a tymi słabszymi zamiast się zmniejszać, jeszcze się pogłębiły.

Opinie

Agata Fisz, prezydent Chełma

Chełm jest jednym z wielu miast, które w 1999 r. utraciły statut stolicy województwa. Odczuwalnym skutkiem tego był m.in. postępujący odpływ różnych instytucji do innych miast, co miało negatywny wpływ na liczbę miejsc pracy, w tym tych wymagających wysokich specjalizacji, i średnią zarobków w mieście. Naszym zdaniem pomocą dla miast średnich byłaby decentralizacja niektórych instytucji publicznych, rozmieszczenie ich także w dawnych miastach wojewódzkich. Dotyczy to także lokalizowania siedzib, oddziałów i biur spółek Skarbu Państwa.

W Chełmie mamy problemy, nie sposób się jednak zgodzić z tym, iż to sytuacja kryzysowa. Realizowanych jest bowiem szereg nowych inwestycji – zarówno drogowych, jak społecznych i infrastrukturalnych, w tym kulturalno-rekreacyjnych. W mieście powstają nowe miejsca pracy, pod tym względem sytuacja jest lepsza niż kilkanaście lat temu. Reaktywowana niedawno podstrefa ekonomiczna już skutkuje kilkoma inwestycjami produkcyjnymi, chcemy otwierać kolejne tereny dla biznesu i pod budownictwo mieszkaniowe.

Robert Choma, prezydent Przemyśla

Od wielu lat alarmowaliśmy kolejne rządy, że perspektywa rozwojowa Przemyśla i innych ośrodków jest bardzo niekorzystna. Przyczynia się do tego odpływ młodych, wykształconych ludzi do większych miast, szczególnie ośrodków akademickich oraz wysoki od lat poziom bezrobocia. Przemyśl nie zaskarbił sobie niestety także pozycji miasta, w którym lokowane są poważne inwestycje zarówno prywatne, jak i państwowe. Niezaprzeczalne walory i potencjał turystyczny obniża również skromna baza hotelowa i zaplecze rekreacyjno-sportowe i wciąż ograniczona dostępność komunikacyjna.

W miarę dostępnych możliwości finansowych samorząd miasta zrobił wiele, aby zatrzymać niekorzystne tendencje: poprawiliśmy dostępność komunikacyjną, przygotowaliśmy uzbrojone tereny inwestycyjne, możliwe są ulgi dla inwestorów, a miasto deklaruje tworzenie profilowanych szkół zawodowych na potrzeby pracodawców. Mimo dużego zainteresowania, na razie nie udało się jednak pozyskać dużego inwestora zewnętrznego. Może tu przydałoby się wsparcie instytucji publicznych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL