Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Życie Regionów

Olgierd Geblewicz: Pyszny cukierek za szybš

Olgierd Geblewicz od 2010 roku jest marszałkiem województwa zachodniopomorskiego, a od 2011 – członkiem Komitetu Regionów. Wczeœniej przewodniczšcy sejmiku województwa zachodniopomorskiego, a w latach 2002-2006 radny Rady Miejskiej w Goleniowie. W Platformie Obywatelskiej od 2001 r., od 2013 – przewodniczšcy zarzšdu szczecińskiej PO.
Archiwum Komitetu Regionów Unii Europejskiej
Optymistyczne jest to, że zachodni politycy, jako odpowiedzialni ludzie, będš chronili europejski projekt przed demontażem czy gwałtownym pęknięciem. Ale trzeba się spodziewać zmian – mówi Olgierd Geblewicz, marszałek województwa zachodniopomorskiego, prezes zarzšdu Zwišzku Województw RP.

Rz: Unijny Komitet Regionów, którego jest pan członkiem, jest kolejnš unijnš instytucjš, która w swojej rezolucji stwierdza, że Polska jest krajem niepraworzšdnym. Dodaje, że za tę niepraworzšdnoœć nie powinno się nam zabierać funduszy strukturalnych, ale fakt, że w ogóle wspomina o takiej możliwoœci, pokazuje sposób myœlenia Brukseli. Jak gdyby tylko argumenty finansowe mogły przekonać Polskę do zmiany zachowania. To dobra droga?

Olgierd Geblewicz: Sankcje sš broniš obosiecznš, bo tym odpowiedzialnym za kryzys konstytucyjny w Polsce dajš do ręki oręż. Będš mogli mówić: „Widzicie, znowu ta zła Unia karze Polskę". Taki obraz codziennie jest budowany przez partię rzšdzšcš, prorzšdowe media i ich zwolenników w internecie. Obawiam się, że sankcje przy tej nachalnej propagandzie PiS obrócš się przeciw samej Unii, gdyż osłabiš prounijnš postawę Polaków. KE powinna przemyœleć, jak się zachowywać w tej nowej sytuacji. Zamiast sankcji znaleŸć na przykład nowy sposób na dystrybuowanie unijnych pieniędzy, np. poprzez samorzšdy, niezależne agencje czy też certyfikowane przez KE organizacje pozarzšdowe, tak jak to dzieje się w wypadku funduszy norweskich. Nie byłoby wtedy zagrożenia, że rzšd de facto wykorzystuje unijne pienišdze przeciwko UE i że nasi mieszkańcy zapłacš za przewinienia rzšdzšcych.

Ten spór o praworzšdnoœć trwa już dwa lata, podobnie jak wykorzystywana w reakcji na zarzuty KE retoryka godnoœciowa i krytyka pod adresem Komisji. Czy to ma już wpływ na stosunek Polaków do UE?

Władza we współczesnym œwiecie podlega ograniczeniom, czego PiS nie szanuje i nie jest w stanie znieœć. Przystšpienie do jakiejkolwiek organizacji międzynarodowej wišże się z utratš jakiejœ częœci niezależnoœci, a więc zdolnoœci do podejmowania w pełni suwerennych decyzji przez rzšdzšcych. Kiedy wstępowaliœmy do UE i do NATO, mieliœmy pełnš tego œwiadomoœć, że wchodzimy do klubów, w których obowišzujš okreœlone zasady, i zgodziliœmy się im podporzšdkować. Ale wiedzieliœmy, że to cena bezpieczeństwa i coraz lepszego życia, perspektyw mieszkańców. Implementowaliœmy zachodnie standardy, stworzyliœmy niezależne instytucje stojšce na ich straży. Dopiero po upewnieniu się naszych partnerów, że budujemy państwo stabilne, przewidywalne, traktujšce poważnie swoje zobowišzania wobec nich, nastšpił nasz akces. Ukraina, która startowała na poczštku lat 90. z tego samego poziomu, wskutek innych uwarunkowań nie miała presji na wdrożenie demokratycznego modelu. Dziœ nie podlega ograniczeniom wspólnych zasad wynikajšcych z członkostwa w UE. Jest więc bardziej suwerenna, ale czy bezpieczniejsza, zapewniajšca lepsze perspektywy mieszkańcom? Czego więc chcemy my, Polacy? Czy znudzony suweren chce wracać pod godnoœciowymi hasłami do standardów wschodnich? Myœlę, że tego nie chce, ale ulega cynicznej propagandzie. Że będziemy „wielkš Polskš", która nie podlega regułom „brukselskich elit" i wcišż nie wierzy, że ta antyunijna retoryka rzšdzšcych ma na celu przygotowanie suwerena do wyjœcia z Unii i porzucenie tego gorsetu reguł krępujšcego rzšdzšcych.

Mówi pan, że Polacy aspirowali do Zachodu. Ale wtedy to był bogaty, bezpieczny Zachód, a dziœ – według propagandy rzšdowej w Polsce – to jest miejsce zalane przez muzułmańskich imigrantów. Zresztš to widać w raporcie Fundacji Batorego. Szczególnie młodzi ludzie w Polsce uważajš to za główny problem Unii. Czyli co w tej Unii jest teraz dla Polaków atrakcyjnego? Chyba tylko te miliardy ze wspólnego budżetu.

Niespodziewany sukces propagandy wišże się z tym, że zbudowano fałszywy obraz kontrastu; Unii – miejsca niebezpiecznego, i polskiej sielanki. Kwintesencjš był strasznie wyrachowany wideoklip PiS: „Jest taki kraj". Zestawiono tam obrazki z zamachów w Paryżu i Brukseli czy różne budzšce niepokój akcje w Niemczech z krainš mlekiem i miodem płynšcš, łanami zboża, pięknš dziewczynš z blond warkoczem. A więc nie z pochodami ONR, przypadkami pobicia na tle rasowym, atakiem nożownika w Stalowej Woli i innymi przestępstwami, które sš obecne w naszym kraju. Liczby gwałtów w Niemczech nie zestawia się ze statystykami gwałtów dokonywanych przez Polaków w Polsce, jakby ich nie było. PiS doskonale wie, że duża częœć Polaków wcišż myœli kategoriami: „Niech na całym œwiecie wojna, byle nasza wieœ szczęœliwa, byle nasza wieœ spokojna". To bardzo egoistyczne podejœcie do problemów, które we współczesnym œwiecie sš problemami wspólnymi, buduje fatalny obraz Polski i będzie miało swoje implikacje w przyszłoœci, gdy to my będziemy nawoływali do solidarnoœci. Polityczne paliwo migracyjne kiedyœ się wyczerpie, a konsekwencje pozostanš. UE udowodniła niejednokrotnie, że jako demokratyczna organizacja na problemy reaguje zdecydowanie wolniej niż jakakolwiek dyktatura typu Putin, ale potrafi wypracować skuteczne i – co najważniejsze – trwałe rozwišzania. I dziœ widzimy, że sytuacja w tym zakresie w Europie bardzo się zmieniła. Napływ migracyjny jest znaczšco ograniczony, zagrożenie terrorystyczne zmalało, choć oczywiœcie nie można go lekceważyć. Propaganda rozsiewana w Polsce, że cała Europa zazdroœci nam, w jakim bezpiecznym, czystym rasowo kraju żyjemy, może budzić najwyżej uœmiech politowania. Natomiast bezpowrotnie straciliœmy możliwoœć używania jednego argumentu, który tak często wykorzystywaliœmy – przywoływania zasady solidarnoœci.

No właœnie. Bywa pan na spotkaniach Komitetu Regionów. Sš tu burmistrzowie, szefowie prowincji czy inni lokalni włodarze z państw UE. Również z tych regionów czy miejsc, które borykajš się z problem znaczšcej migracji. Jak oni reagujš na brak solidarnoœci ze strony Polski?

Kompletnie nie rozumiejš tego, co dzieje się w Polsce. Byliœmy dla nich wczeœniej narodem solidarnoœci, który dostawał straszne lekcje od historii, ale jednoczeœnie miał wielkie serce. Mój przyjaciel z Komitetu Regionów Francois Decoster, który jest merem Saint-Omer w regionie Calais, prosił, żeby mu wyjaœnić, dlaczego Polacy tak bojš się migrantów i tak nie chcš pomagać. Powiedział mi tak: „My mamy dżunglę w Calais, mamy problem, ale damy sobie z nim radę, bo przeżyliœmy już wiele fal migracji z różnych krajów. Ale mamy też polskš społecznoœć pochodzšcš z trzech fal napływowych: najpierw w kryzysie po I wojnie œwiatowej, potem po II wojnie kolejna fala i wreszcie w latach 80. po stanie wojennym. My ich wszystkich przyjmowaliœmy z otwartymi rękami, pomagaliœmy im zbudować we Francji drugi dom. Dziœ żyjemy razem, stanowišc różnorodnš, ale przez to wartoœciowš wspólnotę. Czy Polacy tego nie pamiętajš, że przecież wiele wieków sami migrowali? Czy wasza historia nie przeszkadza wam traktować obcych jak wrogów?". Tak niestety jesteœmy dziœ postrzegani. Zamiast z solidarnoœciš kojarzymy się z ksenofobiš, a jak tak dalej pójdzie, to również z antysemityzmem.

Nie boi się pan, że to wpłynie na chęć głównych płatników netto na przekazywanie pieniędzy krajowi takiemu jak Polska w przyszłym unijnym budżecie po 2020 roku?

Żeby móc przewidzieć wynik negocjacji, trzeba próbować wejœć w buty drugiej strony. No więc wejdŸmy w buty takiego polityka z Francji czy Niemiec. On wie, że brexit spowoduje zmniejszenie budżetu. Czy w zwišzku z tym ma płacić więcej? Jak na to zareaguje jego wyborca? A on nie zareaguje dobrze. Bo dotychczas odpowiedziš na pytanie, dlaczego daje się miliardy Polsce, był argument, że to korzystne dla obu stron. Dajemy pienišdze, ale dzięki temu mamy ustabilizowanych sšsiadów, partnerów handlowych, nasze firmy mogš tam rozwijać działalnoœć. Rozwijamy się wspólnie w oparciu o zasadę europejskiej solidarnoœci. Dziœ słyszš, że polski rzšd nie chce stosować się do europejskich reguł, jest niechętny zagranicznym przedsiębiorstwom, a za głównego wroga uznaje zachodnie sieci handlowe czy farmerów uprawiajšcych ziemię w Polsce. Czyli z wartoœci nic nie zostało, biznes ma działać tylko w jednš stronę, a pienišdze majš płynšć w drugš. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić powodzenie argumentacji, żeby zwiększać budżet czy powstrzymać unię dwóch prędkoœci. Optymistyczne jest to, że politycy zachodni, jako odpowiedzialni ludzie, będš chronili europejski projekt przed demontażem czy gwałtownym pęknięciem. Ale trzeba się spodziewać zmian. Obawiam się, że nawet jeœli budżet się nie zmniejszy znaczšco, to możemy mieć sytuację pysznego cukierka za szklanš szybš.

Jakie pan widzi główne niebezpieczeństwa?

Głównym jest warunkowoœć ex ante oparta na praworzšdnoœci. Czyli już nie sankcje, bo Polska dostanie kopertę przydzielonš według dotychczasowego algorytmu. Ale wykorzystać te pienišdze będziemy mogli po udowodnieniu, że spełniamy zasady praworzšdnoœci, że rzšdy prawa sš szanowane. I to Polska będzie musiała udowodnić, że wymiar sprawiedliwoœci jest transparentny, sšdy sš niezawisłe, a sędziowie niezależni. Do czasu nie będzie można wykorzystywać pieniędzy. Kolejna sprawa to chęć Brukseli, nie tylko w odniesieniu do Polski, przejęcia bezpoœredniego zarzšdzania jak największym kawałkiem budżetu. Tak jak miało to miejsce z instrumentem „Łšczšc Europę". Usłyszymy argumenty, że programy operacyjne w całej UE, nie tylko w Polsce, leżš, a w „Łšczšc Europę" jest to 100 proc. zaangażowania. To nie jest dla nas dobre. Kolejna rzecz to innowacyjnoœć, w której wcišż poruszamy się jak dziecko we mgle. Nie dokonaliœmy zmian w polskiej nauce, sš tylko tanie zaklęcia. Innowacje na całym œwiecie powstały w oparciu o potrójnš heliksę: połšczenie œwiata nauki ze œwiatem biznesu przez œwiat publiczny. Dziœ w Polsce każdy przedsiębiorca chce się trzymać jak najdalej od œwiata publicznego i publicznej nauki. A każdy polityk jak najdalej od œwiata biznesu, bo może zawsze paœć ofiarš tanich posšdzeń. W dziedzinie innowacyjnoœci absolutnie nie widzę wyjœcia z tej pułapki œredniego rozwoju. Więc jeœli będzie dużo więcej pieniędzy na innowacyjnoœć, to my tego cukierka nie spróbujemy. Już nawet teraz widzimy, że pieniędzy na innowacyjnoœć w obecnych programach operacyjnych nie wydamy. Kiedyœ byliœmy spokojni, bo Komisja, traktujšc nas jak wzór, pozwalała na przesuwanie pieniędzy na inne cele. Teraz mam duże wštpliwoœci, czy tak się stanie. Zobaczymy po 2018 roku, gdy będzie dokonywany œredniookresowy przeglšd na półmetku programowania.

Zmieniš się nie tylko priorytety, ale też pewnie instrumenty finansowania. Skoro tzw. plan Junckera daje pożyczki i za te same pienišdze można zrobić dużo więcej niż za dotacje. Czy w Polsce to zadziała?

Nie krytykuję narzędzi zwrotnych. Pomorze Zachodnie, jako jeden z pierwszych regionów w Europie, podjęło się realizowania programów JEREMIE i JESSICA. I one bardzo dobrze się sprawdziły. To sš ciekawe komponenty wsparcia rozwoju. Ale to jest jak z partnerstwem publiczno-prywatnym: nie wszędzie da się tego użyć. One sš do zastosowania tam, gdzie mamy do czynienia z niewykorzystanym potencjałem finansowym: wkładamy pienišdze i mamy natychmiast efekt ekonomiczny pozwalajšcy nam natychmiast zwracać pienišdze. Ktoœ ma dziesięć szpitali w różnych miejscach. Buduje jeden, ma wszystko w jednym miejscu i z oszczędnoœci generuje spłatę pożyczki. Nie na każdej drodze postawimy szlaban, gdzie będziemy inkasować pienišdze. Plan Junckera jest wykorzystywany głównie w najsilniejszych oœrodkach, a polityka spójnoœci ma pomagać tym słabszym. Oferowanie kredytów tym, których nie stać na spłatę, to byłby parabanking.

Będzie mniej pieniędzy, ale przecież Polska jest coraz bogatsza, mamy wysoki wzrost gospodarczy. Czy œrodki krajowe nie mogłyby bardziej finansować inwestycji w sytuacji, gdy zabraknie unijnych transferów?

Oczywiœcie mogłyby na poziomie lokalnym. W dużej częœci samorzšdy powinny być na to już przygotowane, jak rozwijać narzędzia zwrotne. Ale problem polega na tym, że nie da się o tym dyskutować, bo jesteœmy w fazie centralizacji, czyli bezmyœlnego przejmowania co bardziej łakomych kšsków, jak np. wojewódzkie fundusze ochrony œrodowiska. Nie po to, żeby prowadzić rozsšdnš politykę regionalnš, ale po to, żeby mieć władzę nad jakimœ wycinkiem rzeczywistoœci i nad pieniędzmi. Samorzšdowcy sš przedstawiani jako następna kasta, z którš trzeba się rozprawić, obok niezależnych mediów. Nie ma więc atmosfery do dyskusji o tym, jak najlepiej realizować interesy publiczne. Już dwa–trzy lata temu uważałem, że należy budować poduszkę amortyzacyjnš na wypadek ograniczenia strumienia pieniędzy z UE. A więc właœnie te wojewódzkie fundusze, na które mieszkańcy regularnie płacš. Dla ludzi lepsze produkty, czystsze œrodowisko, a dla przedsiębiorstw korzystnie oprocentowanie pożyczki. Taki mikroplan Junckera dla wszystkich, którzy chcš działać w bardzo przyszłoœciowym biznesie czystego œrodowiska. Stworzyliœmy też Zachodniopomorski Fundusz Rozwoju Regionalnego, gdzie włożyliœmy pienišdze z poprzedniej perspektywy budżetowej i kilkaset milionów złotych już teraz kršży w systemie jako dotacje i instrumenty zwrotne. Takie rzeczy powinniœmy rozwijać, zresztš zachęca do tego minister rozwoju regionalnego. Ale po tym zamachu na wojewódzkie fundusze ochrony œrodowiska pytam: jakš mamy pewnoœć, że rzšd nie zabierze również Funduszy Rozwoju Regionalnego. Przecież to jest jedna ustawa do przegłosowania nocš. Wydaje mi się, że intencja jest taka, żeby myœleć w krótkiej perspektywie. I my jako samorzšdy jesteœmy tego zakładnikiem.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL