Życie Pomorza

Tajemnice Chopolu

Chopol 2, pozostający w służbie Koreańsko-Polskiego Towarzystwa Żeglugowego Chopol, wybudowano w 1978 roku
AdobeStock
Jeden statek zatonął, miejsce drugiego jest nieznane. Polski biznes z Koreą Północną w ramach Koreańsko-Polskiego Towarzystwa Żeglugowego Chopol zawisł w próżni.

– Zerwaliśmy wszelkie kontakty ze stroną północnokoreańską – mówi „Rz" Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej. – Ze statku w Korei został usunięty responder, więc niestety nie znamy miejsca jego pobytu. My z kolei zabezpieczyliśmy środki, jakie znajdowały się na wspólnym koncie w Polsce, chodzi o kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Zablokowaliśmy je w ostatnim momencie – wyjaśnia.

Jak dodaje minister, na dzień dzisiejszy działalność Chopolu jest zamrożona. Ale wciąż mocno utajniona.

Dług do Chopolu

Formalnie to firma shippingowa powołana do transportu morskiego. Jej historia sięga aż 1965 roku, kiedy powstało Koreańsko-Polskie Towarzystwo Maklerów. W 1987 roku zostało przekształcone w Koreańsko-Polskie Towarzystwo Żeglugowe. Siedzibę spółki umieszczono w Phenianie, a oddział w Gdyni, gdzie zasiadł polski i koreański dyrektor. Udziały podzielono po połowie, tak samo miejsca w zarządzie. Cel działalności: transport morski, głównie magnezytu do Polski, a koksu do Korei. We flocie Chopolu pływało kilka jednostek, a sama firma nie odbiegała charakterem od innych tego typu przedsięwzięć z krajami sojuszniczymi. Po upadku PRL kolejne rządy zdawały się nie przykładać większej wagi do spółki, ale nie było też chęci jej likwidacji. Chopol został z jednym starym masowcem m/v „Ryo Myong" o nośności 33 tys. DWT. Wobec postępującej izolacji koreańskiej dyktatury w mediach co jakiś czas pojawiały się jednak pytania o firmę. W 2006 roku, gdy u władzy był PiS, opisała ją „Rz".

– Spółka zostanie dokładnie skontrolowana pod kątem ekonomicznych i politycznych korzyści, płynących z jej funkcjonowania, jak również zbadana pod kątem przestrzegania praw człowieka – podkreślił po opublikowaniu artykułu Konrad Ciesiołkiewicz, ówczesny rzecznik rządu Jarosława Kaczyńskiego. I zapowiedział, że jeśli którykolwiek z tych aspektów wypadnie negatywnie, spółka zostanie zlikwidowana.

Chopol jednak przetrwał rządy PiS, a ten zainteresował się nim ponownie w 2012 r., już jako opozycja dopytując o dalszy sens istnienia spółki. Tym razem to rząd Donalda Tuska opowiedział się za jej dalszym działaniem. Powodem była podpisana 11 czerwca 2011 r. umowa pomiędzy RP a KLD w sprawie spłaty zadłużenia Korei Płn. wobec Polski. Według umowy spłata długu nastąpiła poprzez wpłatę 1,5 mln dol. właśnie na rzecz Chopolu. Co więcej, spółka zdawała się wracać do gry. Rok 2010 armator miał zakończyć stratą 658 tys. dol., 2011 minimalnym plusem (6,7 tys. dol.), a 2012 r. już zyskiem 80 tys. dol., dzięki przewozom blisko 109 tys. ton ładunków.

Statek widmo

Powyższe dane odsłaniają jednak tylko mały fragment działalności spółki, bo w Chopolu przez lata wszystko było poufne. Armator uzyskał w Polsce status przedsiębiorcy zagranicznego, co zwolniło go z jakiegokolwiek raportowania swojej działalności przed polskimi organami. W gdańskim oddziale Krajowego Rejestru Sądowego można znaleźć wiele pism z sądu czy urzędu skarbowego wzywających spółkę do złożenia bilansu albo sprawozdania. Odpowiedź jest zawsze odmowna. W jednym z pism dyrektor oddziału w Gdyni napisała do sądu wprost: „Siedzibą spółki jest Phenian, a obowiązującym prawo koreańskie". I już.

Nie wiadomo więc, w jakim stopniu polskim urzędnikom udawało się przez te lata kontrolować nie tylko działalność spółki, ale też to, co dokładnie przewoziły jej statki do objętej sankcjami Korei. Gdy w 2013 r. dopytywaliśmy o to Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej nadzorujące wówczas armatora – resort jako ładunki wymienił węgiel i rudę żelaza. Resort gospodarski morskiej, który dziś sprawuje nadzór nad Chopolem, wskazuje z kolei na węgiel, sodę kaustyczną, cement oraz pellety sojowe.

Niepewna na przestrzeni lat jest nawet liczba statków. Wiosną 2013 roku Ministerstwo Transportu poinformowało redakcję „Rz", że dzięki wspomnianej wpłacie 1,5 mln dol. przez Koreę Chopol w 2012 r. kupił 11-letni statek m/v „Jo ppol 2". Tym samym jego flota miała się zwiększyć do dwóch jednostek, a resort zapowiedział kupno kolejnej. Wspomniany m/v „Jo ppol 2" został wybudowany w 1978 roku, wg rejestrów umieszczonych w internecie – najpierw pływał jako „Vanil", od 1991 jako „Pitak Samut", a od 1999, czyli trzy lata przed wspomnianym kupnem – już jako „Chopol 2" i właśnie w służbie Chopolu.

Niejasności jest więcej. Resort gospodarki morskiej podkreśla dzisiaj, że ten sam m/v „Jo ppol 2" dość szybko został utracony.

– Z posiadanych informacji uzyskanych od strony koreańskiej wynika, że 11.11.2012 r. statek ten na skutek trudnych warunków pogodowych (silny wiatr i duże falowanie) został zepchnięty na mieliznę w rejonie Chongjin. W wyniku powyższego nastąpiło poważne uszkodzenie kadłuba i zalanie czwartej ładowni. Załoga bezpiecznie opuściła statek na tratwach ratunkowych w 12.11.2012 r. W wyniku trudnych warunków pogodowych uszkodzeniu uległo także kilka innych statków w tej okolicy oraz nabrzeże portu Chongjin – relacjonuje „Rz" biuro prasowe Ministerstwa Gospodarki Morskiej.

Tymczasem w kwietniu 2013 r., czyli pół roku po tych wydarzeniach, Ministerstwo Transportu oświadczyło, że statek... kursuje pomiędzy Chinami a Koreą.

Sankcje zablokowały spółkę

Mimo nieświadomości katastrofy albo jej przemilczenia oraz postępującego napięcia w relacjach z Koreą Północną rząd PO zapowiadał dalszą działalność Chopolu. Cel był nieznany. Być może był taki sam jak utrzymywanie polskiej ambasady w Phenianie. To jedna z nielicznych placówek państw NATO, dzięki której Polska, a także jej sojusznicy mają możliwość obserwowania reżimu od wewnątrz.

Ostatecznie polsko-koreański biznes zablokowały decyzje Rady Europy i rezolucja ONZ nr 2270 z marca 2016 r., która nałożyła sankcje na Koreę. Dzisiaj Chopol praktycznie nie działa. W międzyczasie nowy rząd wymienił polskie kierownictwo w spółce. Pod kontrolą Polski zostało kilkadziesiąt tysięcy dolarów i nieruchomość w Gdyni. Statek został w Korei.

– By spółka mogła zakończyć działalność, potrzebna jest zgoda Korei Północnej. Wystąpiliśmy do nich, że chcemy zakończyć wspólne działanie – deklaruje Marek Gróbarczyk.

Jak wyjaśnia ministerstwo, rozwiązanie spółki wiązać się będzie z koniecznością wypowiedzenia porozumienia w trybie przewidzianym w ustawie z 14 kwietnia 2000 r. o umowach międzynarodowych, tj. m.in. po uzyskaniu zgody Rady Ministrów.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL