Najazd inwestorów na Gdańsk

aktualizacja: 14.02.2017, 09:19
Grażyna Błaszczak
Grażyna Błaszczak
Foto: Fotorzepa / Waniek Ryszard

Mieszkania w ubiegłym roku sprzedawały się fenomenalnie w całym kraju. Ale to w Gdańsku szaleństwo zakupowe spowodowało, że stolica Pomorskiego – jako jedyne duże miasto w Polsce – zanotowała wzrost średnich cen o ponad 10 proc. rok do roku.

REDAKCJA POLECA
13.02.2017
Jakub Szczepański, gdański historyk i społecznik: Serce Gdańska bije we Wrzeszczu
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Skąd taki popyt na lokale nad morzem? O nie, nie chodzi o dopłaty do kredytów i młode rodziny, które pojawiły się na rynku. Koniunkturę nakręcali głównie inwestorzy, którzy chcą korzystać z tego, że Gdańsk umożliwia zarabianie na wynajmie i krótko- i długoterminowym. I wcale nie chodzi o tych, którzy mają już po kilka mieszkań i powiększają swój portfel (choć takich nie brakuje), ale o tych, którzy szukają szczęścia na rynku najmu po raz pierwszy.

Rok temu pewna prawniczka szukała lokaty dla ponad 200 tysięcy złotych. Ponieważ banki zniechęcały do oszczędzania wysokością oprocentowania, miała remontować dom i wymienić samochód. Ktoś jednak doradził jej, aby kupiła mieszkanie nad morzem – w Gdańsku, w bloku. Nie żaden apartament, tylko zwykły lokal na osiedlu. Zaryzykowała, choć bała się, że bez spa i innych usług pod ręką klientów zabraknie. Ale – jak opowiadała mi niedawno – szybko się okazało, że inwestycja była strzałem w dziesiątkę. Pojechała do nowego mieszkania tylko na kilka dni wiosną, bo na weekend majowy już było wynajęte.

W wakacje też właściwie nie skorzystała z gdańskiego lokum, gdyż miało pełne obłożenie. Dopiero jesienią spędziła tam kilka dni. Przyznaje, że zima jest słabsza, ale do nieruchomości jeszcze nie dokładała. I zapewne w tym mieście jeszcze długo będzie można zarabiać na urlopowym wynajmie krótkoterminowym. Z drugiej strony studentów najemców też nie powinno zabraknąć.

Mówiąc o popycie na mieszkania nad morzem, warto przywołać dane firmy Reas, która podała, że rynek w Trójmieście jest tak płynny, że gdyby na koniec 2016 roku deweloperzy nie dołożyli do oferty żadnego lokalu, to wszystko, co mieli, wyprzedałoby się w niecałe trzy kwartały. – To już nie popyt, tylko wielkie ssanie na rynku – skomentował jeden z analityków.

Jak długo jeszcze potrwa? Pewnie w tym roku będzie podobnie. Ale pojawia się kilka pytań. Czy jeśli ceny mieszkań będą rosły, inwestorzy nie poszukają sobie innego miasta? Bo wzrost oczekiwań sprzedających wydaje się naturalny, gdy towar idzie jak woda. Albo jeśli fiskus opodatkuje wyżej najem krótkoterminowy lokali, czy nie pokrzyżuje to planów inwestorów? I jeszcze jedno: czy zapowiadany wzrost stóp procentowych, który przełoży się nie tylko na spadek zdolności kredytowej, ale także na niższą atrakcyjność inwestycji w lokale na wynajem, nie spowoduje zawirowań na rynku? Trzeba to brać pod uwagę, planując udział w wyścigu inwestorów.

POLECAMY

KOMENTARZE