Pomorze Zachodnie

Wizualizacja dla turystów i architektów

Jan Filipowiak, prezes startupu Pixel Legend.
materiały prasowe
Mamy ambicje, by stworzyć aplikacje dla dużych miast z tematycznymi wycieczkami – mówi Jan Filipowiak, prezes startupu Pixel Legend.

Według Fundacji Startup Poland jesteście jednym z wyróżniających się projektów na Pomorzu Zachodnim. Jak zaczynaliście?

Jan Filipowiak: Od 2003 r. jestem obecny na rynku – zakładałem wtedy swoją pierwszą działalność. Opracowywaliśmy aplikacje mobilne, strony internetowe, otwieraliśmy sklepy internetowe, później przechodząc do rzeczywistości wirtualnej. W 2014 r. szukaliśmy możliwości wykonania wizualizacji 3D na urządzeniach mobilnych w popularnych miejscach turystycznych w Polsce i Europie. Po trosze to wynikało z wcześniejszych prac, bowiem od 2008 r. byliśmy studiem do tworzenia aplikacji mobilnych. Zaczynaliśmy jako software house, opracowując aplikacje w oparciu o kontakty i nasze doświadczenia z agencji marketingowych w Wielkiej Brytanii. Na podstawie materiałów historycznych, np. map, tablic, audiobooków i zdjęć, powstała aplikacja Pastguide, dzięki której po uniesieniu tabletu na Rynku w Krakowie można zobaczyć, jak on wyglądał w trójwymiarze w okresie panowania Kazimierza Wielkiego.

Aplikacja ma tylko czy aż 1500 użytkowników?

W segmencie b2c, czyli dedykowanym klientowi niefirmowemu, to bardzo mało, ale to dopiero pierwsza lokacja i prototyp, nad którym będziemy dalej pracować, bo widzimy w tym przyszłość biznesową. Na pewno w tej chwili wymaga poprawy, bo jest zbyt ciężka dla większości telefonów. Mamy ambicje, by stworzyć aplikacje dla dużych miast z tematycznymi wycieczkami, łącząc to z towarzyszącymi biznesami turystycznymi, np. oferując bilety do lokalnej restauracji. Mamy teraz zakontraktowanych kilka jednostek. Będziemy zarabiać na drobnych opłatach za wycieczkę. Instytucje i przedsiębiorstwa byłyby naszymi klientami – sponsorami, docierającymi dzięki naszej aplikacji do swoich klientów.

Ale to nie jest w tej chwili główna część waszej działalności, ta jest odpryskiem innowacji pierwotnie przeznaczonej dla sektora turystycznego?

Znaleźliśmy ciekawe zastosowanie tej samej technologii wizualizacji 3D w budownictwie i architekturze. Polega to na tym, że architekt na tablecie może w surowym pomieszczeniu wizualizować jego wygląd po planowanych zmianach. Urządzenie nakłada na realne pomieszczenie model BIM zawierający np. warstwę rur, sieć elektryczną, a na zewnątrz plac zabaw czy otoczenie osiedla. Można to również oglądać w wirtualnych okularach. Aplikację prototypowaliśmy m.in. z koncernem Skanska. Choć produkt jest w opracowaniu, mamy zapisanych już ponad 1000 architektów. Część z nich płaci nam za subskrypcje do powstającej platformy. Obecnie pomagamy firmom ładować tam projekty z popularnych programów architektonicznych i pracujemy nad rozwiązaniem, które pozwoli samodzielnie importować własne projekty bez naszej asysty.

W związku z tym skomplikowanym rozwiązaniem znaleźliście inwestora strategicznego.

Od grudnia 2014 r. i przez cały następnym rok spotykałem się z przedstawicielami funduszy inwestycyjnych. Rozpatrywaliśmy oferty, jednocześnie dodając nowe funkcjonalności do narzędzia. W poprzednim roku w sierpniu okazało się, że Tomasz Stencel, inwestor z branży budowlanej, który był od roku naszym klientem i rozwijał z nami aplikację do zarządzania projektami w segmencie renowacji budowlanej, jest żywo zainteresowany rozwiązaniem. Pojawiał się w naszym biurze, kiedy rozmawialiśmy z funduszami, i w końcu zainwestował milion euro.

Jesteście jeszcze startupem z takim produktem?

Zdecydowanie tak. Widzimy też nowe zastosowania naszych technologii. Wspólnie ze szczecińską spółką Freedomes, która dostarcza namioty sferyczne klientom z całego świata, np. na potrzeby projektów reżysera Ridleya Scotta, opracowujemy prototypowe przestrzenie do odtwarzania sferycznych trójwymiarowych filmów, tudzież gier i aplikacji w tych namiotach. Już teraz każdy może sobie zamówić takie mobilne sferyczne kino albo przestrzeń do grupowej rozgrywki w VR i zarabiać na tym, sprzedając bilety. W ramach największego konkursu architektonicznego w Polsce wizualizowaliśmy też z mieszkańcami Szczecina i lokalnym magistratem wspólną wizję przyszłej zabudowy wyspy Łasztowni. Mieszkańcy sami ustawiali klocki na interaktywnym stole, a one zamieniały się na zapisywane w chmurze warianty zabudowy zgodne z ich preferencjami. W ramach aplikacji Pastguide wizualizowaliśmy fragment szczecińskiej starówki w namiocie sferycznym w trakcie Nocy Muzeów. Dla koncernu DHL zrobiliśmy ostatnio ogromną sferyczną projekcję na event uruchomienia ich nowego terminalu w Warszawie. Dopracowujemy produkt turystyczny i przyjmujemy nowych architektów oraz firmy budowlane na główną platformę. W tej chwili wykrystalizowały się trzy płaszczyzny naszej działalności: turystyczny Pastguide, architektura i nowe projekty w namiotach sferycznych. A możliwości jest znacznie więcej, m.in. szkolenia pracowników przemysłu w rzeczywistości wirtualnej dające realne oszczędności dla zakładów.

Jak funkcjonuje ekosystem startupowy w regionie?

Jest coraz lepiej i mam tu na myśli podmioty oparte na innowacyjnym pomyśle, a nie oddziały zagranicznych firm szukające tańszej siły roboczej. Przykłady takie jak Tidio, Wspieram.to, Avid, Kanbo to firmy, które się wybijają mimo niełatwych warunków i sąsiedztwa większych graczy walczących o pracownika. Korzystamy też z bliskości Berlina, jesteśmy członkiem berlińskiego Factory Hub i VR MeetUp, który ma 1000 członków. Brakuje nam lokalnych funduszy podwyższonego ryzyka. Takich, gdzie jest odpowiedni kapitał i wsparcie biznesowe oraz kontakty. W USA podobne projekty jak nasze, nawet z mniejszymi funkcjonalnościami, mają kilkanaście razy większe finansowanie. W Polsce nie ma takiego kapitału. Dużo firm informatycznych czy z rynku aplikacji ma ambicje pozyskiwać klientów w USA, ale brak funduszy przekłada się na mniejsze możliwości i opóźnienia. Poza tym kapitał, który jest strumieniowany z UE lub z lokalnych budżetów, nie zawsze trafia tam, gdzie trzeba.

Co ma pan na myśli?

Potrzeba nam w regionie ludzi z kontaktami, zdolnościami networkingu, łączenia i kojarzenia projektów technologicznych, realnymi możliwościami promocji w Polsce i poza granicami. Fundusze unijne w dużym stopniu idą na nieefektywne lokalne programy, konferencje, spotkania, katering, długopisy, pendrive'y i wynagrodzenia, a jedynymi podmiotami, które nie widzą z tego zwrotu, są firmy, które w tym uczestniczą. Program akceleracyjny to nie tylko metr kwadratowy na wynajem. Przydałoby się mniej urzędników i więcej praktyków w otoczeniu wsparcia biznesu. Widziałem wsparcie resortów gospodarczych dla startupów w Niemczech i Wielkiej Brytanii, gdzie zatrudniani są praktycy i specjaliści znający startupy, grający na nie. Google Campus w Londynie i Factory Hub w Berlinie przyciągają projekty z całej Europy. Kadra zarządzająca to zawodowcy z szerokimi kontaktami, a nie etatowi dyrektorzy. W Polsce świetnym przykładem dobrego zarządzania jest Lubelski Park Technologiczny. Musimy lepiej wykorzystywać też swoje szczecińskie atuty. Miasto jest przejezdne, rowerowe, zielone i nie ma smogu. Do Berlina czy Kopenhagi mamy bliżej niż do Warszawy. Jest u nas sporo Niemców i Szwedów. Możemy więcej.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL