Różne oblicza crowdfundingu

aktualizacja: 18.05.2017, 23:00

Kilka tygodni temu zakończyła się sukcesem zbiórka pt. „Mieszkamy na Odrze. Pływający dom w Szczecinie". Doprecyzuję – sukces był tylko finansowy, bo domu, który miał powstać rok temu, nie ma. A tłumaczenia zbierających pieniądze na to cudo są mętne jak woda w Odrze.

Przypomnę – dwoje młodych ludzi wymyśliło sobie dom zacumowany przy wyspie Grodzkiej, z pięknym widokiem na Wały Chrobrego. Uśmiechnięci wyjaśniali, że takie konstrukcje są popularne w całej Europie. Że ten szczeciński zaprojektuje architekt z Hiszpanii. Że dom będzie ultranowoczesny i ekologiczny. I że „poprzez swoją otwartą formułę będzie miejscem na kulturę i przyjmowanie gości. Każdy wspierający będzie miał szansę pomóc w realizacji pięknego miejsca na mapie Szczecina, a także dzięki opcji wynajmu przekonania się, jak wygląda życie na wodzie".

Nie wiem, czy ważniejszą informacją jest „miejsce na kulturę" czy „opcja wynajmu"? Ale pomysł się spodobał. Dziennikarze pisali, blogerzy chwalili, szczecinianie lajkowali. Wpłaciło 319 osób. Jedna wysupłała aż 5 tysięcy. Za co? Tydzień na wodzie. Dla pary lub grupki znajomych. Dwóch sponsorów dało po 4 tys. zł. Pięć osób za 1500 zł wykupiło weekend w pływającym apartamencie. 11 wspierających dało się zaprosić na śniadanie za 300 zł. 26 osób przelało stówkę (książka w nagrodę), 64 zapłaciły 50 zł za plakat itd. Wartość całego przedsięwzięcia to 450 tys. zł. Co dalej? Mecenasi czekają, a pomysłodawcy obiecują wielkie otwarcie podczas finału The Tall Ships Races. Natomiast od września wynajem i „program kulturalny". Już sobie wyobrażam te wernisaże, koncerty, wieczory autorskie, uczone dyskusje. I zastanawiam się, czy w crowdfundingu najchętniej kupujemy dobry PR? Gładkie słówka, nośne hasła. Pic na wodę.

Kilka dni temu klapą zakończyła się inna szczecińska zbiórka, na „Cat Cafe" – kawiarnię, której gospodarzami mają być koty, które w pobliżu kawiarnianych stolików znajdą tymczasowy dom, opiekę weterynarza itd. Takie lokale działają już w Krakowie, Lublinie, Warszawie. Szczecińska Cat Cafe chce m.in. organizować kocie eventy i kocie adopcje, edukować najmłodszych. Niestety, z potrzebnych 60 tysięcy zebrano tylko 4,6 tys. zł. Nie powiodło się także kilka innych społecznych projektów. W ubiegłym roku klęskę ponieśli inicjatorzy odbudowy pomnika Sediny. Bez fajerwerków zakończyła się niedawna akcja „W pogoni za stadionem". Mimo przeciągania terminu, wsparcia Zbigniewa Bońka i bardzo atrakcyjnych nagród, jak np. trening z reprezentacją Polski.

Czy te trzy projekty nie są bardziej społecznościowe niż dom na wodzie, który właściciele chcą wynajmować za duże pieniądze? I żeby było jasne: nie jestem kociarzem, pomnik Sediny mnie nie zachwyca, przebudowa stadionu też. Nie twierdzę, że finansowanie społecznościowe ma służyć tylko publicznym, użytecznym projektom i że wpłacać mamy na kulturę, sport, edukację, zwierzęta, a na rozkręcanie prywatnych biznesów nie. Ale fundować komuś dom na wodzie za obietnicę programu kulturalnego? To może dorzućmy się komuś do czteropokojowego mieszkania, jeśli na ścianach powiesi prace lokalnych artystów ?

POLECAMY

KOMENTARZE