Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Pomorze Zachodnie

Tanie tankowanie i strzyżenie

Na przygranicznych zachodniopomorskich targowiskach przeważajšcy klienci z Niemiec to emeryci i osoby niezamożne.
Fotorzepa/Bartosz Jankowski
Kolejki po benzynę i kierowcy z kanistrami to codzienne obrazki z Lubieszyna na polsko-niemieckiej granicy. Paliwo jest tu o jednš czwartš tańsze niż w Pasewalku.

Kilkaset metrów od przejœcia granicznego sš cztery stacje paliw znanych koncernów. I na każdej kolejka. Większoœć klientów leje do pełna i do kanistrów. Samochody z polskimi tablicami rejestracyjnymi to rzadkoœć, mimo że benzyna jest kilka groszy tańsza niż w Szczecinie.

– Tak było zawsze. Dużo klientów, duże obroty. Dla nas wygoda. Po co jeŸdzić gdzieœ dalej, szukać – tłumaczy nam jeden z kierowców.

Gdzieœ bliżej, czyli na przykład 500 metrów, do konkurencji, też nie ma sensu jechać, bo wszędzie ceny sš takie same. W przedœwištecznš œrodę najpopularniejsza bezołowiówka kosztowała 4,59 zł/litr, olej napędowy 4,39 zł, LPG 2,18 zł. Za benzynę wysokooktanowš płaciło się 4,89 zł, za super diesla 4,59 zł. W pištek ceny spadły jeszcze o 3–5 groszy. A niespełna 30 km dalej, w Pasewalku, bezołowiówka kosztowała 1,37–1,39 euro. W Prenzlau nawet 1,43 euro. Czyli jednš czwartš drożej. To wyjaœnia, dlaczego benzyniarze po naszej stronie granicy codziennie majš żniwa. Tak samo jak Lubieszyn wyglšdajš okolice przejœć granicznych w Krajniku i Osinowie Dolnym. Przy najważniejszej trasie w kierunku Berlina, przez Kołbaskowo, też jest sporo stacji paliw.

Która mineralka lepsza

– Ja jeżdżę po mineralkę do Locknitz, a oni do nas – œmieje się właœciciel małego sklepu w Lubieszynie, który wita klientów reklamš „Süßwaren, Getränken, Zigaretten" (słodycze, napoje, papierosy). W œrodku cała œciana wypełniona opakowaniami papierosów, obok cukierki na wagę, piwo, aspiryna. Podłoga zastawiona butelkami wody, coli, energetyków.

– Kupowanie wody u nas wydaje się bez sensu. Więc o co chodzi? O butelki zwrotne. Tam za plastiki liczš 25 eurocentów kaucji. Niemcom nie chce się jeŸdzić oddawać. Nasze opakowania po prostu wyrzucajš – tłumaczy.

Tak jak handlarz od „Süßwaren, Getränken, Zigaretten" nie chce wypowiadać się pod nazwiskiem. Mówi, że na Lubieszynie zarabia od 15 lat. Ladę ma tuż przy wejœciu. Przycišga klientów zapachem kiełbasy i wędzonej makreli (17 zł/kg). Sš też węgorze za 140–150 zł/kg.

– Nic droższego nie ma – uspokaja. – Cena zależy od kursu euro, ale też od jakoœci ryby. Czy to węgorz hodowlany czy prawdziwy, znaczy od rybaków – tłumaczy.

Oferuje halibuta (55 zł/kg), pstršgi, œledzie, sardynki. Niemcy chętnie kupujš również salami (35 zł/kg) i żółty ser. Ceny podane sš w euro. Płacić można w obu walutach. Ta zasada obowišzuje we wszystkich boksach, z odzieżš, butami, zabawkami, biżuteriš.

– Żyjemy tylko z niemieckiego klienta – mówi sprzedawca spożywki. – Od lat kupujš u nas te same osoby. Można powiedzieć, że się zakumplowaliœmy. Razem się starzejemy – stwierdza.

Zwraca uwagę, że na przygranicznych targowiskach dominujš emeryci. I osoby w œrednim wieku, niezbyt zamożne. – Ze wschodnich landów młodzi pouciekali. Tu jest bieda, wysokie bezrobocie. Szczególnie w powiatach sšsiadujšcych z nami. Bo już na przykład w Słubicach, bliżej Berlina, jest inna klientela – komentuje sprzedawca.

Sš zasiłki, jest szaleństwo

Meklemburgia-Pomorze Przednie uchodzi za najbiedniejszy region w Niemczech. Również dlatego mieszkańcy wsi i miasteczek położonych blisko granicy tak chętnie odwiedzajš bazary, sklepiki i markety w Polsce. – Robiš zakupy z kalkulatorem w ręku. Dosłownie – opowiada pan Jan, przedsiębiorca z Kołbaskowa. – Objeżdżajš Biedronki, Netto, Lidle, Auchan, Carrefoura. Tu kupiš mleko, tam mięso, jeszcze gdzieœ znajdš tańsze warzywa, jajka, makaron – wylicza.

Wspomina czasy, kiedy Niemcy zarabiali i wydawali marki, a nie euro.

– Zmianę waluty odczuli. Przeklinajš „Euro-Teuro", czyli eurodrożyznę. Markowe buty kupowali kiedyœ za 100 marek, teraz płacš 100 euro – wyjaœnia pan Jan. – To niby sprzyja turystyce zakupowej, ale – generalnie – w portfelach majš mniej.

Największy ruch w interesie jest na poczštku miesišca. Bo wtedy w Niemczech wypłacane sš œwiadczenia socjalne.

– Dostajš Hartz IV i szalejš kilka dni – potwierdza sprzedawca papierosów z Lubieszyna.

Hartz IV to zasiłek dla osób długotrwale bezrobotnych. Od stycznia br. wynosi 409 euro (żyjšcy w małżeństwie otrzymujš po 368 euro). Osoby o niskich dochodach mogš liczyć na kilka różnych zasiłków. Jest też Kindergeld, czyli prawie 200 euro na dziecko.

– Socjal w Niemczech zawsze wypłacany jest terminowo, więc możemy pod to ustawić swojš pracę – przyznajš handlarze z targowiska Sukces. – Jeœli pierwszy wypada w niedzielę, w pištek muszš mieć pienišdze na koncie. I wtedy jest weekend zakupów – dodaje.

– Trochę dłużej. Tak przez dziesięć dni mamy co robić – deklaruje właœcicielka zakładu fryzjerskiego „Daria".

Po fryzurę

Tylko w Lubieszynie jest dziewięć szyldów „Friseur". Jadšc w kierunku Szczecina, można doliczyć się kilkunastu, m.in. w Dołujach i Mierzynie. Cennik? Jest znacznie taniej niż w salonach zlokalizowanych w centrum miasta.

– Męskie strzyżenie na sucho kosztuje 5 euro – informuje szefowa „Darii". – Klientki z Niemiec zwykle życzš sobie krótkie strzyżenie z modelowaniem, za 14 euro.

Rzadko trafiajš się bardziej skomplikowane usługi typu balejaż.

Popularnoœć przygranicznego fryzjerstwa ma tę samš przyczynę co kolejki na stacjach benzynowych – różnice cen po dwóch stronach granicy.

W Pasewalku, Prenzlau, Schwedt za proste męskie strzyżenie trzeba zapłacić ponad 10 euro. Ceny w Berlinie czy Hamburgu sš wyższe. Profesjonalna koloryzacja, cieniowanie, modelowanie, za które w Polsce płaci się 200 zł, za zachodniš granicš kosztuje dwa razy tyle. I to nie w renomowanym salonie.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL