Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Pomorze Zachodnie

Monika Pyrek-Rokita: Szukam następców mistrzów

Monika Pyrek-Rokita
Fotorzepa / Bosiacki Roman
W 40-milionowym kraju talent zawsze się znajdzie, ale dużo tracimy przez niedostateczne zaplecze treningowe – mówi Monika Pyrek-Rokita trzykrotna medalistka mistrzostw œwiata w skoku o tyczce.

Rz: Niedawno poprowadziła pani konferencję dotyczšcš warunków, w jakich trenujš młodzi polscy sportowcy. Infrastruktura pozostawia chyba wiele do życzenia...

Monika Pyrek-Rokita: Wydawać by się mogło, że następcy moi czy Roberta Korzeniowskiego, który był goœciem specjalnym konferencji, powinni słuchać naszych historii jak opowieœci science fiction. Sporo zmieniło się na lepsze, ale wcišż jest wiele miejsc, które sš w takim samym albo nawet gorszym stanie. Œmiejemy się, że to oldskulowy styl, mówimy, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ale z drugiej strony, ile można? Gdy sobie przypomnę, z jakich szatni korzystałam, miałabym duże zastrzeżenia do tego, żeby moje dziecko przygotowywało się w podobnych warunkach.

To były lata 90. Pewnie brakowało wszystkiego.

Pamiętam swoje pierwsze buty. Dziœ każdy ortopeda popukałby się w czoło, że takie obuwie zostało w ogóle dopuszczone dla sportowców. Nasze kolce nazywały się Wałbrzychy, były w dwóch kolorach – rudym i bršzowym, nie był to szczyt elegancji. Gdy udało mi się wygrać jakieœ zawody, otrzymałam cytrynki – żółte jak żarówki adidasy, ruskie podróbki, których w Polsce nie można było dostać. Radziliœmy sobie, jak mogliœmy. Miałyœmy dwie tyczki odziedziczone po chłopakach. Jednš miękkš i krótkš, drugš twardš i długš. Gdy wyrosłyœmy z pierwszej, a byłyœmy jeszcze za małe na drugš, trener Edward Szymczak wpadł na pomysł, żeby oskrobać kij od miotły, umieœcić go na górnej częœci tyczki, tam gdzie jest otwór, i okleić taœmš. Na takim sprzęcie biłam pierwsze rekordy Polski. Kiedy przeszłam na większš tyczkę, to trener po moim odbiciu wrzucał na przedniš częœć zeskoku dodatkowy materac, żebym się nie potłukła.

JeŸdziliœcie za granicę na zgrupowania i przecieraliœcie oczy ze zdumienia, że można trenować w zupełnie innych warunkach?

Na pierwsze zgrupowanie pojechałam do oœrodka we włoskiej miejscowoœci Formia, który póŸniej stał się takš mojš bazš. Tam było wszystko: zeskoki ustawione w każdš możliwš stronę w zależnoœci od kierunku wiatru, hala na wypadek gdyby padał deszcz, przyrzšdy gimnastyczne. Dziœ jest kilka oœrodków w Polsce, góra pięć, posiadajšcych pełen sprzęt do uprawiania skoku o tyczce. W naszym klubie OSOT Szczecin nawet najmłodsze dzieci majš zapewnione odpowiednie tyczki. Ale gdy przeglšdam wnioski kandydatów do funduszu stypendialnego w mojej fundacji, to nadal większoœć chciałaby przeznaczyć pienišdze na zakup sprzętu. Ze œwietnš inicjatywš wyszła niedawno sieć Jatomi Fitness, oferujšc młodym sportowcom i ich trenerom wstęp do każdego ze swoich klubów w całej Polsce. Program nosi nazwę Jatomi Champions. Za darmo bez żadnych zobowišzań można korzystać z siłowni, stref relaksu, a nawet pomocy trenera personalnego. Wiele bym dała, by za moich czasów była taka możliwoœć. Mogło to wpłynšć znaczšco na szybszy rozwój, stabilizację, organizację treningu i po prostu, tak po ludzku, na komfort pracy.  

 

Pamiętajšcy poprzedniš epokę sprzęt to jedno, ale przerażajšce jest, że w niektórych miejscach czasem brak rzeczy podstawowych: ogrzewania, klimatyzacji czy nawet toalet. W XXI wieku brzmi to jak ponury żart.

Od razu przypomina się film „Rocky". Człowiek myœli, że w taki sposób hartuje się charakter, ale to działa tylko do pewnego momentu. W prawie 40-milionowym kraju talent zawsze się znajdzie. Trzeba jednak pomyœleć, ile ludzi po drodze tracimy.

Dlatego założyła pani fundację pomagajšcš młodym sportowcom?

Przez dwa lata prowadziłam program, którego jednš ze stypendystek była Sofia Ennaoui. To, że mogę dołożyć kamyczek do sukcesów takich osób i pomóc im w spełnieniu marzeń, zawsze było dla mnie motywujšce. Sama byłam stypendystkš różnych funduszów. Lekkoatletyka na poczštku nie wymaga od rodziców wielkiej inwestycji, ale nie wiem, czy gdyby nie wsparcie finansowe, moja kariera nie skończyłaby się na etapie juniora. Dziœ szukam młodych talentów razem z firmš Netto.

Jakimi kryteriami kierujecie się przy wyborze stypendystów?

Nie wymagamy wielkich osišgnięć. Oczywiœcie, przyjemnie by nam było, gdyby z tej dziesištki ludzi choćby czwórka miała szansę zakwalifikować się do igrzysk olimpijskich w Tokio. Ale najważniejsze, żeby ten człowiek, który się do nas zgłosi, miał pasję i w minutowym nagraniu przekonał nas, że ma w sobie to „coœ" i warto mu pomóc.

Rozumiem, że pierwsza stypendystka – Klaudia Siciarz, halowa rekordzistka œwiata juniorek w biegu na 60 m przez płotki – ma właœnie to „coœ"?

Zdecydowanie. Urzekła mnie swoim ostatnim zdaniem. Powiedziała, że ma nadzieję, iż dzięki stypendium będzie mogła czerpać dalej takš radoœć ze sportu. I dla mnie to jest istotne, bo ja tę przyjemnoœć w pewnym momencie straciłam. Przykładamy dużš wagę do nauki. Zależy nam na tym, żeby każdy ze stypendystów zdawał sobie sprawę, że sport to jedynie wycinek życia i póŸniej trzeba sobie poradzić w normalnej rzeczywistoœci. Dlatego prosimy o wycišg ze œwiadectwa albo indeksu.

Fundusz nazywa się „Skok w marzenia", ale nie ogranicza się do wspierania lekkoatletów.

Interesujš nas wszystkie dyscypliny, nie tylko olimpijskie. Otrzymuję na przykład sporo zapytań od zawodników tańca towarzyskiego, czy jest sens, żeby składali wnioski. Odpowiadam, że jak najbardziej, zwłaszcza że w tym roku Wrocław organizuje World Games, gdzie sportowy taniec towarzyski będzie jednš z konkurencji. Uważam, że taniec to naturalna, przyjemna forma ruchu i ogromny wysiłek. Sama tego doœwiadczyłam.

Wyglšda na to, że w tym œrodowisku nie zapomnieli o pani zwycięstwie w programie „Taniec z gwiazdami".

To było tak dawno, że kroki mi już wyleciały z głowy, ale wiem, że gdyby partner mnie poprowadził, tobym sobie przypomniała. Cały czas utrzymuję kontakt z ludŸmi, których tam poznałam. Robimy wspólne imprezy, pojawiam się na spotkaniach z dzieciakami. Myœlę nad projektem skierowanym do kobiet, opartym właœnie na tańcu.

Ale wczeœniej chce pani wprowadzić do szkół alternatywne lekcje wychowania fizycznego na symulatorach.

Otrzymaliœmy dofinansowanie z Ministerstwa Sportu i Turystyki, ruszamy we wrzeœniu, na razie w 15 szkołach podstawowych. Chodzi o to, żeby zaatakować młodzież ich własnš broniš. Na każdej lekcji będš trzy symulatory, uczniowie będš mogli sprawdzić swojš zwinnoœć czy celnoœć, zmierzyć się z wirtualnš Majš Włoszczowskš albo oddać strzał do bramki, której będzie bronił wirtualny bramkarz.

Polska lekkoatletyka przeżywa chwile triumfu. Pojawiajš się nowe, młode gwiazdy. Wspomniana Klaudia Siciarz, wczeœniej Ewa Swoboda czy Konrad Bukowiecki. Ale pani jest z pewnoœciš najbardziej dumna z Piotra Liska.

Z Piotrkiem mieliœmy okazję jeszcze razem trenować, a teraz jest on zawodnikiem klubu, który prowadzimy wraz z mężem. Œmiałam się, że Piotrek za bardzo podšża mojš drogš, bo w wieku 24 lat mieliœmy na koncie tyle samo medali i czwarte miejsce na igrzyskach. Powiedziałam mu: „Błagam cię, teraz pisz już własnš historię". Jeżeli dalej będzie się tak rozwijał, zdrowie mu dopisze, a tyczki przestanš się łamać, wierzę w to, że spokojnie może zdobyć medal olimpijski w Tokio. Uważam także, że z powodzeniem może atakować rekordy œwiata.

A z sierpniowych mistrzostw œwiata w Londynie też wróci z medalem?

Jestem ostrożna w prognozach, bo Piotrek zmienił sprzęt. Będzie korzystał z tyczek, które sš cięższe, trwalsze, ale trochę inaczej się zachowujš. Musi odnaleŸć na nowo swój rytm. Jego skoki na zgrupowaniu w USA wyglšdały bardzo obiecujšco, ale wstrzymałabym się z ocenš do pierwszych startów.

Piotr Lisek mówi, że jest pani jego mentorem. Uczeń przeroœnie mistrza?

Bardzo mu tego życzę. Jako junior był zawsze drugi, leżało mu to na sercu. Kiedyœ powiedział mi, że poskacze przez rok, a potem wróci do domu i będzie pomagać mamie w rodzinnym biznesie. Tak mnie tym wyprowadził z równowagi, że wykrzyczałam mu, co sšdzę na ten temat. Piotrek w przeciwieństwie do konkurentów miał jeszcze ogromne rezerwy. Wierzyłam, że jeœli będzie cierpliwy i przetrwa ten trudny okres, zacznie wygrywać. Mam satysfakcję, że się nie myliłam.

Martwi paniš konflikt w polskim œrodowisku młociarzy?

Wiadomo, że w tak dużej grupie nie wszyscy się lubiš i tolerujš, za moich czasów również były kłótnie czy przepychanki, ale zawsze się szanowaliœmy. Niepokoi mnie, że to trwa tak długo, ale wierzę, że z każdej sytuacji da się znaleŸć jakieœ wyjœcie. Mam nadzieję, że nie pójdzie to w stronę jeszcze większej bitwy.

I że ta zła atmosfera nie odbije się na wynikach...

Rozumiem frustrację pokrzywdzonych, ale trzeba też wysłuchać drugiej strony. Prawda zwykle leży poœrodku. Odczułam na własnej skórze, jak można wyolbrzymić jakiœ problem. Kiedy zdobyłam srebro na mistrzostwach œwiata w Helsinkach, po powrocie do Polski od razu zapytano mnie, czy Ania Rogowska mi pogratulowała. Nieœwiadoma tego, dlaczego mnie się o to pyta, odpowiedziałam zgodnie z prawdš, że jeszcze się nie widziałyœmy. Ania wyjechała natychmiast po zawodach. Była rozczarowana, bo rok wczeœniej sięgnęła po olimpijski medal i uznawano jš za faworytkę. Zrobiła się burza, że wielka gwiazda Rogowska strzeliła focha. Takich sytuacji było wiele, na szczęœcie wyjaœniałyœmy sobie wszystkie nieprawdziwe informacje, które o nas kršżyły w mediach.

Niedługo minie pięć lat, od kiedy zakończyła pani karierę. Czy przez ten czas pomyœlała pani, że może podjęła tę decyzję za wczeœnie?

Kiedyœ, po szczerej rozmowie z mojš przyjaciółkš, Brazylijkš Fabianš Murer, zastanawiałam się, czy może nie lepiej było przeczekać, odpuœcić z rok albo urodzić dziecko i wrócić. Gdy Jelena Isinbajewa zrobiła sobie przerwę, dziewczyny przestały mieć z tyłu głowy, że walczš tylko o drugie miejsce, a pięć metrów jest zarezerwowane jedynie dla Rosjanki. Był taki rok, że skakały regularnie po 4,80 i wyżej. Wtedy pojawiły się wštpliwoœci, czy nie trzeba było kontynuować kariery. Fizycznie pewnie dałabym radę, ale głowa była już zmęczona tš cišgłš presjš i poszukiwaniem doskonałoœci.

Sport wcišż jest pani bliski. Za chwilę wystartuje pani w charytatywnym biegu Wings for Life. Już po raz czwarty.

Nigdy nie byłam orłem w bieganiu i sama sobie się dziwię, że to polubiłam. Na Wings for Life pokonuję z reguły mniej więcej 10 km. Zajmuje mi to około godziny. Œwiadomoœć, że można w ten sposób pomóc w badaniach nad przerwanym rdzeniem kręgowym, jest dla mnie bardzo ważna.

Ma pani za sobš przygodę z dziennikarstwem. Podobało się pani prowadzenie autorskiego programu w Radiu Szczecin?

Bardzo. Adrenalina podobna jak w sporcie. Zawsze bałam się, że po zakończeniu kariery będzie mi takich emocji brakowało. Teraz jednak skupiam się na pracy w hali Azoty Arena i swojej fundacji. Ostatnio wysłałam wniosek do ministerstwa o dofinansowanie pierwszego campu tyczkarskiego dla dzieci z klas I–IV szkoły podstawowej. Jestem po rozmowach z Aniš Rogowskš, chcemy wspólnie szukać swoich następców.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL