Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Pomorze Zachodnie

Adam Opatowicz: Satelitarny byt wokół teatru

materiały prasowe
O dwudziestoleciu kabaretu Czarny Kot Rudy opowiada Adam Opatowicz, dyrektor Teatru Polskiego w Szczecinie.

Rz: Skšd surrealistyczna nazwa kabaretu?

Adam Opatowicz: Z nazwami jest zawsze największy kłopot. Nasza wzięła się z surrealistyczno-melancholijnego stosunku do œwiata, którego ulubionš formš rzeczywistoœci jest fikcja. Miałem już doœwiadczenia kabaretowe, bo kilka lat wczeœniej zakładałem z przyjaciółmi Piwnicę Przy Krypcie. Wtedy było łatwiej – nazwa była czysto topograficzna. Jeœli chodzi o Czarnego Kota Rudego – zależało nam również na tym, żeby odwołać się do korzeni kabaretu, a tym poczštkiem był Le Chat Noir, czyli Czarny Kot otwarty pod koniec XIX wieku w Paryżu, który stanowił wzór dla wielu europejskich kabaretów. Bardzo identyfikujemy się z tš tradycjš. Ważne jest dla nas miejsce, poetyka kawiarni artystycznej, gdzie bywajš ludzie o podobnej wrażliwoœci. To jest równie ważne, jak realizacja konkretnych programów. Przede wszystkim staramy się przypomnieć to, co już się w kabarecie wydarzyło i co przetrwało próbę czasu.

Na przykład?

Podšżamy tropami starych mistrzów z pierwszych kabaretów europejskich i polskich, takich jak Zielony Balonik, Kabaret Starszych Panów, Piwnica pod Baranami, z naciskiem na Wieœka Dymnego i takich twórców jak Marian Hemar, Julian Tuwim czy Jonasz Kofta. Inspirujemy się ich poetykš, wkładamy w ramy naszej formy scenicznej i dopasowujemy do dzisiejszej rzeczywistoœci.

A dopisek Rudy?

Czarny wzišł się z pokory i œwiadomoœci, że wiele nam do oryginału będzie brakować, nie zwalnia to wszakże z prób doœcignięcia ideału. A Rudy – z przekory, takiej zwykłej ludzkiej i artystycznej.

Jaki był pierwszy program?

„Pornograf", złożony z piosenek francuskiego barda Georges'a Brassensa w tłumaczeniu Filipa Łobodzińskiego, ale także Jarosława Gugały. To się rymowało z Le Chat Noir, bo sięgnęliœmy do klasyki piosenki francuskiej. Brassens wydawał nam się idealny. Miejsce wygospodarowaliœmy ze starego magazynu Teatru Polskiego. Zebraliœmy 20 starych stolików, 80 krzeseł. Postawiliœmy małš scenę, zawiesiliœmy kurtynkę i kilka reflektorów. Poprosiliœmy naszego przyjaciela Janusza Józefowicza, żeby nam pomógł choreograficznie. Na poczštku było nas oœmiu kolegów w młodym i œrednim wieku. Dziœ to prawie 30-osobowy zespół aktorów, muzyków i artystów niezwišzanych bezpoœrednio z teatrem.

Zaskoczył pan Szczecin Czarnym Kotem Rudym?

Nie da się ukryć, że oczekiwania, iż takie miejsce powstanie, było od momentu, kiedy zaczšłem kierować teatrem. Wišzało się to pewnie z tym, że prowadziłem wczeœniej Piwnicę Przy Krypcie – takš naszš małš szczecińskš Piwnicę pod Baranami, a choć niewielkš – to wpisujšcš się wyraziœcie w życie naszego miasta. Zresztš mieliœmy w tamtym czasie z Piwnicš pod Baranami i Piotrem Skrzyneckim silne kontakty artystyczno-towarzyskie. Łšczył nas duch Wieœka Dymnego.

Lista waszych goœci jest imponujšca.

Rzeczywiœcie, przewinęły się przez nasz kabaret osoby niezwykłe. Myœlę, że klimat, który pojawił się na tej scenie, dał szanse na dobre kontakty w tej przedziwnej krainie, jakš jest sztuka kabaretowa. Nie tylko dobrze o nas i o naszym miejscu się mówiło. Słowa potwierdzano swojš obecnoœciš. Goœciła u nas Stefania Grodzieńska, Maria Czubaszek, Stanisław Tym, Marek Pacuła, Janusz Józefowicz, Jerzy Gruza, Andrzej Poniedzielski, Artur Andrus i wielu innych wspaniałych artystów. Bez wygórowanych wymagań, często na zasadzie przyjacielsko-towarzyskiej.

Jakie programy były najważniejsze?

Poza Brassensem na pewno „Latajšcy Cyrk Monty Pythona", na pewno jego pierwsza sceniczna wersja w Polsce. Można wspomnieć „Sufit Jonasza Kofty, czyli gdzie ta bohema", „Siedem bestii moich" Wiesława Dymnego czy wieczór „Tuwim zaczarowany". Myœlę, że wieczory dedykowane ważnym artystom i poetom dawnego kabaretu stały się specialite de la maison naszej sceny. Ale było też wiele wieczorów, które stanowiły swoisty koktajl kabaretowej zabawy i kabaretowych konwencji, gdzie wiele wštków się łšczyło i mieszało – od Zielonego Balonika przez Kabaret Starszych Panów do Piwnicy pod Baranami. Tu można wymienić „Jesiennik salonowy albo intymne życie Mikołaja Kopernika", „Koniom i zakochanym siano pachnie inaczej" albo program „Wdowa po prenumeratorze ťTygodnika IlustrowanegoŤ". Odbywa się też u nas wiele wieczorów okazjonalnych i spotkań literackich.

Były też głoœne benefisy.

To prawda. Obchodzili je u nas Stanisław Tym, Andrzej Poniedzielski, Henryk Sawka czy Jerzy Vetulani, który odszedł od nas niedawno. Okazji do spotkań przez 20 lat było wiele. Kabaret żyje własnym życiem. To jest byt satelitarny wokół teatru, nie mieœci się w głównym nurcie, ale ma dla nas duże znaczenie. Publicznoœć, która przychodzi do Kota, ma bowiem poczucie innej atmosfery. Przełamaliœmy „czwartš œcianę", którš bywa w teatrze okno sceny. Powstało mnóstwo przyjaŸni, co przekłada się niewštpliwie na odbiór teatru i naszego kabaretu, w miejscu, w którym przyszło nam żyć i działać.

Z okazji jubileuszu powrócił „Latajšcy Cyrk". Co się zmieniło?

Doszły wizualizacje przygotowane przy Michała Poniedzielskiego i jego przyjaciół. Wczeœniej ich nie było, a przecież wiemy, że strona graficzna miała spore znaczenie dla „Latajšcego Cyrku Monty Pythona" i podbijała absurdalny humor Anglików. Próbowaliœmy znaleŸć własnš formę dla naszego przedstawienia. Mam wrażenie, że się udało. Pewne teksty, piosenki i sytuacje zostały podkręcone, poprzestawialiœmy akcenty, bo œwiat się zmienia.

W zwišzku z jubileuszem powstały też wieczory premierowe.

Sš w naszym zespole osoby, które majš szczególny talent estradowo-kabaretowy. Sylwia Różycka przygotowała z Andrzejem Poniedzielskim wieczór „Przybora – Sinatra – Postscriptum". Inspiracjš tego wydarzenia był fakt, że urodzili się w tym samym roku i tego samego dnia – jeden w Polsce, a drugi w Ameryce. Wydało nam się to bardzo intrygujšce. Olga Adamska wyspecjalizowała się w monologach wielkich mistrzów – Boya, Tuwima, Grodzieńskiej. W programie „Uwiedziona Chili Show Olgi Adamskiej" okrasza je piosenkami i konferansjerkš. Zaœ nasza gwiazda Michał Janicki, człowiek o niezwykłym talencie kabaretowym, nasz Kobiela i Laskowik w jednej osobie, prezentuje się w autorskim programie „Apoteoza szału hrabiego Janickiego herbu Puszcza Wkrzańska".

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL