Na tropie podziemnego miasta

aktualizacja: 16.02.2017, 23:30
Michał Rembas (z lewej), Andrzej Kraśnicki (z prawej).
Michał Rembas (z lewej), Andrzej Kraśnicki (z prawej).
Foto: materiały prasowe

Szczecin kryje wiele legend do zweryfikowania. Np. o ukrytym dworcu kolejowym lub szpitalu pod Jasnym Błoniami – mówią, współautorzy książki „Podziemny Szczecin".

REDAKCJA POLECA

Rz: Czy pod Szczecinem jest podziemne miasto?

Andrzej Kraśnicki: Jeśli wziąć pod uwagę liczbę podziemnych obiektów, które są lub były schronami, to tak. Jest ich prawie 400. Według oficjalnych danych szczecińskiego magistratu mogą pomieścić około 170 tysięcy ludzi. To prawie połowa mieszkańców Szczecina.

Michał Rembas: Te dane są trochę przesadzone, bo schodząc do podziemi, widzieliśmy miejsca, które zupełnie się dziś do tego celu nie nadają. Któż chciałby się chować przy częściowo zarwanym stropie tunelu pod dość wysoką górą? Wyróżnia nas ich różnorodność. Są te z XVIII i XIX wieku, te z czasów II wojny światowej, sporo jest też obiektów powstałych już po wojnie.

Szczecin to twierdza, która zresztą przechodziła z rąk do rąk. Najpierw Szwedzi, potem Prusacy, Francuzi i znów Prusacy, którzy już w latach 1724–1740 zamienili miasto w prawdziwą twierdzę. Taki stan trwał do 1873, czy wtedy właśnie powstały szczecińskie podziemia? A.K.: Część z nich tak. Obszar twierdzy był większy niż powierzchnia ówczesnego miasta. To były potężne umocnienia ceglano-ziemne. Miały części podziemne. To, co przetrwało, to na przykład wysokie na pięć metrów kazamaty pod obecnym dworcem PKS.

Hitlerowskie Niemcy powróciły do idei twierdzy w czasie wojny. Ile schronów w szczytowym okresie liczył Szczecin? Czy wykorzystywano podziemia z okresu pruskiego?

M.R.: Dane dotyczące liczby schronów w niemieckim Szczecinie, w czasie wojny, nie są pełne. Poza tym trzeba pamiętać, że pod tą nazwą funkcjonowały także niektóre piwnice większych budynków. Były częściowo dostosowane do nowej roli.

A.K.: A dziś to po prostu zwykłe piwnice tak jak pod domem towarowym w centrum miasta. Podziemia z okresu twierdzy także były jednak wykorzystywane. Najbardziej spektakularny przykład to przebudowa kazamat i tuneli twierdzy na schron przy dworcu głównym PKP. Mogło się tam pomieścić około dwóch tysięcy osób. Wysokie korytarze zostały przedzielone stropem, tak że stały się dwupoziomowe. To dzisiaj największy, otwarty dla zwiedzających schron w Polsce.

Co się działo z podziemiami po zdobyciu Szczecina? Jak wyglądały pierwsze powojenne lata?

A.K.: 1945 rok w Szczecinie to chaos, bandyckie napady, powszechny szaber i niejasny status miasta. Będzie polskie czy niemieckie? To pytanie było aktualne jeszcze kilka miesięcy po wojnie. W lipcu 1945 roku w Szczecinie było tylko 1500 Polaków i ponad 80 tysięcy Niemców. Miasto terroryzowały sowieckie, a nawet sowiecko-polsko-niemieckie bandy. Miejska legenda mówiła, że wykorzystywały one podziemia jaką swoją bazę. Ale to nieprawda. Np. sowiecka banda, terroryzująca dzielnicę Gumieńce, była po prostu grupą żołnierzy karnego batalionu stacjonującego normalnie w koszarach.

Czy władze PRL wykorzystywały system podziemi?

A.K.: W czasach zimnej wojny były jak skarb. Tak, były wykorzystywane i unowocześniane. Modernizowano system wentylacji, organizowano ćwiczenia. Wszystko pod skrzydłami obrony cywilnej. W schronie przy dworcu jest sporo pamiątek z tamtych czasów. Plakaty z informacją, jak należy się zachować w przypadku wybuchu bomby atomowej czy chociażby skrzynie z setkami masek przeciwgazowych.

Historyków, pasjonatów historii, archeologii z pewnością najbardziej interesują wszelkie legendy. A tych o szczecińskich podziemiach nie brakuje. Przez całe powojenne lata co pewien czas ktoś wyskakiwał z kolejną historią na temat wizyt w podziemiach i zastanych tam widoków. Jakie są najsłynniejsze?

M.R.: Powstało tyle legend i opowieści, że brakuje już tylko tunelu do Berlina. Oczywiście żartuję, ale naprawdę, liczba historii, o których się opowiada, jest imponująca.

A.K.: Najsłynniejsze to chyba ta o podziemnym dworcu kolejowym w pobliżu centrum miasta i podziemny szpital pod Jasnym Błoniami, czyli reprezentacyjnym skwerem w pobliżu gmachu Urzędu Miasta.

Czy udało się je zweryfikować?

A.K.: W pierwszej historii powiązane zostały dwa fakty. Dwa otwory wyglądające jak wloty do tuneli kolejowych w zboczu skarpy w pobliżu torów kolejowych oraz mapa Szczecina z lat 30., gdzie schematycznie, liniami zaznaczono taki dworzec. Tyle że były to tylko plany i tak zostało to oznaczone na mapie, a wspomniane dwa wloty nie mają z koleją nic wspólnego. Pochodzą jeszcze z XIX wieku i jest za nimi tylko niewielkie pomieszczenie, w którym zresztą kiedyś był schron. Zresztą, otwory są zbyt małe, by mógł wjechać w nie pociąg. Natomiast co do podziemi pod Jasnymi Błoniami to jest tu ziarno prawdy i pewien dowód, ale o weryfikacji nie ma na razie mowy.

Jedna z legend mówi o podziemnym jeziorze pod dzisiejszym stadionem Pogoni. Czy ten temat udało się wam jakoś zweryfikować?

A.K.: Z geologicznego punktu widzenia podziemne jezioro w tym miejscu to niedorzeczność. Być może chodzi o podziemny zbiornik przeciwpożarowy. Taki obiekt przypadkowo odkryto kilka lat temu pod jednym z placów w centrum Szczecina. Piękny, ceglany, z czystą wodą w środku. Nie nadano tej sprawie rozgłosu. Sprawdzono tylko, czy nie ma tam jakichś wybuchowych „pamiątek" z czasów wojny. Potem na klapie położono betonową płytę, zasypano ziemią i zasadzono kwiaty. Zresztą przy ich sadzeniu natrafiono na klapę zbiornika.

Inna z legend mówi, że w Szczecinie mieściły się podziemne laboratoria badawcze jako część projektu hitlerowskich tajnych broni. W internecie można znaleźć sformułowanie Gotenhafen-Hexelground Stettin – jakoby to była część wspólnego kompleksu z Gdynią. Czy są na ten temat jakieś informacje? Ślady?

A.K.: Tu już mocno wchodzimy w czystą fikcję. W sieci jest sporo sensacyjnych opowieści, w których pada słowo „dowody", ale bez podania źródeł, a zaraz potem „prawdopodobnie". W jednym z tekstów pada hasło „torpedownia na jeziorze Dąbie". Nie było i nie ma czegoś takiego w tym miejscu. Torpedownia była na oddalonym o 40 kilometrów od Szczecina jeziorze Miedwie. Zachowały się jej ruiny.

W waszej książce nawiązujecie do powieści „Sedinum". Penetrujecie piwnicę, od której zaczęła się katastrofa budowlana opisana w powieści. W jej wyniku bohater „Sedinum" odnajduje nowe pomieszczenia. Czy taka historia mogłaby się wydarzyć w rzeczywistości?

A.K.: Mogła. Po pierwsze w piwnicy jest zagadkowy mur, który jak sprawdziliśmy, był elementem szczecińskich fortyfikacji. Przecinały ten rejon. Autor powieści Leszek Hermann niczego w opisie tego miejsca nie wymyślił. Fikcja zaczyna się za ścianą piwnicy, gdzie odkrywane jest przejście do podziemnych pozostałości fortyfikacji. A że podziemna część twierdzy jest niemal nierozpoznana, tak do końca nie wiemy, co przetrwało jej rozbiórkę w XIX wieku, a co nie, to tak naprawdę można pisać takie scenariusze, jak Hermann. I brzmi to bardziej sensownie niż Gotenhafen-Hexelground Stettin.

Co chcielibyście jeszcze zweryfikować?

M.R.: Podziemny Szczecin co jakiś czas sam odsłania swoje tajemnice, tak jak miało to miejsce kilka lat temu podczas budowy osiedla na terenie dawnego fortu. Odsłonięte zostały tunele, które częściowo udało się nam jeszcze udokumentować. Mamy kilka miejsc, ale na razie zachowujemy tajemnicę.

A.K.: Jest jednak jedno miejsce, o którym wspomnieliśmy: Jasne Błonia. Tylko że jakoś ciężko jest mi sobie wyobrazić, że ktokolwiek godzi się na rozrycie najpiękniejszego skweru w Szczecinie z przestawieniem pomnika Jana Pawła II włącznie. Ale może jeszcze uda nam się w inny sposób ustalić, co tam się kryje. Bo że coś się kryje, to akurat jesteśmy pewni.

Publikacja

„Podziemny Szczecin" to pierwsza z książek tej serii autorstwa trzech osób: Andrzeja Kraśnickiego, dziennikarza i pasjonata historii Szczecina, Michała Rembasa, dziennikarza, podróżnika i historyka oraz Izabeli Rosa, architekt, inżynier związanej z branżą stoczniową. Znajdziemy w niej opis wędrówek do 15 wybranych podziemnych obiektów.

POLECAMY

KOMENTARZE